Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 136 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Ojejej...

niedziela, 30 maja 2010 9:14
W wydychanym już zero. Nawet skutecznie urębać się już nie umiem. I dobrze. W końcu nie w tym sens. W piątek wyjazd. Oby. No bo konto w banku przypomina obraz nędzy i rozpaczy:( W skarbonce Małej Pięknej jest chyba więcej. A klientela nagabywana o zaległe rachuneczki milczy...tfu. Zmieniam taktykę i zacznę liczyć swój czas na godziny...za każdą rozpoczętą minutkę w tejże. DOŚĆ WYZYSKU. Znam takich co nawet za wykonany telefon w sprawie niezapłaconego własnego rachunku klientowi rachunek kolejny wystawiają. Przesada? No być może...ale poniekąd rozumiem taktykę...Oblukałam dziś z samego rana trasę nad Bałtyk...308 km bocznymi drogami. Inaczej nie da rady, bo Mała Piękna przy prędkości 70 km/h piszczy ze strachu...Będę jechać...trzy księżyce wołami...
Ale po co się spieszyć? Piasek z plaż mają wywieźć, czy jak? I tak w tym mrozie raczej polegiwanie na plaży nie wypali...Rolki trzeba wziąć, sztormiaki, kalosze...Poważny ma dojechać...No tak! Bo najpierw wystawa w Lesznie...Pies Który Nie Szczeka będzie paradował na ringu...Biedny Pies:( Uważam za megabzdurę te wystawy, chęć połechtania super-ego właściciela...Chociaż dla publiczności może i frajda...No i przede mną raptem dwa dni robocze, no trzy, no dobra cztery, bo w Boże Ciało i tak cześc dnia na pracę chcąc nie chcąc będę musiała przeznaczyć...do procesji...A potem walichy pakuję...


komentarze (8) | dodaj komentarz

Ryby i Susioła...

sobota, 29 maja 2010 22:01
No co? Tak w kalendarzu stoi napisane! I koleżanki C. także. A jakże! Syndykat Magd...:) Wszystkiego najlepszego laseczki :) Zrodzonej-z też, jestem prawie pewna imienia...Dzień w całości podarowany mi przez Hrabiego:) Ja wiem, że własne interesy musiał dziś przypilnowywać. I świętować takoż :) Bóstwu również wszystkiego naj naj. Serdeczne mu dzięki, że mnie poniekąd zmusił wczoraj. Mimo, że nieprzytomna ze zmęczenia po kilkunastogodzinnym maratonie roboczym wróciłam. Warto było...
Więc tak :
1) W piżamie łaziłam do godziny 13.10...skandal! (miłe to...prawie zapomniałam jak to jest)...
2) Pognałam francuzikiem po lody i winko w kartoniku, półtora litra za jedyne 9,90 :) (dwa kartoniki, a co!)
3) Byłam z wizytą u Ciotki Pilotki i pożarłam specjalnie dla mnie przygotowany na prędce tort z czekoladowym kremem...mniam...
4) Otrzymałam gerbery od Poważnego, sztuk trzy, każda w innym kolorze (kredyt wziął, czy jak?)...
5) Gadając z moją Rybą wyżlopałam liter wina z kartonika i...
...JEST MI FANTASTYCZNIE:)...i mam lekko dydem 1,0 w wydychanym i ledwie trafiam w klawiaturkę:)
I Ryba...nie ma takiej drugiej takiej jak TY!!!!...NIEZŁOMNA...bez względu na to jak jest...I biję się w pierś (niekosmatą a widną w niedomroczu), że mnie nie ma jak powinnam być:( Kopnij mnie...zasłużyłam...
Poza tym wiedz - nostalgia jednak mnie zżera, bo wiem, że nic już się nie wróci, nic się nie da zatrzymać ani odtworzyć, ani zmienić i trzeba brnąć ile sił w nogach, w rękach, w głowie i w sercu...ALE jest tam ta polana, na której jeszcze raz, nawet ślepe, nawet stare jak węgiel jeszcze sobie poleżymy patrząc w niebo tak błękitne jak tylko tam może być...bez telefonów, bez kajetów, bez problemów chociażby na ten jeden moment zapatrzenia...

NIE DAJMY SIĘ!!!!!

komentarze (6) | dodaj komentarz

Warta...

piątek, 28 maja 2010 6:41
Tak sobie w tę i wewtę jadę. Na lewo most, na prawo most a w dole...rowek, który tak jakby nieco się poszerzył. Do Amazonii to to się nie umywa ale wały podmywa...No i w mojej okolicy facetowi gospodarstwo podtopiło...Ciekawe czy się wleje w autostradę...Na szczęście materac dmuchany mam, to się do koleżanki G., która na 11 piętrze mieszka przeprawić zdołam. No chyba, że złapię gumę po drodze. Tylko wioseł nie mam a łopatą można by było...ale za ciężka. Jeszcze nas na dno pociągnie...Żarty na bok. Wesoło nie jest. Ciężka, ołowiana marchew już co niektórym z POD spłynęła :( No i przede mną ciężki dzień...na lewy brzeg się przeprawię ale czy wrócę ?
I tym retorycznym pytaniem kończę. Ciężko i już. No!

komentarze (4) | dodaj komentarz

Veni, vidi...

czwartek, 27 maja 2010 6:25

I na razie nic więcej!
Póki co ciotka Wiktoria jeszcze w drodze...kurdę przez Kamczatkę...



komentarze (2) | dodaj komentarz

Jaśniej...jakgdyby...

wtorek, 25 maja 2010 5:04
Ale nie na tyle, żeby mi wena "ruszyła"...poczekamy , zobaczymy...Na razie  nic się nie stresujcie, swoje róbcie jako i ja czynię.
No zmykam, bo mi fury rosną i wał przeciwpowodziowy przecieka ;) No i boję się, że do tego Dziwnowa 4.6. z tego powodu nie dojadę...Czy ktoś widział, czy ktoś wie jaki stan wody na dolnej Odrze? Bo w telewizorze na razie nic o tym...
Pa!

komentarze (6) | dodaj komentarz

Ciemno jest!

wtorek, 18 maja 2010 19:35

Krakanie...

poniedziałek, 17 maja 2010 20:58

Moje krakanie o zimnym maju się sprawdza co do joty ale oczywiście nie bez winy jest osobiście mi znany Validol. Sam się przyznał poza tym widziałam na własne oczy. Validol grabi liście.  Wywołując tym grabieniem niepotrzebnie jesień wiosną. I o to mam do niego pretensje...;-)...nieuzasadnione, bo ja się "pretensjować" na nikogo nie umiem. No może trochę. Bo czasem bywa, że ktoś u mnie sobie trochę "nagrabi"...Ale wracając do meritum, o którym wcale jeszcze w zasadzie nic nie napisałam, to jest do kitu, bo dziecko chore...a ja mam opiekę:( osiemdziesiąt procent płatną a lekarstwa cholera jasna-stówa dwadzieścia. Sterydy jak zwykle, tylko w większej dawce. "Pudzianowska" jeszcze mi wyrośnie. Jedno jest pewne, że taki steryd skutecznie poprawia łaknienie....kto ma w domu mocno alergicznego niejadka, ten wie co mam na myśli. Wreszcie zjadła pół bułki na kolację:) Bo normalnie kolacji nie jada. Czyli teraz w mmiarę normalnie wcina chociaż jest na diecie lekkostrawnej...
I nie chcę słyszeć żadnych rad typu : "no to może jej zrobisz kolorowo na tym talerzu", "albo może wymyśl jej coś innego niż zwykle"...cokolwiek by człowiek nie wymyśłił i tak zmarnuje się 99,99% użytych do przygotowania posiłku produktów:(...A potem : "mama, jest suchy chleb?"...taaa dla konia! Ale oczywiście gnam po ten suchy chleb do kuchni, żeby chociaż COŚ miała w tym żołądku prócz herbaty:( Ale ale! Nie żebym karmiła dziecko suchym na wiór chlebem...suchy czyli nie posmarowany, g'woli ścisłości...No zobaczymy, co będzie jutro. Dzisiaj jest jak jest...

A mnie gardło tak napier*iela, że krakać już więcej nie będę...
Idę w kimono...
i mam nadzieje, że

...



komentarze (4) | dodaj komentarz

Łysy brunet wieczorową porą...

niedziela, 16 maja 2010 9:40

Wykrakałam zimny maj, możliwe, że i wykrakałam zimne lato...Chociaż zimna wiosna ma swoje zalety, chociażby takie, że we dwoje pod kołdrą raźniej:) Cóż, na stare lata komary gryzą jakby bardziej, więc wysiadywanie wieczorami w ogrodzie i tak , cholera jasna, nie jest już tak przyjemne jak dawniej. Nie mniej tej ciepłej wiosny mi trzeba. Ale pewno zamiast tego będę miała ciepłą zimę, a tylko dlatego, że ciepłej zimy nienawidzę :(  Już więcej nie będę narzekać, bo mi się jeszcze nastrój pogorszy a ten od wczoraj mi nieco wzrósł...Nawet łysy Adamek""" mnie nie pokonał i miło było. Chociaż na koniec zaszkodził mi serek waniliowy wyżerany prosto z wiaderka i do świtu już łykałam tylko no-spę:( Zero alkoholu...Poważny wykorzystał sytuację jak rasowy kolarz (no bo nim jest, jeszcze nie odkryłam jaka to rasa, po cienkich oponkach wnioskuję, że raczej zdecydowanie szosowa)...:
Ja : "A lody zeżarłeś sam? Całe pudełko!?!"
Poważny : "A miałem dopuścić, żeby cię bardziej bolało? Rodzynki szkooodzą, kochaaanie...Napij się teraz herbatki"
Tym sposobem zasłużyłam sobie na rzadkość a mianowicie na herbatkę serwowaną wprost do łóżka...no bo mu się nieco wylało...
A teraz sobie tutaj cicho skrobię...bo przedawkowałam tę no-spę i czuję się lekko walnięta. Za to spokój mam, bo Mała Piękna pognała z tatusiem do kościółka podając mi na odchodnym jego górę od piżamy ze słowami : "A teraz tego pilnuj"...Poczułam się jak pies;)
No i przez ten cholerny żółciowy wór padły mi plany na wymoczenie się w dżakuzi i popływanie w basenie. A bardzo to lubię...No i febrę mam na ustach, tym razem na szczęście typową, bo poprzednią przerabiałam na policzku. Piękne skwarki na pół twarzy. Zresztą, mnie tam żadna febra urody nie zepsuje. Bez różnicy ;-)!
I tego się trzymajmy!

P.S.
"""Oczywiście pod wpływem no-spy...nie ADAMEK a kurdę Diablo-Włodarczyk...ale to nie ja w boksie siedzę, tylko Berło z Poważnym...



komentarze (5) | dodaj komentarz

Małżeńskie rozmowy...

sobota, 15 maja 2010 7:40
Poważny do mnie : "Musimy pogadać, tak wiesz ze spokojem..."
No nareszcie, pomyślałam sobie. Z mężem, to się człowiek czasem cały tydzień spotkać nie może a tu nagle w piątkowy wieczór pada z jego ust propozycja nie do odrzucenia...Biorę komórę, wsiadam w furę i walę po piwo Leżajsk do Biedronki..."Tanio mnie wyniesie", pomyśłam i ledwo skończyłam myśleć już w pełnym rynsztunku z parasolami stało przy drzwiach Berło z Małą Piękną..."No i stówa pójdzie, q*rwa na czipsy:(". Nic to. Leżajsk i tak tanio mają w tej Biedronce...Deszcz, duje, ciemno jak w dupie, jakiś baran jedzie bez świateł, drugi na rowerze środkiem drogi z jakimiś siatami, kompletnie nie oświetlony...na szczęście wszyscy przeżyli...Dobra. Jestem na miejscu...Berło marudzi : "a mojego tyskiego, cholera w tym dziadoskim sklepie nigdy nie ma", wygrzebując właśnie 5 tyskich spod folii...Nie reaguję. Zareaguję jak zacznie się dopytywać obsługi z tym tyskim w ręku, gdzie tyskie stoi...A może nie zapyta, bo zapomni. Mała Piękna usiłuje mi załadować do koszyka huśtawkę ogrodową. Na szczęście nie daje rady, więc chwyta za puzzle. No dooobra, niech ci będzie. Czipsy na szczęście ominęła szerokim łukiem. Sprawdzam koszyk...Piwko, puzzle, papier toaletowy...O.K. płacę. W samochodzie wojna z Małą Piękną, że czipsów zapomniałam kupić. Nie dałam się, nie uległam , nie wróciłam z powrotem.
 Wracam do domu. Berło wypakowując tyskie radośnie : "O! Patrz! Hehe. Zmienili etykietkę, że nie zauważyłam???"...Ja : "No"...
Walę na górę do Poważnego z tym leżajskiem...a ten bawi się kabelkiem...jak zwykle...od wzmacniacza...Ucieszył się, otworzył i już otworzył usta, żeby mi oznajmić coś niezwykle ważnego...jak zadzwonił telefon...klient...a że klient, którego lubię, a że klient, który zwraca się do mnie per "moja droga pani M.", to ja nie mogę nie odebrać.To , że płaci rzadko , bo jest zapomninalski, nie ma kompletnie żadnego znaczenia... No niektórzy mają fory a ja taka droga wcale nie jestem. Po półgodzinnej rozmowie wracam do Poważnego...Zastaję 2 puste puszki po piwie i zero Poważnego. Poszedł z Psem Który Nie Szczeka. Tak więc otwieram puszczeczkę, włączam telewizorek...i czekam aż wróci...Obudziłam się około 3 nad ranem...Budzę Poważnego, który w słuchawkach na uszach wyciągnął się na podłodze...
"Misiu, mieliśmy pogadać...no i co?"
Poważny : "No i ch*j!"...i zasnął dalej...
...
I tak qrwa mać życie samo komplikuje sprawy...

komentarze (5) | dodaj komentarz

"Gupoty"...

czwartek, 13 maja 2010 20:31

A ja tylko powiem na przekór i publicznie, że to co wczoraj napisałam, to święta prawda jest a nie żadne "gupoty" i jakby mnie teraz tak jak 1700 lat temu Rzymianie tego  Wawrzyńca na rożnie piekli, to się nie wyprę. Taka uparta jestem...na stare lata mi się odmieniło :)
Ale...nie będę co prawda czwartku chwalić przed zachodem, nie mniej jednak dzsiejszy dzień, cokolwiek dla mnie długi, bo spałam od 3. nad ranem do 6. do takich najgorszych nie należy...Warto było nie spać. Chociaż na efekt końcowy moich wysiłków z lekkim dreszczykiem emocji czekać jeszcze trochę muszę.
No i mimo, że stalowych nerwów już nie mam i chyba nigdy nie miałam, to coś we mnie z hukiem pękło z nadmiaru przeciążenia...i się wylało, pobeczało i lepiej jest. Nawet nie sądziłam, że po prostu tego mi trzeba. Takie to proste...Wypłakałam się we własny mankiet i mi lżej. Ciut lżej, bo kolejne cięgi mózg mój i duch zdażyły odebrać a mnie się rany długo jątrzą i czasem wcale nie goją. Na szczęście nie mam do nikogo o nie pretensji. Taki świat, Boże mój:(
Idę więc sobie kłębuszek dymu pyknąć, herbatkę sobie sparzę i padnę.
Zdecydowanie mam taki zamiar. I pewno jak przyjdzie co do czego, to zamiar szlag trafi...Jak zwykle...
Sami więc widzicie, że ze mną naprawdę "różnie  to bywa"...
To tylko paranoja, moja ukochana paranoja....
...



komentarze (8) | dodaj komentarz

Przypadek? Nie! CUD!

środa, 12 maja 2010 20:02
Ciii, żeby nie zapeszyć. Może jednak los łaskawszy? Ktoś wie co mnie gryzie...Poza tym jest tak, że jak już zupełna miazga ze mnie zostaje, rusza się jedynie koniuszek nosa ponad tą moją osobistą mazią, to DOBRE SŁOWO się zjawia. I to Dobre Słowo, które mam nadzieje, że wie, że nim jest i , że tym razem nie waży się zaprzeczyć ani ze mną licytować :"okej, niech będzie pół na pół"...to jestem pewna, że to Dobre Słowo swoim dobrym słowem wywołało dziś bardzo pozytywne zdarzenie:) Wierzę w cuda, nie wierzę w przypadki. Nie ma przypadków. Już kiedyś o tym pisałam. I to był cud:) Sprawę odłożyłam ad acta wiele miesięcy temu. A tu taka niespodzianka! A teraz mogę się znów uśmiechnąć, jeszcze nieśmiało, jeszcze z lękiem ale, kto mnie zna , ten wie, że ja bez pogody ducha usycham w jeden dzień...I w sytuacji w jakiej się znalazłam, padnięta na pysk i znerwicowana do granic możliwości...Dobre Słowo się zjawiło... co mnie niezmiernie cieszy... : "I gitara;-)  !"
Dlaczego? Bo jest! Dobre jest:) Pozytywne fluidy wysyła w czasoprzestrzeń....jak ktoś zaprzeczy, to go zjem!
I tylko martwię się , czy ja się kiedykolwiek będę mogła odwdzięczyć...

komentarze (0) | dodaj komentarz

Noc-koszmar...

środa, 12 maja 2010 6:46

Nie spałam. Myślałam. Nic nie wymyśliłam. Efekt : nie chcę ale muszę...iść do pracy:(



komentarze (5) | dodaj komentarz

Dalej w dół...

wtorek, 11 maja 2010 21:33

W zasadzie nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Będę zrzędzić. Nikt nie lubi zrzędzenia. Włącznie ze mną. Ale sobie pozrzędzę.
Jutro wstanie nowy dzień, taki sam do dupy jak dzisiejszy. Poważny wrzeszczy do słuchawki i brzydko się wyraża. A fe! Dyskusja zapewne zeszła na tory polityczne, skoro aż tak się spienił. Mam to gdzieś. Ja pianę na zębach mam od 17.oo. Zresztą, też mam to gdzieś. Nie pierwszy i nie ostatni raz. I mam gdzieś i mam pianę...Jakby powiedział kolega D. : "człowiek robi, robi i c***a z tego ma".
I tym pesymistycznym akcentem kończę.
Idę walnąć sobie gorzkiej żołądkowej.
I też mam gdzieś, że mnie zaraz rąbnie mój kamień na woreczku.
Bo jakie to  wszystko ma znaczenie? 
Do jasnej cholery!

]:-/



komentarze (2) | dodaj komentarz

Półka...

poniedziałek, 10 maja 2010 20:35

Majowy, chłodny wieczór... Zapełniam na nowo kartki kalendarza. Dziś to, jutro tamto... Suche, głupie kartki... Przeglądam kalendarz wstecz... czerwono, niebiesko, zielono. Odfajkowane, następne, gotowe... Maszyna.   Gdzieś poprzez adnotacje przecieka to, co ważniejsze niż zadania na teraz, na wczoraj... To czego zapisać się nie da na kartce w linie. To, o czym się pamięta nawet wtedy, gdy się zagubi wszystkie notatki. Nawet to, co chciałoby się wydrzeć z pamięci jak kartki z kalendarza. To zostaje.

Zamykam kajet. Granatowy notes obrastający w dodatkowe karteluszki. Na półce stoją wszystkie poprzednie lata od dawna. Dzień po dniu. Nie ma już miejsca na tej półce...? Zastawiam następną.  Nie potrafię się ich pozbyć... nie chce się ich pozbyć. Jakbym chciała zatrzymać czas i móc w niego z powrotem wskoczyć, gdy tylko zechcę. Sprawy ważne i ważniejsze. To o czym łatwo zapomnieć zapisuję. To czego nie zapomnę nigdy - nie. Wiem, że tego nie zgubię. Nie jestem w stanie zgubić. Nie chcę zgubić.                                                                                

 Majowy, mokry poranek... trwa do teraz, chociaż dzień zaraz zniknie za horyzontem. Nic się nie zmienia. Zmieniają się tylko cyfry w kolejnych kalendarzach... Taki majowy, mokry poranek jak pięć, dziesięć , piętnaście, dwadzieścia lat temu... Nic się nie zmienia ...

Moja R. ...muszę... musimy wrócić tam, gdzie był normalny dzień. Chociażby na chwilę. Na kilka chwil. Znów wskoczyć w tamten czas. Spojrzeć jak z wysokiej góry - stamtąd tutaj. Znormalnieć albo oszaleć do końca... Może pojmiemy wreszcie, że to co było i jest ma sens. Ma dla nas sens. Dla Ciebie , dla mnie, dla nich...

 Może wtedy zrobię wreszcie miejsce na tej półce? Na mojej półce, która już prawie nie jest moja, bo zapełnił ją dawno przebrzmiały, zamknięty w notatniku czas. Czas, za którym tęsknimy obie.



komentarze (2) | dodaj komentarz

Kabelki...niebieski czy czerwony?

niedziela, 09 maja 2010 17:03
Kabelków ci u nas dostatek, mogę powiedzieć z czystym sumieniem. Jest ich po 14 latach z Poważnym tyle, że jakbym je zaczęła mierzyć, to lekko 500 metrów by się uzbierało. Zwoje, szpule, plątaniny, zajmują kartony , siaty, worki, wyłażą z szuflad, tapczanów, foteli, straszą w piwnicy i szopie...I jeszcze 7 metrów zostało zamówione...a i te przyjmę z pokorą;)...Gdybym wydłubała to "żelastwo" ze środka, z pewnością na złomie metali kolorowych dostałabym niezłą gotówkę.Może i na torebkę by starczyło? Ale tego nie zrobię. Dlaczego? Bo to robota głupiego to raz a po drugie jednak, jak te wszystkie wzmacniacze, głośniki, subwoofery i Jedenbógwiecotamjeszcze połączyć nimi i włączyć muzyczkę , a .ostatnio na tapecie Budgie...to jest dobrze...Chociaż ma szczęście, że w przypływie dobrze uzasadnionej złości, gdy usiłowałam podlać kwiatka - jedyną rzecz , którą pozwolił mi postawić w sypialni na podłodze, a która nie burzyła akustyki terytorium Poważnego, i zaplątawszy się w te pier*lone kable wychlapałam pół litra lodowatej wody na siebie (wzięłam strumień na pierś,  żeby ratować jakieś walające się na podłodze kartki z rozrysowanym schematem...kabli w mieszkaniu!) nie wyrżnęłam tych kłębów przez okno. Sama nie raz nie rozumiem, skąd mi się tyle tej cierpliwości bierze... Zresztą kilkanaście metrów tych sznurów przezornie schował przy "użyciu" Kumpla Elektryka w listwy (obrazka nie powieszę, bo na ścianach też listwy)...bo bliska byłam cięcia na krótsze kawałki. A który ciąć, żeby mnie nie poraził prąd, bo kompletnie się na tym nie znam... wręcz w prąd nie wierzę!?! Niebieski czy czerwony?
No dobra, gdzieś ponarzekać muszę...Ale to i tak , nie ma kompletnie żadnego znaczenia....bo jest maj, bo jest dziś ciepło, bo zakwitły bzy i moje ukochane konwalie, bo skowronki słychać nad polami, bo przed świtem kląskają słowiki, i mimo, ze nie mam jeszcze tyle siły woli, żeby znieść w bezchmurną noc do ogrodu mój wyczekany przez 20 lat teleskop to, skądinąd jest mi lżej i łatwiej. I oby taki stan trwał i trwał, i trwał...

P.S.
Ja stawiam na czerwony, przy okazji:)


komentarze (4) | dodaj komentarz

Poranek...

piątek, 07 maja 2010 7:00
Jak dobrze wstaaać skoro świiiit! Cisza w domu , pochrapują w pieleszach domownicy...W biurze o 5.oo żywego ducha- prócz mnie, ale ja zasadniczo nie żywa (nastrojowo perspektywicznie - nie żywa, bo rękoma ruszam, z głową gorzej, serce marnieje). Janis Joplin nieco mnie rozkręca, wygrzebałam stare płyty i dałam se czadu:) Jest dobrze! Nastrój rusza w górę, robota wre, kawa stygnie...I czas budzić po kolei towarzystwo :
Ja do Poważnego : "Wstawaj, misiu...herbatkę Ci zrobiłam.."
Poważny : "Jeszcze pięć minuuut...i nie mów do mnie "misiu" , Misiu..."
Ja : "A ty do pracy dzisiaj idziesz...misiu?" (pytam zdziwiona, bo nie zareagował na dzwonki 3 budzików, co w zasadzie mu się nie zdarza)
Poważny : "Niee"
Ja : "Dlaczego? Urlop?"
Poważny : "Mhm..." 
Wstał za pół godziny i przykuśtykał do mnie do biura...czai się...
Ja : "Cooo? Dlaczego kulejesz?"
Poważny : "Bo sobie wbiłem wczoraj dwa gwoździe w kolano..."
Ja, ogarnięta lekkim przerażeniem : "Co takiego? W jakie kolano gwoździe gdzie?"
Poważny : "O tu...dwie dziury" ( prezentuje mi dwa opuchnięte ślady po gwoździach )..."Gnije?"
Ja : "A odkaziłeś czymś?"
Poważny : "Tak, jakiś spiryt był w łazience, śmierdział strasznie"
Ja : "Jaki spiryt, pokaż mi?"
Poważny : "No taki" (tu pokazał mi buteleczkę z błękitnym acetonem do zmywania lakieru do paznokci)
Ja : "Jeeesssuuu...wzroku sokolego to ty nie masz, ale żebys zapachu spirytusu zapomniał, to ja nie rozumiem"
Poważny : "Ojej, zaraz tam zapomniał, szczypało, myślałem , że to to, ten skażony"
Ja : ":-/"...jak to się wbiło, te gwoździe znaczy się?"
Poważny : "Łamałem deskę na kolanie...z całej siły...a tam dwa gwoździe...Berło w tym piecu cholera każe palić..eetam"
Ja : "To cię teściowa ukrzyżowała, hehehe"
Poważny : "Taaa..."
...
W sumie dobrze, że nie łamał tej deski na stopach...
...
I dobrze, że dziś piątek...i że nie Wielki...






 

komentarze (5) | dodaj komentarz

Sunset, sunrise...

środa, 05 maja 2010 20:52

Przez okno widzę zachód słońca w takich kolorach, że zapiera dech. Teleskop stoi na tzw. "swoim miejscu" i nawet nie mam siły go na dół znieść, chociaż dzisiaj warto byłoby zerknąć w gwiazdy...Może jutro rano będzie mi lepiej...może...Poważny układa kabelki w rynienkach (o dzięki, Adonai, żeś mnie wysłuchał!), bo jeszcze trochę i wywaliłabym wszystko na bruk...z wysoka...Mała Piękna moczy się w wannie, więc mam jakieś pół godziny tylko dla siebie...potem padnę i wstanę swoim zwyczajem o 4.30. Po ostatnim "maratonie", moje mikroskopijne biuro przypomina raczej pobojowisko niż biuro...muszę to posprzątać...straszny mam wstręt do papierów, straszny...W ubiegły piątek obiecałam nie tknąć papierów przez ten dłuższy weekend i teraz przeszło mi to w stan przewlekły. Przypuszczam, że jutro dostanę w tzw. "tytę". Doświadczenie podpowiada, że nie mogę mieć spokoju...A tego wagi nie lubią najbardziej - braku równowagi. W głowie układam misterny plan na dwa, góra trzy dni do przodu i niestety zwykle wszystko bierze w łeb. A to przez ludzi, a to przez zbieg okoliczności, a to wreszcie przeze mnie , przez mój wrodzony, organiczny wstręt do sytuacji stresujących, z którymi zamiast się zmierzyć od razu, od ręki, odkładam na "zaś"...w końcu temat zwalczę i załatwię ale najpierw muszę się otorbić, porozmyślać...pozwlekać...jak Scarlett..."pomyśleć o tym jutro"...i mieć kilka godzin złudnego spokoju...Głupia Scarlett, oj głupia...A potem jak kamikadze rzucam się w wir i uparcie dążę do celu, bez względu na koszt i ofiary...losu-takie jak ja:)
Trudno...szkoda tylko, że mi sił ubywa w tempie zatrważającym...
Ale trzeba się jakoś rozkręcić...

;-)

 



komentarze (4) | dodaj komentarz

3-maj się...

poniedziałek, 03 maja 2010 20:25

Maj, maj...nie chrzań mi tu, że maj, synoptyku...Taki maj, to sobie można na kiju powiesić. W piecu palę:(
Pierwszy maja...weselisko:) Było gorąco. Tak gorąco,że aż ochrypł Poważny. A ja mam waserblazy, jak mówią Ślązacy, na stopach. Od tańca oczywiście...Jak wytrzymał mój woreczek żółciowy te mięsiwa przesmaczne, nie popijane wódeczką, to ja nie wiem. Albo cud albo maczał w tym palce jakiś zielonooki Tatulek...Wróciliśmy o piątej rano drugiego, z międzyladowaniem w szczerym polu, na szutrowej drodze. No co? Pilot mi zasnął, hehe. Byście widzieli ten opar nad drogą...włosy dęba, normalnie... Jakoś wróciłam na A-2. Pomyliłam świt z pełnią księżyca ale do domu dowiozłam Poważnego na sztywno i siebie na luzie. Na bardzo dużym luzie! A 11 godzin później...poprawiny...tym razem ja parę wódeczek ale niestety łeb za mocny. Nawet mi ośrodka mowy nie zdążyło porazić. Chyba dlatego, że po 3 godzinach snu Mała Piekna wywlokła mnie na basen...Dżizas...dobrze, że nie zasnęłam w tej wodzie i się nie utopiłam...
A dziś, maja dzień trzeci...coraz zimniej...zimny maaaaj, wyjątkowo zimny maj...oj Kora, Kora - wykrakałaś...
Nie ma co tu marznąć, herbatka, kocyk, filmik, spanko...Obawiam się , że spanko jednak mnie dopadnie zanim ten kocyk zdążę na siebie naciągnąć...
|-o zZ... zZ... zZ...



komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  93 676  

Czas jak rzeka...

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

LATO 2013

Polecam...

Niebo...

Patrz, słuchaj, baw się...albo i nie:)

Podziel się

To co w życiu ważne

Co ja robię tu...co ja tutaj robię?

To tylko mój wentyl bezpieczeństwa

Ja???

Eh,...:)

Szukajcie a znajdziecie...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Spis ludności w liczbach...

Odwiedziny: 93676
Wpisy
  • liczba: 725
  • komentarze: 2518
Galerie
  • liczba zdjęć: 23
  • komentarze: 16
Bloog istnieje od: 3379 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: