Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Szewc...

czwartek, 29 kwietnia 2010 23:38
Szewc w podartych butach chodzi...no bo ja teraz dopiero sobie "PIT-olę"...i rok w rok, od kilkunastu lat obiecuję sobie, że rozliczę się pierwsza, przed wszystkimi...i d*pa...nigdy mi się to jeszcze nie udało:(
ALE! Nie ja jedna...koleżanka G. w ostatniej chwili, przedwczoraj już prawie wsiadała do pociągu i z przerażeniem w oczach zawiadomiła mnie, że się jeszcze nie rozliczyła!!!! Witamy w zawodzie:):):) No bo to jest u nas tak jak z alkoholizmem u alkoholika, nam się wydaje, że temat nas nie dotyczy:)
Podsumowując : dreszczyk emocji przy kliknięciu "enter"...bezcenne...
Nie ma co-kończę, bo już osiwiałam kilka lat temu a teraz już tylko z tych nerwów mogę wyłysieć...a tego jednak mimo wszystko bym nie chciała...chooociaż...niby to praktyczne...można sobie loki kredką...
I tego się trzymajmy!

komentarze (4) | dodaj komentarz

Podejdźże do płota...

wtorek, 27 kwietnia 2010 22:29
No i masz...ksancipiłam (od Ksantypy, jakby co!) wczoraj i się doigrałam. A poszło o płot...Rozwalił się jakiś czas temu i od tego czasu, od czasu do czasu, dość regularnie rozgrywa się bój : Ja kontra Ten Mój...POWAŻNY...Chodzi z kartką papieru, rysuje, oblicza, wydzwania po ludziach a to wedle betoniarki, a to wedle wolnych rąk do pomocy za przysłowiowe "pół litra", a to w sprawie taniego murarza a to do mnie i wówczas słyszę : "jak masz czas, to wejdź w internet...". To ostatnie oznacza na ogół poszukiwania jakiegoś muzycznego wydawnictwa z nagraniami ClearWaterRev...coś tam coś tam (ładnie grają ale ta nazwa mi zawsze umknie) lub innych chociaż ostatnio skupiam się na wygugliwaniu producentów, hurtowników i innych tanich dostawców ogrodzeń z siatki, betonu, paneli itp. Dziś nawet dzwoniło Berło wedle płotu do mnie...bo murarz był, się umówił z Poważnym a ten zamiast czekać nań poszedł sobie do FRYZJERA (sic!)...No i jak wrócił zawlókł mnie do sypialni...atmosfera była gorąca (nie łudźcie się!)...żarliśmy się o płot...
Poważny : "to co byś wolała? Beton, panel, siatkę?"
Ja : "ale powiedz ile forsy na to pójdzie?"
Poważny (już wkurzony!) :" wiesz co? Ja mam w d*pie ten płot!"
Ja : "no to dawaj jak masz!"
Poważny :"głupie gadanie!"
Ja : "ale o co ci chodzi? Ja się tylko pytam ile siana trzeba?"
Poważny : "(...)" - tu nie przytoczę, bo nawijał a właściwie wrzeszczał, że potrzebuje towar, ludzi i sprzęt...ten sprzęt z betoniarki przeobraził się w gruszkę z betonem, dźwig, ludzie rozmnożyli się tak, że oczyma wyobraźni widziałam jak stuosobowy tłum budowlańców z młotami pneumatycznymi i piłami łańcuchowymi demoluje mi ogród, towar urósł mi do 2 ton cementu, sześciu wywrotek żwiru, miliona słupków, sześciu wagonów jakichś łączników i nie wiem czego jeszcze...i na końcu ujrzałam dwustu chłopa turlających gigantyczny wał siatki drucianej o szerokości 1800 mm...dobrze, że przerwał, bo jeszcze moment a ta siata druciana rozpłaszczyłaby bliźniak sąsiada...stanęło na tym, że płot to koszt równy wybudowaniu ekskluzywnej willi na Florydzie i konieczny będzie kredyt hipoteczny...ze zgodą banku centralnego na jego udzielenie i poręczenie premiera Berlusconiego albo nawet królowej Elzbiety...
Myślę sobie, że tak :
- płot ma 50 metrów...tanio nie będzie ale myślę , że jak dałam radę sama wyszukać tę chatę, zorganizować 3 akty notarialne kupna-sprzedaży-zamiany w jeden dzień i zamieszkać w syfie, który dzień w dzień oglądam i przeobrażam w syf mniejszy, dałam radę z gazownią iść na układ i "obezwładnić" gazownika, który próbował odkręcić mi licznik, w końcu dałam radę zrobić w ostatnią niedzielę fikołka na trzepaku z dedykacją dla Małej Pięknej od mamuni i nie wyrąbałam łbem w grunt...to własnymi łapami ten płot rozbiorę, silkę poukładam w elegancję stosiki (się przyda), siatkę i słupki i inne potrzebne ingrediencje przywiozę siłami sąsiada i przy pomocy 4 harpagonów, którzy się nudzą pod samem w przerwach od murowania po wsi, ten cholerny płot postawię! I żadna brytyjska królowa mi do tego nie będzie potrzebna!
I sru!
A Poważnemu...cóż, niech on lepiej się tą swoją muzyczką zajmuje, bo wychodzi na to, że ja w tym domu tylko spodnie noszę!

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zapominalska Ksantypa...

poniedziałek, 26 kwietnia 2010 18:38
Poważny dziś celebruje urodziny...w drodze. Tylko samochody zmienia...A tort wysycha...kwiaty sztuk 100 (nie będę dzielić porządnie uwitych pęczków, nie?) leżą bez wody od dwóch godzin...Wkuty chodzi a zasadniczo biega...Prezent ma urodzinowy w formie : "przynieś-wynieś-pozamiataj" ale ja to wszystko z miłości i w celach wychowawczych. Żeby zobaczył, że tak łatwo nie jest, że tylko muzyczka i tirurirufafarafa. Ksantypa jestem , nie ma co! O niech się cieszą ci, którzy mnie za młodu szerokim łukiem ominęli, bo wpadliby jak ta sliwka w kompot, hehehe...No dobra, koniec tych złośliwości. Wstyd mi, bo wieczorkiem wczoraj sama mu o jego urodzinach przypomniałam rysując wypisującym się długopisem serduszka na kartce pod listą spraw do załatwienia przez niego tworzoną , zaraz pod " 5) krawat do czyszczenia...", no i rano kompletnie zapomniałam, że ten dzień TO DZIŚ! Łoj:(
Skleroza, nie boli ale się człowiek wstydu naje czasem...
Cóż, roboty mam huk ale tego torta pomogę mu zjeść..., żeby mu czasami nie zaszkodziło, bo o jego zdrowie dbam...Przy okazji tego tematu - zdrowia - kiedyś doktor zalecił mu dietę środziemnomorską z której się bardzo mój Poważny ucieszył, więc ja wzięłam sobie do serca i szykuję mu makaron al dente gotowany, oliwki, pomidorki, sałatę, ciut serka feta i na to wszystko upieczoną w folii rybkę z niewielką ilością masełka a ten do mnie :
"a kotlet gdzie...i ziemniaki ?"
Od tego czasu dieta śródziemnomorska Poważnego kończy się na sałacie lodowej z serem feta i pomidorami...i duuuużo żółtego sera!
O! Wraca, wśród wichru i burzy, idę parzyć kawunię mojemu jedynemu, najdroższemu (w sensie generowania kosztów - też!).


komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdycham dalej...

niedziela, 25 kwietnia 2010 16:11
Starość nie radość. Nie wiem dlaczego ale w grudniu 2008 roku opuściły mnie na zawsze już chyba witalne siły. O odporności nie wspomnę. Ani krwi oddać do CK, ani wstać, ani leżeć...d*pa zimna:( Testament spisany. Humor spakował walizkę i nawet się nie pożegnał. Cham. Spuszczono ze mnie powietrze jak z kompletnie niepotrzebnej dętki. W dodatku skradziono wentylek. Gdzie mój wentylek ach gdzie? I dlaczego wieje ten cholernie arktyczny wiatr!?! No i łzawię, psikam i mnie swędzi!
Psia kręc! Diabli nadali!
Może jak mi wytną ten foliowy woreczek, to mi się poprawi...Bo wszystko co złe w końcu bierze się z trzewi:(
Czyli idę na mary swe ciało złożyć...
Amen.

P.S.
A z tego kamlota, to ja ozdobę choinkową sobie zrobie.O!

komentarze (4) | dodaj komentarz

Epoka lodowcowa nadeszła...

piątek, 23 kwietnia 2010 18:46
Powoli dochodzę do normy. Norma - to wszechogarniający , nieziemski wqrff! Bo zimno jest! Bo Berło śpi całymi dniami a jak już się obudzi , to marudzi, żeby w piecu napalić, bo zimno jest...No mama, zimno jest jak diabli, załóż na siebie sweterek..."ale jak taka wiosna zimna, to trzeba w piecu palić"...nawija dalej, pocierając gołe ramiona rękoma...No bo Berło w życiu nie założy sweterka, tylko będzie świecić golizną w koszulce z napisem "EGYPT"...i się trząść...Boże jak dobrze, że wracam do pracy w poniedziałek...jak dobrze...

Faktycznie zimno jest!
I zaprawdę powiadam Wam, że cały sezon wiosenno-letni będzie dokładnie taki jak ten zakichany kwiecień : zimny.

Nie ma szans na żadne lato...Nie ma...
Jestem wkurzona, zakurzona i "wogle"...

Idę drew nanosić, bo mi gadanie Berła wypaliło dziurę w mózgu...no i faktycznie zimno jest...a teraz dodatkowo zeszła na temat psiego łajna w ogrodzie...uuuuuuu!

Czy ja mogę w chorobie mieć choć trochę spokoju? Takiego cichutkiego spokoju, w sam raz akurat do "zdechnięcia"...pliz.

komentarze (7) | dodaj komentarz

Apap z żeńszeniem...

środa, 21 kwietnia 2010 7:36
Nie śpię od 4...wcale nie jest to u mnie nie normalne. Zwykle nie jest. Dzisiaj jest, bo powinnam spać jak reks...Ale boli mnie wredny ząb. Apapem, to można sobie posolić pomidora...
:(...boli mnie wszystko, nawet włosy...
Wezmę żeń-szeń, nie pomoże...ale ma MOC! Podobno ma.
Zdycham.

komentarze (5) | dodaj komentarz

...

niedziela, 18 kwietnia 2010 12:12
      Do jutra,  Kochani...

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zimna wiosna...

czwartek, 15 kwietnia 2010 18:09
Zawsze lubiłam kwiecień...taki sympatyczny miesiąc...mimo tego, że gdzie nie spojrzeć tam czerń, dziś na przekór zimnym nocom i dniom zakwitła mi w ogrodzie morela i kilka spóźnionych szafranów, i tulipan się pojawił:)
A ja tak sobie tkwię w niebycie...
Życie toczy się dalej, na przekór wszystkiemu.
A ja się uparłam..., bo "lubię"

...
Przy okazji...7 lat temu, dostałam od kogoś ich płytę...szukam, szukam, szuuuukam innej , bo ta cokolwiek się juz zdarła i nie mogę nigdzie kupić...gdyby ktoś, gdzieś , kiedyś - to poproszę o cynk. Z góry uprzejmie dziękuję.

komentarze (7) | dodaj komentarz

Dziś...

niedziela, 11 kwietnia 2010 19:58
Dziś właściwie dociera do mnie ogrom tej wczorajszej Tragedii...Nie przechodzę obok niej obojętnie...To mój Kraj przecież...Czasem przykry, czasem brudny, wielokrotnie rozczarowujący ale mój...wzruszający, gdy jadę przez wsie z zieleniejącymi wiosną polami, z bocianimi gniazdami na dachach...z flagami z kirem...Być może to tylko wpływ tych chwil, tych ofiar, miejsca , które jest dla Polski symbolem męczeństwa...Ale , kiedy patrzyłam na trumnę Prezydenta, przed oczyma stanęły mi obrazy z  przeszłości...pogrzeby moich bliskich, chwile, gdy odbierałam telefon z druzgocącymi wieściami... te ostatnie zadane  pytania, wypowiedziane słowa, pożegnania, łzy...To co zostanie na zawsze - wspomnienia, które w sobie pielęgnuję  i to czego już nie zaznam od tych, których kochałam...kocham...Rozumiem co musiała dziś odczuwać Córka przy trumnie swojego Taty, który wczoraj rano jeszcze...co musi przeżywać , bo czeka na trumnę swojej Mamy...
Przejrzałam zawartość swojego blooga...zapiski skrywanego kpiną własnego lęku...wentyl bezpieczeństwa...ucieczka przed rzeczywistością, z którą często sobie w inny sposób nie radzę...nie radzę sobie z tym co przeżywają moi przyjaciele, krewni...uciekam przed wszystkim...zapadam się w sobie...żałuję i brnę dalej...bez sensu...
...
Nie ucieknę przed tym co ostateczne, nie ucieknę przed przeznaczeniem...

komentarze (5) | dodaj komentarz

Cisza...

sobota, 10 kwietnia 2010 13:37

 Bez względu na nasze polityczne sympatie i antypatie...
To jest ponad 90 Ludzi ...Każda z tych Osób ma kogoś, kto ją kocha...kto teraz będzie tęsknił...

R.I.P.
@)-->-->--



komentarze (5) | dodaj komentarz

Wypaliłam się...czyli terapia odwykowa (tak jakby)

sobota, 10 kwietnia 2010 7:16
Miałam rzucić palenie...HAHAHA...po co ja w ogóle zaczynałam...przerwy miałam jakieś tu i ówdzie z przyczyn różnych głównie z powodu ciąży...z powodu zasady, że w pracy nie palę...z powodu, że Poważny jest wróg palaczy numer jednen na świecie (jak Elseve i inne produkty)...Muszę sobie jasno powiedzieć, że głupi organizm i jeszcze głupsza wola chcą palić...I to mnie wkurza...Rzucałam z okazji jakichś dat...1.11..., 31.12...Wielkanoc (ta ostatnia zresztą też)...wakacje...ni chuchu...I było raz tak :
31.12.2006 roku (albo 2007...nie pamiętam dokładnie...Sylwester...nie kupiłam fajek, miałam trzy ostatnie, postanowiłam rzucić...Wieczór miły, w domu (jak zwykle, bo nie lubię wymuszonych balików sylwestrowych "proszonych")...siedzimy przy kolacji, patrzymy w "pudło" na pląsy gawiedzi na jakimś tam rynku gdzieśtam...palić mi się chce jak diabli...został ostatni w pudełku...idę na werandę - jest około 22.30...palę, delektuję się tym świństwem...zostawiam sobie pół na "zaś"...wracam...a tam na stole leży CAŁY JEDEN NIEŚMIGANY PAPIEROS:):):)...Od Poważnego. On: "Trzeba być baranem, żeby w Sylwestra usiłować rzucić palenie!" ...ja :"a skąd masz fajeczki?"...Poważny : "znikąd" (On zawsze milczący!)...po pół godzinie poleciałam na werandę i wypaliłam...a pół poprzedniego, zostawionego na "zaś"...leżało niczym relikwia...Minęło kolejne pół godziny...nie wytrzymałam poszłam zapalić sobie te ostatnie pół...i wtem za moimi plecami strzelanina, wybuchy, petardy jakieś granaty czy coś...tak siedzę , palę resztkę tego peta i poczułam się jakbym siedziała w okopie, pod ostrym ostrzałem wrogiej armii...NIEEE...DOŚĆ TEGO! Wróciłam, po kilku minutach wystrzelił szampan (raczej wino musujące, bo szampana z Szampanii piłam raz w życiu i nie za moje pieniądze). Poważny składa mi życzenia i obwąchuje..."fuj, papieros za parę groszy zabił woń tych perfum za dwie stówy! FUJ!"...I to mnie zmobilizowało do miesięcznej abstynencji i czterech kilo więcej:(
Dziś : obok stoi popielniczka...dwa zduszone pety śmierdzą jak istny gnój...nie mam pojęcia dlaczego to świństwo mi smakuje...nie mam pojęcia..SYF I TRUCIZNA, że o kosztach nie wpomnę a koszta rocznie są następujące (lekko licząc):
- 5 paczek po 10 złotych tygodniowo x 4 tygodnie x 12 = 2.400,- zł
- gadżety - czyli zapalniczki (które wiecznie gubię) załóżmy, że = 1x1x4x12= 48,- zł
- dodatkowy alkohol na imprezie (albo nie na imprezie), bo przy papierosiku lepiej wchodzi = 1x 15,- x 12= 180,- zł
- dropsy, cukierki, odświeżacze itp,- = 4x2,-x4x12 = 384,- zł
- inne = 1x 5,- x 12 = 60,- zł
------------------------------------------razem rocznie = 3072,-
I KURDĘ BALANS - TO JEST PRZERAŻAJĄCE...ZATRWAŻAJĄCE I JAK NIE BĘDZIE MOBILIZUJĄCE TYM RAZEM, TO idę na darmową terapię do Adwentystów na Zeylanda, którzy podobno leczą skutecznie z wszelkich uzależnień...
...
I to by było na tyle...i tego się trzymajmy...papa...papierosiki...(A RACZEJ ŚMIERDZĄCE FAJE!)

P.S.
Jak mi się uda - kupię tego prawdziwego szampana za zaoszczędzone - własne pieniądze!

komentarze (2) | dodaj komentarz

Letarg wiosenny...

czwartek, 08 kwietnia 2010 20:04
Po czternastej człowiek nie do życia jest...Koleżanka G. tak się zatraciła w zamyśleniu z powodu przesilenia wiosennego, że straciła kontakt z rzeczywistością i wystraszyła się własnej ręki...Normalnie jej dęba włosy stanęły na głowie - na własne oczy widziałam! Poza tym doszłyśmy do wniosku, że zaczynamy zachowywać się jak nasi własni rodzice jakieś 25 lat temu...Zwyczajni erotomani-gawędziarze...Szczególnie pod wpływem Mecenasa...Ten to potrafi! No ale w zasadzie, cóż nam pozostało. Ciała bezwładne, mózgi zlasowane, viagra za droga i damskiej wersji, żaden osioł jeszcze nie wymyślił, że o aids nie wspomnę...No i to koszmarne wiosenne przemęczenie...kiedy nam to przejdzie...chyba już nigdy...
No a ja z powodu klajentów i prawego koła w samochodzie, które mnie mocno na prawo ściąga albo na lewo (zależy gdzie przykręcić) nie poszłam się po geszeftach z ciuchami przelecieć...W sumie dobrze - nyrol jestem - więc w to mi graj, że forsa w kieszeni a nie w banku tych złodziei, którzy szyją ze 2 rupie a sprzedają za 50 euro...i tak się po trzech praniach pruje i siepie...Sweterek wyciągnęłam z kubła, wyprałam i będzie jak znalazł, bo znów nadchodzą chłody...
Czyli sumując - jest jak zwykle : bez sensu i do d*py!
P.S. g.22.34
I w dodatku powiem tak : jak się facet z kobietą na określoną godzinę umawia - i jest to bardzo wyraźnie określona godzina - i godzinę wcześniej potwierdza, że się zjawi a potem kobieta czeka dwie godziny i faceta jak nie było tak nie ma, to albo facet jest zwykły "dziad" albo...no oby mu się po drodze nic nie stało...albo jest mimo pięknego wieczoru jednak "bez sensu i do d*py"...Się narobiłam, nadrukowałam, zrezygnowałam z buszowania po sklepach...i zamiast pójść spać z kurami o 21.oo a przedtem zrobić sobie "brewki", to ja marnuję swój cholera jasna cenny czas! I NIE MA USPRAWIEDLIWIENIA , że relacje między nami są wyłącznie "interesowe".
AMEN....a taki czarujący, cholera jasna, nawalacz stary!

komentarze (6) | dodaj komentarz

Marudzę sobie...(czyli głównie dla kobiet)

środa, 07 kwietnia 2010 17:25
Na ciele i na duszy jakiś ziąb mi się pałęta...Ktoś powie : "masz swoje lata - nie marudź"...Ale ja mam dziś taki dzień marudny i już...Niby niebo łaskawe i błękitne, niby słońce świeci, niby to, niby tamto...Złapana za sweterek przez Poważnego w pół drogi do kuchni oprzytomniałam, że jakby tak mocniej chwycił, to mi rękaw wyrwie i ani chybi goła lub w jakiejś foliowej tytce musiałabym do pracy pójść...Muszę odświeżyć garderobę...Zapewne skończy się moje kupowanie na zwiedzeniu geszeftu i wyjściu z rajstopami lub o zgrozo z "antygwałtkami" ale muszę się zmusić i spróbować...No ma facet rację : "Wiosna jest, wywal ten swetr!"...no ma rację...Tak więc jutro wywalę "ten swetr" a kupię jakiś inny (hehe!)...podobny, bo ten lubię i może nawet zmuszę się do przymierzenia spodni i nawet jakiejś spódnicy! No niech ma, ten mój Poważny, niech ma! Bo faktycznie - ostatnio se kupiłam ino dres...męski, bo czarnych damskich nie było i mam o pół metra za długie spodnie, których szeroka guma uwiera mnie w - za przeproszeniem - cycki...a normalną damską garderobę na wieszakach ominęłam szerokim łukiem poprzez dział męskich gaci i skarpet, i stoiska z zabawkami...
NO NIE UMIEM BYĆ KOBIETĄ W SKLEPIE I JUŻ! Nie umiem...buuuu...Może mnie ktoś tego wreszcie nauczy ????
Ale ciiii, kupiłam sobie dziś z przeceny wodę toaletową, się szarpnęłam...(to takie moje grzeszki co jakiś czas i wyłom z tego nieumienia bycia kobietą w sklepie, wącham i kupuję...słabość mam do zapachów...może węch z powodu tych moich cylindrycznych minusów jest czulszy a nie widzę ciuchów! O! I to jest dobre wytłumaczenie)...
Dobra.Idę się psiknąć zapaszkiem nowym i do roboty...klajent nasz pan...

komentarze (6) | dodaj komentarz

A poranek cudny;)

wtorek, 06 kwietnia 2010 7:05

Rewelacja! Pobudka o 5.o5...zwlokłam się o 6.15...zgnuśniałam przez te dwa dni wylegiwania się do 8.oo i popołudniowych drzemek. Nie ma co, trzeba się wziąć za siebie. Ale pocieszające jest to, że ten tydzień roboczy ma tylko 4 dni...Mam zakwasy w łydkach, które spowodowały, że zejście po schodach z "pięterka" bez zginania nóg w kolanach trwało dobre dwie minuty :( Ale co tam! Nie dałam się - na płaskim zgięłam "na chama" i już jest nieco lepiej...Poważny pognał do pracy a ja zdążyłam zaplanowane zadania na rano wykonać mimo godzinnego spóźnienia. PKP ma większe i się nie przejmuje!
Czyli - do pracy Rodacy!
Obyśmy się nie nadwerężyli...

P.S. 13.16...
Ażeby mnie! Bo nie chwali się dnia przed zachodem...woreczek foliowy - fuj-zbój-upierdliwiec...nie dojechałam do roboty. Tak sobie pomyślałam w przerwie pomiędzy zaglądaniem w klozet a popijaniem dziurawcem no-spy, że gdybym tak zeszła smiertelnie w toalecie i gdybym była na ten przykład Wery Importent Person, to napisano by może romantycznie, że oddałam ducha w łazienkach może nawet przez duże eŁ, a tak - fakt ten musiałaby rodzina ukrywać...Bardziej niż ten woreczek boli mnie jednak to, że ta moja łazienka jest taka niewyremontowana...nienawidzę jej!!!! I "wogle"!...I w ogóle jak zboczeniec jakiś muszę, u każdego kogo odwiedzam, do łazienki wleźć i się napawam tym cudnym widokiem...Chociaż może to tylko jednak nerwica natręctw...
ALE! Jest mi lepiej...od piętnastu minut mam w żołądku herbatę...i nic:):):)



komentarze (6) | dodaj komentarz

WIELKANOC!

sobota, 03 kwietnia 2010 6:25
Wielka Sobota...Zapomniałam, że w ubiegłym tygodniu w sobotę miałam nastawiony budzik na 4.30...i dziś ten paskudnik mnie też obudził...w dodatku sobie dzwonił na dole i do tego tak zawzięcie , że musiałam wysunąć się w całości z ciepłego, małżeńskiego łoża, które stanowi wielce niewygodny, zdezelowany, rozkładany...sama nie wiem co, bo tapczan to to nie jest i zejść , żeby go wyłączyć. No i jak już tam byłam, to sobie kawę zaparzyłam i za przygotowania do świąt się wzięłam...Jest wpół do siódmej a ja mam już wszystko pyrkające w garach...zostaje tylko upiec serniczek i laba...Tu się robi tak - u mnie w domu przynajmniej :
- galart (co w innych częściach...chciałam powiedzieć ciała...KRAJU, zwie się zimne nóżki albo galantyna z nóżek)
- sałatkę jarzynową
- sernik, makowiec, drożdżową babę, mazurki...
- jaja gotuje się w łupinach cebuli...dla koloru
- szynkę się na stole stawia
- białą kiełbachę i chrzan
...i nie wiem co jeszcze...wyjdzie na bieżąco...Acha! Żurku się nie gotuje...ale ja lubię , więc na tzw. kiszczonce czyli wodzie po zaparzeniu białej surowej gotuję ale na sniadanie nie zjadam, bo takiej tradycji tu nie ma.
No i oczywiście święconka z barankiem z masła, który z moich foremek ongiś od górala kupionych wychodzi bardziej do psa podobny niż do barana i ma ozór i ogon z bukszpanu...uszami manerwrujemy tak, żeby barana jednak raczej niż wilczura przypominał...
A w Niedzielę Wielkanocną...po sniadaniu w przygotowanych w Wielką Sobotę w ogrodzie gniazdkach dzieci znajdują prezenty od Zajączka...frajda jest nie ma co! Mała Piekna znajdzie prezent z listu do Zajączka, że go zacytuję dokładnie jak było napisane :
"PROSZE CIE ZAJONCZKU O PSZYTULANKE I JAJO S CZEKOLADY"
...plus coś co doprowadziło mnie do bankructwa ale wiem, że bardzo o tym marzyła...
Wczoraj zbankrutowałam zresztą kompletnie i do cna kupując jeszcze łyżworolki dla niej i dla siebie...z racji parszywej pogody ujeżdżałyśmy nasze domowe podłogi kompletnie nie przejmując się tym, że w zasadzie należałoby najpierw na święta posprzatać...ale własciwie od czego w tym domu jest jego PAN POWAŻNY????
I tak...jak widać rozpisałam się dłuuugo i absolutnie na tematy konsumpcyjne (a tego zielonego nie brałam!)...a to co jest tak naprawdę najważniejsze w tych dniach zawrę w jednym zdaniu :

ZMARTWYCHWSTANIE...gdyby jeszcze mogło, któregoś roku stać się w pełni moim ZMARTWYCHWSTANIEM...

Tak więc życzę Wam wszystkim Pogodnych Świąt, niech każdy zaczerpnie z nich tyle wszystkiego ile zapragnie...

Wasza Eh,

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wielki Piątek...

piątek, 02 kwietnia 2010 6:15

Zatrzymajmy się...ale nie na chwilę...



komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 18 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  92 504  

Czas jak rzeka...

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

LATO 2013

Polecam...

Niebo...

Patrz, słuchaj, baw się...albo i nie:)

Podziel się

To co w życiu ważne

Co ja robię tu...co ja tutaj robię?

To tylko mój wentyl bezpieczeństwa

Ja???

Eh,...:)

Szukajcie a znajdziecie...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Spis ludności w liczbach...

Odwiedziny: 92504
Wpisy
  • liczba: 725
  • komentarze: 2518
Galerie
  • liczba zdjęć: 23
  • komentarze: 16
Bloog istnieje od: 3282 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: