Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 136 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Pamięć zawodzi...

czwartek, 30 lipca 2009 18:10
A bo to na pewno z powodu przemęczenia! Godzina dwunasta. Ktoś zagląda z pytaniem czy obiadki zamawiane były. A były - odpowiadam i idę po "korytko". Płacę, wychodzę, wracam, stawiam, na biurku i wykańczam robótkę. Niewiele mi to zajmuje, jakieś 10 minutek. W tzw. międzyczasie (słowo-koszmarek) narzekam, że już facet z obiadkami mógłby przyjść, bo mnie ssie...Szkoda, że nie mogę oddać tutaj spojrzenia koleżanki G. jakim mnie obdarzyła...Dżizas. 
Pamięć mnie jednak nie zawodzi co do jutrzejszego wieczoru, bo się SPOTYKAMY. No i będą nas w sobotę bolały wątroby. A co tam! Raz nie zawsze.
Przy okazji polecam poezje Pana Hrabiego! Zaczytuję się. Krótkie ale oddają Wszechświat cały i wszelkie w niem procesy się toczące, że tak powiem . To jest recenzja, żeby nie było wątpliwości oczywiście.
Nawiązując do powyższego - STARE KONIE a takie rzeczy! Ot, co...
Ale czymże byłoby życie dorosłego człowieka gdyby nie głupawki na marginesie? Kompletną porażką zasadniczo...

komentarze (6) | dodaj komentarz

Luzik...

środa, 29 lipca 2009 17:28
Szkolonko "odwalone" w połowie. Obiadem nawet podjęli - cycek z kurczaka w siemieniu sezamowym plus pyry w półksiężyc krojone i w mundurkach smażone, warzywa jak lubię - al dente a krem pomidorowy-poezja! Tak poza tym, po szkoleniu wiem czego nie powinnam robić, żeby rozmówca nie wziął mnie za idiotkę. Zawsze się przyda. Jutro znów - część druga. Mam nadzieję, że dowiem się jak zrobić, żeby rozmówca wyszedł na idiotę.
No i Hrabia wrócił! Już dawno ale jakoś z szoku wyjść nie mogłam i dopiero teraz napomykam. Koleżanka G.- znów survival (czy jak mu tam), właśnie próbuje PKSem dotrzeć tam gdzie miała dotrzeć poprzednio a pojechała w przeciwnym kierunku. Prowadź ją Panie, bo może znów się zabłąkać, jak ją znam.
A w perspektywie mamy PIĄTEK!.................................................................ŁAŁ!!!!

P.S.
Ponieważ w niebo się wpatruję (choć "Sięgnąć nieba" nie mogę), to wypatrzyłam wczoraj flarę i coś jeszcze co leciało z północnego zachodu na południowy wschód, o g.22.43  mniej więcej 40 st. nad horyzontem i błysnęło 4 razy dokładnie jak flara w odstępach 5-6 sekundowych (lekko -6 aż do -8 może więcej magnitudo w rozbłysku ). Kolega D. - , który też patrzy (od ubiegłego piątku-wciągnięty a nawet chyba SETI kiedyś robił) też coś widział ale konkretów nie znam, bo smsem się nie dało opowiedzieć. Może Guder-z i Zrodzona-z coś podpowiedzą? Co to mogło być? Może widział, może wie? Hm? Acha, samolocik to nie był, żadnego dźwięku, żadnych dodatkowych błysków zielonych czy czerwonych światełek.

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zima idzie...

wtorek, 28 lipca 2009 18:53
Zima idzie, ponieważ Poważny ociepla Berłu kawałek muru. Nie, nie zamurował Berła w lochach, bo nie mamy lochów, po prostu... Goły murek sobie stał 2 lata i doczekał się ocieplenia:) Łał! Z radochy Berło zgrzało Poważnemu dwie śląskie na kolację. Po jednej za jeden rok wyczekiwania, chyba. A to, że zima idzie zwiastują jednak praktykanci. Zlatują się do Alma Mater powoli i jednak...dotarli na praktyki! Praktykant, nie wiem czy to TEN, czy jakiś inny, niemniej jednak praktykant był się objawił. Słusznego wzrostu, dłuugi jak ta toruńska kiełbasa, morfologicznie poprawny (na pierwszy rzut oka), zabłąkał się do nas zamiast najpierw do Kadr, dzięki czemu miałyśmy okazję obejrzeć, z kim będziemy miały do czynienia przez cały sierpień. Głównie kol.G. będzie miała do czynienia, bo "stara" , czyli ja znikam na 2 tygodnie na urlop.  Z wrażenia , nawet nie pamiętamy jak facet ma na imię...(chociaż, to może raczej skleroza). Zazdrosny kolega D., narzeczony koleżanki G., twierdzi jednak, że gość może się odmyślić. No cóż, starałyśmy się bardzo zrobić na nim wrażenie normalnych. Mam nadzieję, że nie zdążył się połapać jak jest naprawdę. A jeśli się nie połapał, to po nim. Cholernie trudno nam będzie trzymać fason, nie tekścić i ogólnie być "ą fin fą"...Wyjdzie w praniu, tak czy siak. No a jutro "szkolonko" poza Budynkiem w Którym Straszy, na jakichś cholernych peryferiach i czuję, że nie dojadę tam bez kluczenia po tym rozkopanym w 3D mieście.

komentarze (2) | dodaj komentarz

O tempora, o mores!

poniedziałek, 27 lipca 2009 22:17
Praktykant nawalił, w sensie, że nie przyszedł. Obrosła w piórka ta dzisiejsza młodzież! A potem przyjdzie taki do pierwszej pracy i się dziwi, że mu nie zapłacą tyle, żeby mógł sobie za pierwszą pensję kupić full-wypas-haj-definyszyn-plazma-tv i żeby jeszcze na sieciówkę zostało...A gdyby przyszedł i popraktykował wymianę koszulek (tych foliowych) i robienie dziurek w formacie A4 przez kilka dni, przy tym miałby "warunki" jako takie, możnaby było nauczyć delikwenta jak ze straty wyczarować zysk...A tak, że zacytuję parafrazując pewną miłą komentatorkę : "hooy" . Takie rzeczy zostawiamy z kol.G. dla siebie. I mówią potem, że "starota" do zawodu nie dopuszcza! Jak widać nie prawda, młodzież się nie garnie...A za moich czasów (dżizas, jaka ja stara jestem, skoro mogę powiedzieć "za moich czasów") za pół darmo jak głupi człowiek robił, o świecy po nocach czytał (no dobra, nie aż tak) i uczył się, przez ramię zaglądał, po cichu metody rozgryzał do bladego świtu. No.No tak było.
Czasy się zmieniają, obyczaje też. Ale ponieważ jednak ja chcę z duchem czasu iść, to idę spać , bo czas już ku temu sposobny.
Dobłanoc.

komentarze (3) | dodaj komentarz

Się zebrali...

niedziela, 26 lipca 2009 19:58

Koleżanka G. z kolegą narzeczonym niejakim D., ja z kolegą małżonkiem , niejakim Poważnym zebraliśmy się po zachodzie słońca w piątek pod gruchą, pod pretekstem dokonania obserwacji flar Iridium a konkretnie w celu spożycia pewnej ilości alkoholu. Albo odwrotnie. Owszem, byliśmy pewni ilości alkoholu w lodówce, gorzej było z pewnością co do flar...Na szczęście flary obejrzeliśmy i popsikani od stóp do głów ANTYBZZZ zasiedliśmy w świetle gwiazd pod parasolem i raczyliśmy się piwkiem  słuchając muzyczki dobiegającej z imprezki u sąsiadów. Niezła, nasze klimaty, Krawczyk, Fogg, te sprawy, chociaż pewna nie jestem. Rozpalono grila i w momencie, gdy ochota na piwo sięgała zenitu...piwka zabrakło.Nikt z nas nie mógł wsiąść za kółko. Jedyną osobą, która mimo promili ewentualnie mogłaby, to kol.G., która prawa jazdy nie ma ale resztki rozsądku kazały nam zamknąć się i do tematu nie wracać. Był też plan, żeby kol.G. przerzucić przez płot na tamtą imprezę tak aby chyłkiem wypożyczyła kilka buteleczek...Jednak w końcu niezawodny Poważny założył plecak, wziął Psa Który Nie Szczeka na smycz i poszedł do "nocnego" 900 m w jedną stronę...niestety "nocny" zamknięty i inne w promieniu 3 km od domu też zamknięte. Pozostała taksówka...przywiozła słuszną baterię napoju po 2 godzinach a my jak wygłodniałe hieny rzuciliśmy się na puszki, otworzyliśmy jedną na czworo, wypiliśmy po łyczku...i tyle. Impreza umarła. Nie te lata. Kochani. Nie te lata. Ale może to i dobrze, bo w końcu mogłabym aż do dziś cierpieć ból egzystencjalny a tak około 18 w sobotę byłam rześka jak młode prosiątko w deszcz...i tu wkroczył Wuj z Ciotką z kolejną "słuszną baterią " w koszyczku:)...
A dziś...W życiu się tak doskonale nie czułam!!! W życiu...



komentarze (5) | dodaj komentarz

Sezon na muchy...

piątek, 24 lipca 2009 17:46
Ze spraw bieżących donoszę, że Berło nie pozwala człowiekowi wejść do domu  jak człowiekowi przystoi. Przeważnie wchodzenie do własnego domu polega na naciśnięciu klamki, otwarciu drzwi i swobodnym przemieszczeniu się do wnętrza. Ha! Nie w tym paranoicznym domu! Berło wypatruje zbliżającego się ku drzwiom intruza, zaczaja się za drzwiami z klapką na muchy i...ledwo próbujesz nacisnąć klamkę  już ryczy : "uwaaażaj, szybko, bo muchy tylko czatują, żeby się tu dostać, świńskie, jedne!"...Wciskasz się więc w szczelinę tak wąską, żeby nie przecisnęła się mucha i po chwili jesteś w środku, rozczochrana, z podartymi rajstopami, złamanym paznokciem i zdemolowanymi zakupami w siatce. Okulary zostały na wycieraczce. A Berło z klapką na muchy rusza w pogoń za owadem, który i tak się do środka dostał...Potem kazanie na temat muchy plujki i na czym to ona nie siedziała przed tym zanim usiadła na blacie stołu, na którym własnie nakrywasz do obiadu...Po godzinie tyrad na temat much, komarów i mrówek masz wrażenie, że jesteś jedynym okazem ludzkim na Planecie Much. 
-Matka- mówię- żyjemy w Erze Owadów przecież, nic na to nie poradzimy. Należy zaakceptować ten fakt...Ja zaakceptowałam.
-To sobie muchy lub. Ja ich nienawidzę.- odparowuje Berło i nie daje za wygraną rzucając się z klapką na muchy w ogrodzie, dopada je tam i zabija!
-Matka, upraszczasz. Wcale nie lubię much. Zlituj się , daj im spokój chociaż w ogrodzie! Jeśli zobaczą to sąsiedzi...strach pomyśleć. 
-A niech sobie zobaczą...- i pac muchę...
- Mama, a może ci podziękują, że je wybiłaś co?
-Noo, a jak inaczej...(machając mi muchołapką przed nosem)...się ich pozbyć...
-No jeśli chcesz pozbyć się sąsiadów, w sensie, że zaczną od ciebie stronić, to polataj z tą łapką przed furtką i tam powybijaj. Efekt murowany.
-Fuj, patrz (podtykając mi pod nos zwłoki jakiejś "gromotnicy" rozdyźdane na łapce) takie świństwo...
Uciekam do domu, chyłkiem wybierając drzwi od ogrodu, żeby nie było na mnie, że za mną mucha wleciała. W razie czego nie przyznam się w ogóle, że wchodziłam. Nie udowodni mi! Nie widziała.
Uff, jaki spokój. Puszczam oko do jedynej muchy siedzącej na zewnątrz na szybie, która ocalała z pogromu...i pac w szybę muchołapką prosto w  twarz...
No ani chwili spokoju...
P.S.
"Srali muchi, bedzi wiosna"


komentarze (1) | dodaj komentarz

Na poważnie...

czwartek, 23 lipca 2009 23:27
Hallo! Kilka ostatnich dni...no nie miałam siły pisać. Myślałam. O kol.R.i jej synku, i jej łzach i uśmiechu, i jej wytrwałości... o Dawidku na trójkołowym rowerze... o dziewczynce, która biegnie w letniej ulewie z uśmiechem na buzi... o kobiecie, która trzyma za rękę swoją córeczkę na wózku inwalidzkim aby nie bała się szczekającego za płotem psa... o moim sąsiedzie, który codziennie idzie na spacer ze swoją bardzo dorosłą córką, która nigdy nie nauczyła się czytać i mówić... o pani, która na placu zabaw mówi z lękiem w oczach, że jej syn "przecież nikomu nie zrobi krzywdy tylko chce się bawić jak inne dzieci"...
Jak inne dzieci...  
Wiele nie ma szans ani bawić się jak inne dzieci, ani uczyć się jak inne dzieci, ani wypoczywać jak inne dzieci...
Ale rodzice walczą z bezdusznością Rzeczpospolitej, jej administracji, bezdusznością urzędników, innych rodziców...
Jeśli mamy zdrowe dzieci, nigdy nie zrozumiemy do końca jak to jest bać się co będzie jutro, gdy zmienią się znów przepisy, gdy okroją to co już i tak okrojone, gdy autobus zmieni trasę, gdy zlikwidują jedyną w dzielnicy integracyjną szkołę, gdy nie będzie miejsca na "terapii", bo na województwo jest ich trzy a potrzeba przynajmniej 80...
W takiej sytuacji są rodzice dzieci niepełnosprawnych. Muszą walczyć. Tu walczą :

                                                          http://www.forum.razem-mozemy-wiecej.com.pl



Musi się udać!


komentarze (3) | dodaj komentarz

Jesiennie...

niedziela, 19 lipca 2009 19:44
Wczoraj Mała Piękna pluskała się w swoim dmuchanym baseniku. Nie zrażała się wichurą, która wyrywała włosy z cebulami i porwała mi papierosa (wichura porwała a nie Mała Piękna)...A dziś basen dopełnił na full padający wieczorem i w nocy deszcz i trzeba było wyłowić z niego pożółkłe liście! Pies Który Nie Szczeka skorzystał z wody, wymoczył sobie łapy. No i mieliśmy gości:) Kochani ludzie. Mimo swojego wieku i tego, że nie dalej jak półtora roku temu stracili swojego jedynego syna, są pogodni jak tylko mogą być ludzie, którzy zrozumieli na czym w zasadzie polega życie. Piękne. I leniwie, i sympatycznie płynął dzień. Jutro znów poniedziałek. Ale co mi tam! Poniedziałek, wtorek, piątek...nie ma kompletnie żadnej różnicy. Postanowiłam pogodzić się z tym, że na poniedziałek nie ma rady i go "strawić". Jaki by nie był. W końcu to MÓJ PONIEDZIAŁEK i mogę sobie robić z nim co zechcę. Jutro załatwiam kilka dni wakacji nad jeziorem , w głuszy, w lesie...oby tylko były wolne miejsca. Grzyby będę zbierać, jagódki, popatrzę w niebo ze spokojem (biada jak nie będzie pogody!), będę się lenić na maksa. Poważny, który rzadko się uśmiecha, na wieść, że pakujemy manatki za 3 tygodnie i spadamy stąd, zachichotał i rzekł :"jesjesjes!". Pełen spontan po prostu...
Czyli, jutro znów idziemy na całość!!! (szkoda, że to jednak poniedziałek:(.)

komentarze (2) | dodaj komentarz

Koniec jest tylko początkiem...

piątek, 17 lipca 2009 21:49

Poczułam się dziś jakby się coś miało skończyć. Spisałam testament. Oficjalnie notarialnie. Drugi w życiu. Dla Małej Pięknej. Nie można igrać z losem, lepiej załatwić co trzeba za życia. Polecam, chociaż nie mam zamiaru przenieść się na Łono Abrahama ale nie moja w tych przenosinach wszak głowa. Nigdy nie wiadomo co nas spotka za zakrętem, chociażby...Hrabia wyjechany na wakacje, będzie tęsknił...i ja też, bo Hrabia ma na mnie wenotwórczy wpływ. Jak Poważny, ten też ma na mnie wenotwórczy wpływ, czemu dałam niejednokrotnie wyraz w niniejszej Domowej Paranoi. O Berle nie wspomnę...W każdym razie siedzę teraz pod gruchą i mam w głowie mętlik. Taki beznadziejny, bo nic z tego mętliku nie wynika na razie. Postanawiam więc sobie, że nazwę ten mętlik Chaosem i może w ten sposób zmuszę to to aby wyłoniło się z niego coś bardziej kształtnego. Rozmowa z Poważnym, na poważny temat wywołała między innymi ten mętlik. Berło kontra Poważny i ja jako Ksiądz Robak-Spowiednik.Zrób coś z nią! Zrób coś z nim! A czy ktoś pomyślał o mnie? Ale cóż, niejednokrotnie się przekonałam, że jak sobie sama nie pomogę, to nikt mi nie pomoże. Przynajmniej nikt z mojego najbliższego otoczenia. Trzeźwy więc zachować muszę umysł i zacząć działać. SAMA.  Kończę więc jeden temat, zamykam. Zaczynam nowy, od początku. SAMA. Z efektów też będę korzystać SAMA. Straszna ze mnie egoistka. Ale czasem trzeba. Hieny precz. Obrażam się...Ale, żeby nie było tak ponuro, to powiem tylko, że nad głową przefrunęla mi papuga nimfa - ocieplenie klimatu- nimfy w naturze- i widziałam gęsi lecące z północy na południe teraz przed chwilą...zima idzie. Mętlik. Lato na półmetku...Coś się kończy , coś zaczyna...



komentarze (7) | dodaj komentarz

Upał...

czwartek, 16 lipca 2009 17:29
Taki film był, walnięta niby-komedia z lat 50-tych...no mój klimat...I dziś też - UPAŁ - 53 st.C na dachu...ffff...zdychamy. Dobrze, że moja kanciapa jest częściowo poniżej poziomu gruntu, pod schodami...chłodzę się. A propos tej kanciapy pod schodami. Mam w niej biuro. Pewnego upalnego lata, poprosiłam o poranku Poważnego, żeby mnie odebrał z pracy po południu. Dzwonię do niego z pytaniem, jakieś 3 kwadranse  przed końcem mojej szychty , kiedy będzie. A ten mówi : "jestem pod schodami". Ja pytam : "w moim biurze?" mając na myśli moje biuro pod schodami w domu. A ten :"no tak, w twoim biurze". No to ja do niego: "jak będziesz u mnie, to daj głuchacza, to wyjdę". On do mnie: "po co?", wyraźnie oburzony. Wkurzyło mnie to i stwierdziłam, że nie da się z nim gadać w taki upał i dałam sobie spokój. Dzwonię więc jeszcze raz do Powaznego wychodząc z pracy i pytam : "gdzie jesteś?" a on już wyraźnie wkurzony : "no pod schodami przecież!"...no to poszłam na tramwaj...Kilkanaście minut poźniej dzwoni do mnie kol.G. i mówi :"ty wiesz, że twój mąż czeka na ciebie "pod schodami" przed firmą, mówiłam mu, że poszłaś już jakieś pół godziny temu" ...a byłam już prawie pod domem...dzwonię więc do niego...odebrał i nic nie powiedział konkretnego tylko :"eeee tam..." Kol.G. wyszła tego dnia z biura głównym wejściem (schody do niego prowadzą) i napotkała Poważnego a ja bedąc pewną, że po mnie nie przyjedzie, skróciłam sobie drogę do tramwaju wychodząc bocznym wyjściem...I takeśmy się dogadali.
Bo Poważnemu na drugie dali Małomówny...

komentarze (6) | dodaj komentarz

Stwory!

wtorek, 14 lipca 2009 18:56
Dooobra.Już. Jestem w transie...pracuję bez przerwy od 4 rano. No kłamię. Były przerwy na bazgranie. Na odbiór Małej Pięknej z przedszkola. Na papierosa. Na stanie w korku (niby wakacje???). Na czytanie tego co lubię.Na posty post scriptum. Na nerwy w pracy.Na wypędzanie szerszenia ze zdechlaka. Na trucie mrówek. Na zabijanie much (móh-bo tak modnie jest i krócej). A wolałabym zamiast tego oglądać jakieś STWORY w zoologu. Jak Hrabia. Hrabia to ma dobrze.Byczy się. Ja się nie byczę i przede mną widmo piątku w samo południe, który z pewnością wytrąci mnie z równowagi. I już mnie trafia dzisiaj szlag. Prócz tego zaczynam bredzić do ludzi przez telefon od rzeczy. Są tacy jak Kol.Mecenas, który wciąż odbiera telefon w te słowa :" Dom pogrzebowy radość, słucham?". Też jest przed urlopem jak ja. A ja tylko : "Bubuś? Miałeś dzwonić o pierwszej! O przepraszam panią, pomyliłam głos"...I nie dożyję do urlopu. Jestem tego pewna. Albo spędzę urlop w Dziekance. Wolałabym jednak to ostatnie, byle pozwalali palić...Siedzę dzisiaj do rana nad tą robotą...może w przerwie coś wypatrzę mimo wszystko co przelatuje po niebiesiech...I to mnie tylko przy życiu trzyma...
Pa, do przeczytania się
AAA- byłabym zapomniała - kol.Stschech zalał mnie blaskiem swej chwały telefonicznie, prosto z południa, ale kombinował coś z motocyklem, niby zepsuty. Radzę przyjechać na łóżku, jak mawiał Pawlak :"ta oj, łóżko to nie motocykiel, nie rozjedzie sję".
P.S. g.23.20
Rzygam papierami. Berło jęczy. Na nieboskłonie tylko 2 nietoperze jeden po drugi.Słyszę głosy i chrobotania. Zapasiewicz zmarł. Ja zwariowałam...no nieszczęście jakieś...

komentarze (9) | dodaj komentarz

Bladym świtem...

wtorek, 14 lipca 2009 5:39
Siedzę tu od 4.oo, bo się wyspałam. Teraz przerwę mam. Kocham pracować nad ranem-nienawidzę po nocach. No kocham, to może za dużo powiedziane. Muszę. Zmieniam taktykę, bo jest lato i poranki są przepiękne.A po nocach, to mozna teraz głównie gwiazdozbiory nieba letniego pooglądać. Robota nie idzie.Z powodu "nawału" najpierw robię sobie urlop od blogowania a później wrócę , uzupełnię, pododaję do ulubionych, pouzupełniam galerie...
Cześć pracy, towarzysze w niedoli...

komentarze (2) | dodaj komentarz

W trzech czwartch "Uff"...

poniedziałek, 13 lipca 2009 19:14
Panie Hrabio, może Pan puścić i udać się do Bóstwa po opatrunki. I koniecznie odkazić alkoholem, może być wewnętrznie! I , że korzystając z okazyi pięknię podziękuję za kciuków trzymanie:) Udało się przejść temat bez większych wtop chociaż może być nerwowo aż do wydania tzw. "decyzji"...Ci urzędnicy pojęli chyba wreszcie, że przychodzi do nich nie INTERESANT PODEJRZANY O MALWERSACJE lub PRZESTĘPCA JAKIŚ A ICH WŁASNY PRACODAWCA!!! Jako szefowa jestem zadowolona z efektu pracy Pani, która była dziś do RANY PRZYŁÓŻ!!!  Ale mądra (!) jestem po fakcie a jeszcze kilka godzin temu bredziłam od rzeczy z nerwów...Mimo, że zasadniczo osiągnęłam już dawno etap, na którym mogę powiedzieć o sobie, że mam spokój fachowca i faktycznie go mam ale bywają sytuacje, że ktoś "wytrąci mnie z równowagi" np podniesionym tonem i wtedy jak każda WAGA, nie mogę się "wyrównać"...Poza tym nie o moją forsę tu chodzi, więc tym bardziej temat mnie przymęczał.
A tak ogólnie, to jestem tak padnięta, że nie miałam siły nawet zalać sobie kawy i merdałam łyżeczką same fusy jeszcze nie zaparzone oraz  zapaliłam zapałkę przed "pustą twarzą" i mocno się zdziwiłam, że dymek nie poleciał.
Urlopu mi trzeba...
O!

komentarze (2) | dodaj komentarz

Odezwa do Pana Hrabiego!

niedziela, 12 lipca 2009 20:21
Panie Hrabio, w moim wieku "cnota" u mnie wątpliwa...A potencjał, racja, iscie nuklearny we mnie drzemie! W każdym razie : sens mojego komentarza był taki : "nie chwalić mię, bo się popsuję", nie mówiąc o tem, że się pąsem oblewam i nieco "konfunduję". Ale, jak wcześniej kiedyś pisałam, Pan, Panie Hrabio jest moim "Kołem Zamachowem u Bloga" nie raz, nie dwa...A coby nawiązać  do reszty: "autor", to okrzyk kogoś, kto pierdyknął stopą w tor przez nieuwagę...Czuję się ukierunkowana i będę bazgrać, chociażby wyłącznie dla Pana, Panie Hrabio!
Z poważaniem
Eh, Ciotka (czego nienawidzę), a co najbliższe sercu memu - Susioł
P.S.
Odezwa do Bóstwa : Hrabia trzyma, więc wyślę Poważnego, żeby użył Ludwika (Poważny to spec, może zastapić nie tylko przy zmywaniu - zapewniam Panią)

komentarze (3) | dodaj komentarz

Rów Mariański...

niedziela, 12 lipca 2009 15:49

Niedziela...jutro...poniedziałek, znienawidzony do granic ludzkich możliwości PONIEDZIAŁEK! I ta 16.30...HORROR, w dodatku blond.
I mam teraz dół niczym Mariański Rów!



komentarze (3) | dodaj komentarz

Pacaństwo w sobotę...

sobota, 11 lipca 2009 16:59

Zamiast szabas święcić i niczym się nie trudzić, dokonałam rano aktu zniszczenia w domu. Mianowicie zaczęłam sprzątać. Wiadomo, że wszystko co doskonałe z chaosu się rodzi, więc zawsze taką metodę na porządki mam : rozpieprzam i układam de novo. Najlepiej mi sprzątanie idzie albo krótko przed porodem, albo "wiadomokiedy" albo , gdy nerwica mi duszę szarpie . A ja ani krótko przed porodem, ani "wiadomokiedy" ani nerwica mnie nie szarpie. Tak więc rozpieprzywszy już co się dało, pomyślałam sobie, że marnuje mi się sobota, założyłam nowonabyte za jedyne dwie dychy, złote japonki chińskiej produkcji (koszmarek jakiś, te Chiny mnie prześladują, o kolorze nie wspomnę) i poszłam dumać pod gruchę. Spojrzałam na żałośnie zwisającą ze sznura bieliznę pościelową, która aż wyła żeby ją poskładać i sama zawyłam nad własną głupotą. Zawyłam, bo teraz nie mogę się zabrać! Najpierw z Gniazda Os (czyli ze swojego pokoju) wychyliło się Berło i spojrzało na mnie w taki sposób, że poczułam mrowienie z tyłu głowy. Chwilę później przez tę gimelę przedarł się resztkami dobrej woli Poważny z kawą w ręku dosłownie, bo wychlapał sobie połowę przekraczając "zwały". Na szczęście nic nie powiedział ale przeszył  mnie wzrokiem seryjnego mordercy...Na koniec Mała Piękna, która nigdy nie była pedantką w czasie zabawy czyli bawi się wszystkim na raz, niczego nie odkładając na swoje miejsce, pełen spontan normalnie, dowaliła mi lewym prostym -"Maaamoooo, tu trzeba fruwać, zrób coś!". Tak więc odgarnęłam sobie z drogi trochę bajzlu, dotarłam do mojej kanciapy, odpaliłam kompa, naskrobałam tutaj nieco i się biorę...chociaż cały czas chodzi za mną tekst piosenki Kuby Sienkiewicza "obaliło się - niech leży" i mnie kusi. Dzięki Bogu, goście przybędą dopiero w kolejnych dniach i tygodniach, i zdążę...
...................................................................................................................................................
Panie Hrabio, balsam mi tu miodny lejesz (zalewasz:)...Hrabia jest dobry na wszystko, Hrabia na drogę za śliską...aż chce się rzec (poszłam po bandzie, a co!)



komentarze (3) | dodaj komentarz

1/5 ludzkości wytwarza buble...

piątek, 10 lipca 2009 22:08
Zaszalałam dzisiaj i kupiłam „grill". Żeby nie było poruty, gdy goście przyjdą... Mam teraz cztery grille w tym jeden elektryczny (w razie deszczu)! Urządzenie wyglądało na solidne, w modnym kolorze. Tak więc kupiłam. Z bólem wklepałam pin i grill jest mój. Trzeba takie cudo zaraz poskładać do kupy. Wziął się za to Poważny. Składał, biedził się, skręcał... została mu luzem jakaś wajcha, której przeznaczenie odkryłam przypadkiem i jedna noga z wyłamanym gwintem. Pół-produkt chiński- nic dodać nic ująć. Chociaż? ... Poważny to człowiek z gatunku tych, którzy jeszcze nie wyjmą z pudełka a już popsują ... nie, nie, nie tym razem, tym razem upieram się, że to wina Chińczyka. Zostało mi jeszcze do załatwienia : beczka piwa (albo dwie), wiktuały, wóda, ogórki kiszone i inne takie..., bo mrówki już załatwiłam Brossem... Ale mam jeszcze czas, spoko-luzik.
I :
Panie Hrabio : tam gdzie jednym  wakacje się kończą, innym się kontynuują...;-)

komentarze (4) | dodaj komentarz

W siną dal...

czwartek, 09 lipca 2009 22:04

Ze zmęczenia ludzie zachowują się irracjonalnie- ładnie powiedziane, nieprawdaż? Kol.G., która nie dalej jak wczoraj zachowywała się za moją zgodą a wręcz pełną aprobatą irracjonalnie (dzielnie dotrzymywałam jej kroku w tymże zachowaniu) dzisiaj osiągnęła :
                                                      
                                                          ABSOLUTNE WYŻYNY ROZTARGNIENIA!!!

Kupiła bilet na PKS do S.(kierunek :południowy-zachód od P.) , pomachała nim kierowcy i pojechała... ale w przeciwnym kierunku. Pomyślała, że skoro miasto rozkopane, to jadą objazdem...spanikowała, gdy jakiś facet pochwalił się komuś przez telefon, ze już jedzie i za jakieś dwie godziny będzie wysiadał...dlaczego, skoro PKS kończy trasę w S. za jedyne pół godziny??? ...I cudem uratowała się przed wywózką na północny-wschód od P. aż do G. (piękne miasto swoją drogą, historyczne takie)...Później na szczęście zgarnęli ją z ulicy (dam głowę, że kazali jej stać i czekać,i pod żadnym pozorem nigdzie się nie oddalać z miejsca, w którym stała) zawsze uczynni kol.D. i jeden taki Macromycetes (choć w sumie nieduży).
Jak dobrze, że G. pojutrze wyjeżdża na urlop...mam nadzieję, że się nie zgubi i wróci...
...
Ja natomiast spokojnie, z otwartą klapą bagażnika i bez świateł, zastanawiając się całą drogę, co mi tak "klapie",  bez przeszkód dotarłam do domu...



komentarze (6) | dodaj komentarz

Antenka, Szajbunia i szczere pragnienie ...

środa, 08 lipca 2009 22:49
I głupawka nas dopadła jednak. A tak się starałyśmy. Kol.G. miała dziś "nerwa" z powodu okuć! Ściągają te okucia jakieś ładunki elektryczne, bo kol.G. była naładowana! I słusznie rozładowywała napięcie "Szajbunią". Szajbunia nas obie ratuje w takie dni jak dziś. Moja "Szajbunia" dotrzymywała kroku jej "Szajbuni" i tak mijał dzień...
Obserwując kol.G. dochodzę do wniosku, że okucia zainstalowane profesjonalnie w jej organizmie, muszą stanowić pewnego rodzaju antenę. Tak więc okucia od południa odbierały fale nadciągającego Cichociemnego. Im intensywniej kol.G., opowiadała o kapciach w kratę, sześciorgu dzieci, rosole na stole w niedzielę i wyprasowanych koszulach Cichociemnego...tym bliżej ów Cichociemny był..i wkroczył znienacka (a powinien wkroczyć falami) do pokoju zastając nas z minami, które wskazywały na kompletne zidiocenie! Elektryzujące... zapewne dla Cichociemnego przeżycie. Nie minęło kilka dłuugich chwil intensywnej pracy umysłowej i wzięlo nam się na wspominki, ku którym natchnęła nas perspektywa pożegnania Osoby. Osoba wprawiała nas w bardzo pozytywny nastrój od wielu miesięcy i zgodnym chórem orzekłyśmy, że Osoba na przestrzeni całej epoki spędzonej przez nas w Budynku w Którym Straszy powala na kolana wszystkie dotąd Miłościwie Nam Panujące Osoby. Za kilka dni blady świt zblednie do szczętu bez odpowiedniej dawki rozanielającego niewieście serca uśmiechu Osoby. Łzy wypłaczemy alergiczne,eh...I wzięlo nam się na wspominki i dygresje w nawiązaniu do przygotowywanej niespodzianki dla Osoby.Analiza wygrzebanej z przepastnych czeluści biurka, pożółkłej, upstrzonej przez muchy fotografii-niespodzianki dla nas sprzed lat, doprowadziła nas do wniosku, że takie "niespodzianki" są nieszczere. Bo to niby wszyscy jak jeden mąż (jak ja nie lubię określenia-mąż!dżizas) przed obiektyw się zbiegli a tu się okazuje, że twarze kilku osób są nieudolnie doklejone przez speców od marketingu i reklamy. Głowy oświetlone sztucznym światłem a tu foto robione w słoneczny dzień w plenerze albo nieproporcjonalny, Lewy Półprofil z odkrytym uchem, na cienkiej szyjce jak wycięty z paszportu, a tu Ktoś, komu ewidentnie retuszowano okulary przez co wyglądają jak domalowane! Skandal. Jeśli Osoba zostanie obdarowana taką "niespodzianką", to ja się oflaguję , "zagłoduję" i wypisuję. I w takim stanie luźnego rozbawienia zostałyśmy nakryte przez Pana z Workiem...Pan z Workiem obrzucił spojrzeniem nasze facjaty w kolejnej fazie zidiocenia i nie kryjąc rozbawienia czem prędzej się oddalił. A pod koniec dnia, gdy makijaże spływały nam na klawiatury, Kol.G. zapragnęła nie jakby się można spodziewać dżdżu lub kawy a...praktykanta. O tak! Podchwyciłam myśl i  rozmarzyłyśmy się...koszulki by nam pozmieniał...te foliowe oczywiście, batonika by dostał (kol.G.natychmiast wygrzebała jakiegoś z torebki w mocno sfatygowanym papierku i odłożyła dla praktykanta)...Bez zgody Gremiów praktykant jest nie do zdobycia! Więc pismo poszło. Przy okazji przydałaby się praktykantka kol.Mecenasowi, bo też narzeka na wymiędlone koszulki i nadmiar pracy!...Wychodzimy więc do domu i na schodach kol.G. zaglądając w pusty korytarz ze śladami po wyprowadzce, w te słowa do mnie :
-Wiesz M., mógłby nawet ten praktykant swój pokój mieć na ten czas!
I spojrzała na mnie z filuternym usmieszkiem błąkajacym się na twarzy...
...
A ja wiem dlaczego...,żebyśmy się mogły swobodnie "ponalewać" z praktykanta!

komentarze (2) | dodaj komentarz

Taki dzień - "dzieńdybry"

wtorek, 07 lipca 2009 21:38
Czy dobry ten dzień? Chyba tak (tfu, nie chwali się przed zachodem słońca). Berło odesłane do domu przez Ordynusa, który przy bliższym poznaniu zyskuje. A miałam nadzieję, że kolana będą leczone przez profesjonalistów. Nie zrażam się, będę się upierać i ścieżki wydeptywać, niech ją wyleczą.Wszyscy będą szczęśliwsi. Prócz NFZ, rzecz jasna. Może nawet ucieszy się sprzedawca kapusty, bo liście tejże, dobre na kolana są. Sprawdzałam. Nawet ładnie kolanom w takim liściu jest. Telefon odebrałyśmy z kol.G. - baaardzo nas ucieszył, chociaż w pierwszej chwili tak zaskoczył, że zaskoczona nie wiedziałam, który guzik w komórce nacisnąć, żeby odebrać. Kol.Stschech zalawszy nas blaskiem swej chwały telefonicznie zaleje się wkrótce z nami, no może nie w trupa, no może nie rzewnymi łzami ale się zaleje i to jest pewne. Raz na trzy lata nie zawadzi. Pytałyśmy czy przywiezie nam swą wyjątkowo ulubioną od jakiegoś czasu Koleżankę a kol. Stschech - nie wie? Albo nie może nam powiedzieć! Przy okazji jestem ciekawa czy dostał "z papiera"? A ja  dostałam z Powaznym i Berłem zaproszenie na wesele! Co rok to wesele, może też co rok to prorok? W każdym razie od dwóch dni na tym świecie jest maluteńki członek mojej RODZINY! Syn jak się patrzy Kuzyneczki mojej. Zaludniają ziemię! Siostra Berła została Babcią! Juhuu!
...
A tak poza tym wszystkim, być może z powodu nadciągającej nawałnicy, być może z powodu Jacksona...smutno mi...boszsz!

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kciuki...

poniedziałek, 06 lipca 2009 19:32

Jeszcze się poniedziałek nie skończył...i będzie trwał do następnego poniedziałku. Tak więc o trzymanie kciuków nadal uprasza się w następny poniedziałek ok.g.16.30. I jakieś pozytywne energie, może wyzwolone przez to trzymanie kciuków USPOKOIŁY MNIE BARDZO A TO BARDZO...i przystąpiłam do boju o g.16.30 dość zdecydowanie.
Tak więc, mam kilka dni na przemyślenia,  przetrawienie tematu i w ogóle.
No i mail przyszedł...dobre wiadomości, których się nie spodziewałam!

P.S.
...Jabadabaduuu! Ale tak po cichu, żeby nie zapeszyć:)



komentarze (3) | dodaj komentarz

Poniedziałek-sądny dzień...

poniedziałek, 06 lipca 2009 1:03
Kto ma kciuki do trzymania niechaj trzyma za mnie...
.....................................................................................
(no chyba, że mnie szczerze nienawidzi:(!..)


komentarze (2) | dodaj komentarz

1824 Dzień Pański...

niedziela, 05 lipca 2009 14:23

W głowie się nie mieści...1824 (z grubsza licząc) niedziela w moim życiu...
Na kolanach to przyjmuję - pokornie. Żadnych tam botoksów, żadnych tam korekt kurzych łapek. Jest jak jest. Nie będę z siebie robić pajaca, któremu szwy puszczają za uszami, gdy szerzej się uśmiechnie...A dlaczego tak mnie naszło? Bo tęsknię. Za normalnością i spokojem tęsknię. Za TAMTYMI niedzielami. Ale jak tu tej normalności i spokoju zaznać jak właśnie za moimi plecami przemknął Poważny na bosaka z siekierą w ręku! Zaraz za nim Mała Piękna z nasionami korbola*...a przed śniadaniem telefon od klienta...

NIEDZIELA, LUDZIE JEST NIEDZIELA!!!

A Berło śpi...
...
P.S.
Ja mam jednak depresję w związku z kończącą się dekadą. I od wczoraj wiem, że może być inaczej i jest ratunek, chociaż nie w sensie niedzieli.


*Korbol=dynia



komentarze (0) | dodaj komentarz

PPP...

sobota, 04 lipca 2009 17:03
Bez sensu jest. Trąba powietrzna wyrwała mi parasol ze stołu! Tak więc z grila nici, na szczęscie w sumie, bo ten odorek mnie męczy ostatnio. W ogóle wszelkie odory...mam nadzieję, że nie zaczną mi się dołączać chętki na ogórki kiszone z pastą do zębów, bo...mam kiepskie warunki mieszkaniowe. Nie miej jednak muszę się zmusić do wysiłku i :
1) policzyć słupki
2) posprzątać warsztat pracy
3) posprzątać obejście
4) przemeblować pokój
5) przerzucić trochę kompostu
6) pomarudzić Poważnemu w mankiet
7) popłakać się
8) pogonić kota sąsiadowi, bo mi resztki pizzy na ogród wrzuca...dla psa niby a ten ma przemarsz wojsk jak zeżre...
9) pobiedzić się nad pewnym problemem
10) położyć się
Nic więcej na "pe" do głowy mi nie przychodzi.
Acha...muszę koniecznie powiedzieć Berłu, żeby już nie pieprzyła.
To ostatnie rezerwuję dla siebie cokolwiek to znaczy!
P.S. g.23.11.
11) popatrzyłam w niebo na flary Iridium...nic...do ISS nie wytrzymam, bo po godzinie duchów poleci a szkoda, bo ma -4,4 magnitudo

komentarze (0) | dodaj komentarz

Sun of Jamaica...

piątek, 03 lipca 2009 23:22

Poniosło mnie w świat dzisiaj.  Z kol.G. spragnioną piekielnych upałów, dociekałyśmy ile może kosztować kilka upojnych dni w ciepłych krajach. Być może zimno nam było? Nie wiem. W każdym razie natrafiłam na jakiś kalkulator wakacyjnych wyjazdów i kliknęła mi się Jamajka zamiast Turcji (turecka kinematografia mnie kręci!). Jak już byłam na tej Jamajce i zobaczyłam hotel  i otoczenie, to zasłabłam z wrażenia. Muszę tam pojechać, pomyślałam sobie...wkliknęłam, więc dwie osoby dorosłe i dziecię sztuk jeden, i nie wiedzieć czemu- październik (w sumie bez różnicy w tropikach) i, jeśli już mam się fatygować tak daleko, to zaraz na 14 dni! WYNIK - 49 tysięcy złotych polskich... Rozumiecie...czterdzieścidziewięćtysięcyzłotychpolskich! Nie ma co, nie jadę. Turcja...5900...Kreta...4800 (już lepiej)...Balaton...4300...Bułgaria...5800...Krym...3900...Międzyzdroje...o! Międzyzdroje...od 40 zł ode łba, dzieci do lat 6 = trzy dychy! Razem jakieś 1500 zł bez wyżywienia. Z wyżywieniem i tak bliżej na ten Krym!...Tylko, że urlopu nie mam...,że o forsie luzem w skarpecie, na lewym koncie czy pod bielizną pościelową nie wspomnę... No, chyba, że napadnę w kominiarce na Poważnego i wytrząsnę z niego kilka stów...eee, tam, głupi pomysł. Może chociaż na grzyby się wybiorę w okoliczne knieje...A jak nie, to będę przyjmować gości...i się rozerwę...jak ta żaba. Swoją drogą, to jest skandal, żeby, z powodów tak błahych jak finansowe, nie móc sobie wymoczyć nóg w Morzu Karaibskim. Czyż nie?



komentarze (1) | dodaj komentarz

Bo klapnięte uszko mam?

piątek, 03 lipca 2009 0:05
A to się uśmiałam, Panie Hrabio! Pan to mnie "natycha"(dżizas, co za określenie  nie-stworzone)! Tak czy owak dzięki "roz-gwieździe" 
i szortom Bachy, które niby ma, coś mi się przypomniało. A mianowicie - Berło na wakacjach (jeszcze chyba za Kołodki!) w Międzyzdrojach, my z nią, niedzielny poranek, jemy śniadanko, Berło wychodzi na taras z bułką w ręku. Jakiś znajomy Berłu pan  przejeżdżając ulicę na rowerze woła :
 "Dzień dobry, idzie pani do kościółka?" a Berło na to : "Sucha bułka? Nie, nie, z masełkiem!"...
No i z grubej rury , a co! Było to gdy jeszcze woziłam się moją ukochaną skodą, czyli mniej więcej w jurze lub mezozoiku, mniejsza. Moi Dziadkowie (świeć Panie nad ich duszami) odprowadzali mnie do furtki. Na sznurku w ogrodzie suszyła się  bielizna Babci, mieliśmy ją, tę bieliznę niejako po drodze. Babcia do Dziadzi : "Zdejmiesz mi Józek te majty po drodze?" a Dziadzio (poczucie humoru to on miał!) objął ją ramieniem i rozpromieniony :"no oczywiście jak tylko M. odjedzie!" na co Babcia studząc nieco jego zapał :"ze sznurka tatulek, ze sznurka!"... Pół godziny później opowiadałam całą sytuację Berłu...a Berło : "Babcia ma jakieś majty ze sznurka? No coś ty!".
...

komentarze (1) | dodaj komentarz

3 kilo mniej...

czwartek, 02 lipca 2009 18:43

Straciłam turgor.



komentarze (0) | dodaj komentarz

Faza...

środa, 01 lipca 2009 16:42
Jestem w fazie obrażania się !
Na NFZ.
Z powodu Berła.
Moim zdaniem jej kolana wymagają specjalnej troski, natychmiast w zakładzie zamkniętym.
Wożę ją na koszt własny po różnych lecznicach w ramach NFZ . Skierowanie mam.
Pomacał jej kolana pewien Ordynator (w pierwszej chwili - Ordynus!). Nie pomogło! Wysłał do innych medyków. Pojechałam. Nic nie wskórałam.
Żeby zaoszczędzić sobie drogi (niepotrzebnej w końcu), dzwonię na pewien oddział, żeby sprawdzić jakie są szanse na rychły termin.
A pani Niewiemkto : "po połowie września"
Ja (w fazie Wiemjakiej) : "ale stan się pogarsza z dnia na dzień, prawie nie chodzi"
A panie Niewiemkto : "no to już pani problem!"
...nazwałam ją strasznie, koszmarnie, obrzydliwie prosto w ucho...
Niech mi tylko ZUS przyśle jakieś pisemko w sprawie jakiejkolwiek...
JA SIĘ PYTAM (no retorycznie, q.mać) GDZIE SĄ NASZE SKŁADKI NA UBEZPIECZENIE ZDROWOTNE, hm???
CZYŻBY POD MASKĄ NAJNOWSZEGO JAGUARA TEGO ORDYNUSA?

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  93 702  

Czas jak rzeka...

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

LATO 2013

Polecam...

Niebo...

Patrz, słuchaj, baw się...albo i nie:)

Podziel się

To co w życiu ważne

Co ja robię tu...co ja tutaj robię?

To tylko mój wentyl bezpieczeństwa

Ja???

Eh,...:)

Szukajcie a znajdziecie...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Spis ludności w liczbach...

Odwiedziny: 93702
Wpisy
  • liczba: 725
  • komentarze: 2518
Galerie
  • liczba zdjęć: 23
  • komentarze: 16
Bloog istnieje od: 3379 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: