Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 349 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Zgubne skutki zażycia chemikaliów...

wtorek, 30 marca 2010 22:07
Chodzę po promenadzie...pusto jakoś, mijam sklepik z pamiątkami z kartką "przyjęcie towaru", za ladą ekspedient w goglach narciarskich, na ławce wędkarz z wiadrem pełnym śledzi i pekińczyk...strasznie mi się chce pić i bolą mnie nogi...spotykam Berło w jakimś futerku ze szcztucznego misia w kolorze zielonym...ani na mnie spojrzy tylko gada z kimś przez telefon, wlokąc za sobą sznur z wtyczką na końcu..."mama, mama...nie jesteś podłączona do gniazdka, mama!"..."masz papierosa, bo nie mogę się dodzwonić do wuja Henia"..."mama, nie mam idę do biedronki"..."to napisz jak dojedziesz"...
...
...Obudziłam się...
...
Padłam z Małą Piękną o 20.oo - padłam, bo nażarłam się rano z powodu wczorajszego wkierwienia jakiegoś psychotropa w kolorze zielonym nomen omen , którego to psychotropa dał mi Poważny litując się nad moim opłakanym , psychicznym stanem...Poważny dał mi pół tabletki i byłam szczęśliwa...wszystko w dupie, świat różowy, uśmiech od ucha do ucha i piknie było... Tak było wczoraj wieczorem. Rano zachęcona wieczornym nastrojem, po kryjomu wyżarłam Poważnemu z apteczki taką samą "pastylkę" tyle, że w całości...i tu zaczęły się schody...Na szczęście zanim mnie złapało , jeszcze trzeźwa zawiozłam Małą Piękną do przedszkola...ale już w połowie drogi do pracy refleks przestał być refleksem i musiałam używać bardzo bocznych dróg, żeby dowlec się bezpiecznie do biura...dowlokłam się...wysiadłam z auta...przemieściłam się przez ruchliwą ulicę w miejscu niedozwolonym, jakimś cudem wypłaciłam forsę z bankomatu, w ostatniej chwili powstrzymując się od wetknięcia doń karty rabatowej z Piotra i Pawła...i w biurze poczułam, że mięśnie twarzoczaszki, szczególnie te na policzkach i żuchwie są...sparaliżowane...trudno mi było utrzymać szczękę dolną w pobliżu górnej...I tak mi mijał dzień...Zniosłam dzielnie wyczekiwanie na szpitalnym korytarzu na chirurga...któren był wyznaczył mi termin na 21.6.2010...:):):):)..."doktorze, co robić jak mnie złapie ból?"..."no-spa, podwójna, jak nie przejdzie do nas - damy zastrzyk"...polazłam do sklepu "Wszystko za 4 złote"...musiałam się gdzieś schować , bo na ulicy kompletnie nie słyszałam co do mnie mówi Hrabia znad morza...pogrzebałam dla niepoznaki w koszach ze śrubokrętami i już miałam kupić budzik z kurczakiem za jedyne 3 złote (przecenili z 4!), bo niestety fajek za czwórkę nie mieli, ale się powstrzymałam obmacując na koniec gipsowe króliki wielkości sporego kota, zresztą "z twarzy" nieco do kota podobne, gdy mi się przypomniało, że powinnam wrócić do pracy! Jakoś wróciłam, chociaż idąc przez park musiałam mocno nad sobą pracować, żeby nie wyciągnąć się na ławeczce na parominutową chociaż drzemkę...Do domu już na szczęście dotarłam "po trzeźwemu"...ale ostrożnie, bardzo ostrożnie...
 I chyba wszystko w tym wieczornym dzisiejszym śnie mi się dzisiaj przetrawiło, sparafrazowało i wywaliło w postaci tego wariackiego obrazu śledzi, pekińczyka, zielonego futerka Berła (BERŁO NIGDY W ŻYCIU FUTRA NIE MIAŁO!) i nadmorskiej promenady...
...
Poważny do mnie : "ile wzięłaś tego zielonego?"
Ja : "całą"
Poważny : "czy cię pogięło?!?"
Ja : "no"
Poważny :" :-D...nie rób tego więcej"

komentarze (7) | dodaj komentarz

Poniedziałek-skunks...

poniedziałek, 29 marca 2010 17:56

Tak ch*jowego poniedziałku nie miałam naprawdę daaaaawno...Rzygać mi się chce jak sobie pomyślę o dzisiejszym poranku. Nie będę tu żółci wylewać . Jedno jest pewne - od teraz zero zaufania do klajentów - ZERO - ponieważ w świecie "BYZNESU", żadne zasady nie obowiązują...absolutnie żadne...nawet tak podstawowe jak zasady dobrego wychowania...
Ale sru...
Najbardziej mnie cieszy fakt , że Ryba się esemsikiem odezwała - OBIECUJĘ , ŻE ZADZWONIĘ JESZCZE W TYM TYGODNIU!!! (wiem, że czasem czytasz;-), za co Ci serdecznie dziękuję)...
No i Hrabia zawsze pogodny...chociaż wiem, że ten poniedziałkowy poranek do najwspanialszych nie należał :-(...
...
Podsumowując - zgubiła mnie dzisiaj rutyna i naiwność oraz pośpiech, że o przemęczeniu lasującym logiczne myślenie nie wspomnę...
...
W sumie mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa ...a ten co powinien się naprawdę wstydzić ma spokój i luzik...

Czy wagi tracąc równowagę muszą tak kurde balans CIERPIEĆ...buuuuuuu ?



komentarze (5) | dodaj komentarz

Jeszcze tylko tydzień...

niedziela, 28 marca 2010 12:10
I będę się byczyć:) Bo święta. Ja tylko tu na momencik, bo w drodze na łyżwy zawróciła mnie policja : "pani się niestety musi wycofać"...cóż, półmaraton i dziecko rozczarowane...ale za godzinkę podejście kolejne. No ciekawa jestem , czy przebiję się przez hiperkorki. Mniejsza o  to. Ćwiczę trzymanie nerwów na wodzy, bo jeszcze nigdy mi się nie udało niczego dobrego "wściekłością" na opór materii osiągnąć. No i przede mną, mimo, że to Dzień Pański i bardzo ważny jako, że Palmowy - roboty huk. Poważny nawet siedzi od rana i papiórki przerabia. Dzięki, o Panie! Gdyby mi nie pomagał dziś, to jednak nerwy na wodzy nie dałyby się utrzymać. Swoją drogą...dlaczego doba musi mieć te 24 h zamiast , no chociażby 30...wystarczyłoby ciut zwolnić obroty...ciut...
No nic to. Zmienię to , będę miała więcej czasu dla siebie. Więcej?!? Po prostu znajdę jakiś czas dla siebie. To tylko kwestia organizacji. Tak mi się wydaje...
To organizacyjnie...a duchowo? Poleciały łzy. Może miałam przepełnione gruczoły łzowe...albo jakoś tak , nijak, "srak", zrobiło się i beton pękł... Ale nie ma się co przejmować...w końcu to normalne.
Q*wa normalne...Normalne, bo się we mnie wgryzło i siedzi...i nie odpuszcza...jakieś niby skoki radosne czynię, wymachuję łapami, robię wesołe miny, gram...beznadziejna aktorzynka...
A wystarczy zatankować do pełna...wystarczy na 1900 km i wpieriod...niestety nie mam tyle odwagi...albo mam aż tyle odwagi, żeby nie uciekać...sama nie wiem, nie wiem, nie chcę wiedzieć...nie chcę próbować...zresztą w zasadzie, nawet mnie samej to nie obchodzi wcale już...automat włącza abs...i jazda po śliskiej nawierzchni robi się znośniejsza...No, nie ma to jak siebie samą poklepać własnoręcznie po ramieniu...
Dobra, koniec, bo smęcę...
Jadę na te łyżwy. Potem się zobaczy...
papa

komentarze (7) | dodaj komentarz

?????

sobota, 27 marca 2010 7:55

Czy jestem szczęśliwa? Bywam szczęśliwa...Ale nie jestem nieszczęśliwa...Czyli w zasadzie jestem szczęśliwa...
I w sumie wobec powyższego nie ma co narzekać.
Nie narzekam i już...
Ale : "Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się...zarobiona jestem!"
I to ostatnie sprawia, że nie mam czasu myśleć. Co czyni mnie automatem a automaty nie są ani szczęśliwe ani nieszczęsliwe.
Czyli nie jest dobrze...
I to mnie właśnie wkurza najbardziej...
Sama nie wiem o co mi właściwie "się rozchodzi"...
Przypuszczam, że po przeczytaniu powyższego każdy jest tego pewien;-)



komentarze (4) | dodaj komentarz

Błękitne niebo...piekielnie błękitne...

czwartek, 25 marca 2010 9:26

Przysłowie ludowe głosi : "jakie Zwiastowanie takie Zmartwychwstanie" . Dziś to pierwsze = Wielkanoc będzie pogodna. Noo...zobaczymy, zobaczymy...
Prócz tego nic nowego. Prócz wczorajszej awarii elektryczności na całej ulicy spowodowanej przez Poważnego...Eh,...Zdolny jest, zdolny...No i prócz wojny o pokrywkę...Była "aksamitna rewolucja" może być "wojna o pokrywkę"...Wojna, której wynikiem stało się :
- milczenie strony, która wojnę wywołała
- nie wprowadzenie pojazdu należącego do strony, która uległa wrogiej napaści, na posesję
- obraza majestatu odczuwana przez napastnika , że pierwszy dopuścił się napaści...
Ręce opadają...Bo, że zacznę na końcu od początku...pokrywka służy do przykrywania garnka...ale napastnik ją zwalił z garnka...po czym napastnik nawrzeszczał na napadniętą, że pokrywki na garnek kładzie...a w zasadzie na garnek z makaronem, żeby nie wysechł na wiór (makaron oczywiście)...napadnięta odwrzeszczała, że "baby w kuchni rządzą! wara od gara!"...napastnik rzucił pokrywką o podłogę i wrzeszcząc : "czemu wrzeszczysz?!?" pospiesznie się oddalił...zapadł w depresję, robi złe miny, rano nie odpowiada  "dzień dobry", nadmiernie faszeruje się tabletkami na uspokojenie...
I wiecie co? Mam to w pompie...
Tirurirufafarafa!
P.S. g. 17.34
Nie mam w pompie. I nie żadne tirurirufafarafa...
O!



komentarze (4) | dodaj komentarz

Pięknie jest:)

środa, 24 marca 2010 13:01
I oby tak było jak najdłużej.
A tak poza tym...uprzejmie doniosę w późniejszym terminie.
Ze względów technicznych i organicznych się powstrzymam od donoszenia.
O! I tego się jak zwykle trzymam.
Wy też się 3majcie.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pada sobie deszczyk...

niedziela, 21 marca 2010 16:30
Pada sobie równo, raz spadnie na kwiatek raz spadnie na g...óóóóraaaalu czy ci nie żaaaal!
No wiosna przyszła. 14,9 st. dziś rano (o 7.05) w cieniu było. Możliwe, że zespuł się czujnik lub bardziej prawdopodobne, że chata mi ciepło przepuszcza...Tak czy inaczej godzinę później w słońcu , zwykły termometr pokazał dwadzieścia:) I to jest to , na co czekałam od listopada ubiegłego roku...Potem - sniadanko : "parówa, grzana parówa", bo dziecię dotrzymało słowa, że przed lodowiskiem zje śniadanie...następnie pożarła jeszcze jogurt, nutellę łychami, mleko, szynki kawał, wypiła kubek soku z jabłek...i pojechałyśmy...Łyżwiarze poczuli wiosnę i nie okupowali lodowiska...Miałyśmy wraz z koleżanką Małej Pięknej i z jej rodzicami lodowicho wyłacznie dla siebie...I nikt się nie czaił i nie krygował i piruety z tatusiem koleżanki Małej Pięknej i wyścigi na prostej były...a małżonka wymienionego powyżej przy bandzie, bo bała się o palec...a ja - sruuu palec, nogę i ramiona...UWIELBIAM SIĘ ŚLIZGAĆ...cokolwiek to znaczy...A Poważny robił za filmowca-reportażystę...i nie dał się namówić na jazdy figurowe...kawkę sobie popijał i patrzył, co jakiś czas pokazując gest : "time is over"...nudził się...
Wróciłam, jak każda normalna baba-jaga podałam obiad następnie wywiozłam dzieciątko do koleżanki (tej od lodowiska)...i mam czas wyłącznie dla siebie. Przeszukałam internet w celu wynalezienia powierzchni biurowej do wynajęcia za nie więcej niż 5 stów...18 metrów ze wspólnym kiblem i kuchnią za 700 stów (wraz z mediami)  plus 95 zyla miejsce parkingowe...Validol...bądź człowiekiem opuść cenę, no! I właśnie zauważyłam, że za pół godziny muszę ją odebrać Małą Piękną...Time is over...cóż.
A jutro - poniedziałek i niezbyt zadowolone maile od klienta zapewne odczytam...no panie, no co ja mogę, ja nic nie mogę...pan możesz, to pan nie zarabiaj i już...kurdę co za ludzie...
6 dni jak Bóg da przeleci i znów na ŁYŻWY -po raz ostatni w tym sezonie:(...
Będę jeździć aż mnie zniosą!

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ta dam!

sobota, 20 marca 2010 7:28
Nie, nie dam. Tylko sobie plumknę przed odpaleniem silnika. Poważny tnie koszta - zakręcił zawór gazowy i w skarpetach śpi! To że Poważny śpi w skarpetach jest WYDARZENIEM NA SKALĘ ŚWIATOWĄ. Dlaczego?. Ponieważ, on jest sensytywny i spi z kołdrą na głowie (nie mam pojęcia w jaki sposób zapewnia sobie dopływ tlenu) a stopy zawsze wystają za łóżko gołe. Nigdy nie widziałam, żeby spał inaczej (noo dobra widziałam ale nie będę się wdawać w intymne szczegóły)...A teraz - SKARPETY...w dodatku moje, pluszowe w różowe chmurki z motylkiem...hehehe...słodkie:):):)...
A oprócz tego? No w zasadzie nic...kompletnie nic...
Czyli jadę...do roboty...
I nastawiam się pozytywnie, bo interes jest mój i bardzo się z tego cieszę, chociaż nieco ubolewam, że Hrabia nie będzie dziś mógł posmakować księgowości kreatywnej...wierzę, że jeszcze nic straconego. Zdolny jest.

komentarze (4) | dodaj komentarz

Choć na chwilę...

czwartek, 18 marca 2010 18:11

Jestem konserwatywna...nie wiem jak długo z nim wytrzymam...z tym kolorkiem...chociaż do odrzutowców mam słabość...
...
A Koleżance G. życzę, żeby się nie poddawała i walczyła do końca...Przyjdzie taki dzień kiedy powiesz "Veni, Vidi, Vici..."
A tymczasem pogrąż się w konsumpcji piwa:) A za jakiś tydzień znów odpalisz silniki!

P.S.1
Zrodzona mnie natchnęła, kazała walnąć sobie kielona i zmiany wdrożyć...wdrożyłam...
P.S. 2
Ale...o so chozi????
P.S.3 g.21.55
Chozi o fo, że kolor biały z niebieskim jest do kitu i wracam na zieloną trawkę. Kto nie widział tej szajby kolorowej nie musi żałować.



komentarze (8) | dodaj komentarz

A jednak...

środa, 17 marca 2010 23:46
A jednak wiosna idzie! Bo Kolega Stschech wyszedł spod kołdry i nawet zalał mnie blaskiem swej chwały poprzez GG...
No i jutro ma być AŻ 10 stopni Celsjusza w cieniu! Chyba się ubiorę w krótki rękawek na tę okoliczność...A poza tym, to powiem, że jest mi qrdę ciężko...gazownia przysłała rachunek...koszmar...koszmar...koszmar...Wyłączam ten piec w diabły jak tylko temperatura w nocy zacznie oscylować około 5 st.C...nie dam tym kutafonom ani złotówki więcej.
Jest więc tak
1) Czuję się dobrze - bo wiosnę widać za miedzą
2) Czuję się źle - bo mam przed oczami Krystynę z Gazowni wskazującą paluchem czterocyfrową sumę do zapłaty plus 96 groszy
3) Czuję się dobrze - bo odwaliłam dziś kawałek dobrej roboty
4) Czuję się źle - bo ta cała robota pójdzie w gaz
5) Czuję się dobrze - bo za kwadrans już czwartek
6) Czuję się źle - bo płot wyrwie mi z gardła mniej więcej tyle ile gazownia
7) Czuję się dobrze - bo dostałam od Małej Pięknej tulipany
...
A w sumie , to jednak doskwiera mi woreczek foliowy, który zawiera kamień wielkości kukułczego jajca...i jak gnojek bolał raz na miesiąc, to teraz napier*tiruriru - co drugi dzień...i to mnie wkurza najbardziej:-/

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wredna baba za kółkiem...

wtorek, 16 marca 2010 20:41
Wredna jestem...pokazałam "fuck" innej babie, która na mnie trąbiła przez jakieś 50 metrów drogi...za wolno jechałam w strefie zamieszkania...no jasne! Mogłam zapierdzielać z prędkością autostradową, rwąc asfalt, urwać sobie zawieszenie na dziurach o głębokości 30 cm, mogłam w końcu przefrunąć jak na amerykańskich filmach przez wszystkie progi zwalniające, na koniec przejechać po kilku staruszkach poruszających się o balkonikach, zmiażdżyć matkę z dzieckiem, rozdyźdać psa, przetrącić kilka hydrantów, żeby babie się te durne oczka świeciły z podniecenia na widok wskazówki jej prędkościomierza na 80 km/h!
NIE! SZCZYT WREDOTY - CZYLI JA- ZWOLNIŁAM DO 25! Pozwoliłam się wyprzedzić i pokazałam jej "FUCK"...
Zero kultury z mojej strony. Zero...A babsko 30 metrów dalej zajechało z piskiem opon przed własny dom, zaparkowało i wysiadło...Wygmerała z bagażnika siatki z zakupami i pooszłaa!
Staram się znaleźć usprawiedliwienie dla niej - może miała rozwolnienie a w siatkach lekarstwa, może ktoś w domu ciężko chory i gnała z tymi torbami z apteki, może, może...Może po prostu zostawiła mózg w domu i szybko wracała, żeby go sobie z powrotem zamontować.
Naród patafianów...gówno mnie obchodzi, że ktoś się obrazi...spójrzmy wokół...psie kupy, fury śmieci i kierowcy...kompletna porażka. Po co my w tym kraju tworzymy jakiekolwiek przepisy o ruchu drogowym, jakiekolwiek regulaminy porządkowe, jakiekolwiek prawo...Rozpuśćmy to towarzystwo z Wiejskiej w Warszawie do domu, niech wezmą ze sobą te superfury za setki tysięcy złotych, niech idą w diabły, ich "praca" (i tak wątpliwa) nie ma kompletnie żadnego sensu. Wyrzucone w błoto i w drogowe dziury nasze podatki...
No bo skoro można nocą nic sobie nie robić z czerwonego światła na skrzyżowaniu, mieć w dupie resztę społeczeństwa, która korzysta z chodników i srać swoim psem gdzie popadnie i inne grzeszki popełniać jak choćby rozdymana do granic możliwości administracja, która kompletnie niczym się nie zajmuje, to i tak mamy anarchię...
NIKT NICZEGO NIE PILNUJE, NICZEGO NIE WYMAGA OD NIKOGO - NICZEGO NIE WYMAGA OD SIEBIE SAMEGO!
...
21 lat temu mieliśmy komunę...w sumie po latach zastanawiam się komu to przeszkadzało...21 lat w plecy...
...
Na szczęście jest Kazik

P.S.
Ma Kazik szczęście na Kanarach:) A ja w "strefie" i tak jechałam za szybko:(

komentarze (12) | dodaj komentarz

Śniegu warte...

poniedziałek, 15 marca 2010 20:46
Wczoraj rozpadł się mój płot. Z cegły taki. Wziął i się przewrócił.Nie ubezpieczyłam, z oszczędności...Mam dziurę do Sąsiada gabarytów Mercedesa Sprintera. Sąsiad sprawdzi jaka faktycznie dziura jest jak będzie zawracał przed warsztatem jakimś dostawczym. Dziś odwiedził mnie mój Kolega Grześ i gdy wyszedł po niecałej godzince, to samochodu swojego nie poznał...pięć centymetrów śniegu na nim...A mnie oprócz błękitnego nieba, nic już więcej nie potrzeba...No może kolejnych dni urlopu ale to dopiero w czerwcu. Na dziś wyżebrałam sobie jeszcze jeden a jutro już do roboty. Do pracy! Do roboty jednak, bo  im człowiekowi bliżej do emerytury tym mniej chętnie do pracy chodzi...a może jeszcze jeden dzionek sobie uszczknąć...no nie da rady. Mimo urlopu na etacie i tak mam pracę do odwalenia i muszę to zrobić czy w dzień czy w nocy, no muszę. I ten urlop daje mi tylko tyle, że mogę siedząc przy komputerze przywdziać na stopy grube skarpety i siedzieć w laczkach zamiast w obuwiu "wizytowym"...i nie potrzebuję przedzierać się przez miasto, i w ostateczności mogę uciąć sobie drzemkę na tapczanie zamiast rozciągać się niczym fakir na dwóch krzesłach na naszym zapleczu gastronomicznym w Budynku w Którym Straszy...Ale fryzurę i makijaż mam na głowie od 5 rano! Nie ma mocnych na mnie pod tym względem...W samo południe Sąsiadka zastała w piżamie zgnuśniałe Berło...
"Pani chora? Oj to bardzo mi przykro:("
Berło :"Nie, nie ale wie pani, przy poniedziałku ciężko się pozbierać"...
No cholera jasna-poniedziałek Berła, niczym się ne różni od pozostałych dni jej tygodnia! I tak marnuje cenny czas...ciągle śpi...a może...może ONA ŚPI ZA MNIE!!!???
O! Berło śpi za mnie! Będzie mi łatwiej znosić 20 godzin aktywności na dobę , bo śpi Ktoś, żeby nie spać mógł inny Ktoś!
I tego się trzymajmy...|-o zZ... zZ... zZ...

komentarze (2) | dodaj komentarz

Szybki wypad...z baru!

niedziela, 14 marca 2010 15:18
No to sobie z Sokołem na drineczka w piątek wyskoczyłyśmy. Miałyśmy się urżnąć...w trupa. No nie mogłyśmy z powodu zbyt lekkich drinków. Hrabia wpadł na moment do baru, łykiem jednym załatwił kawę, we dwa łyki wodę z cytryną i jak szybko się zjawił tak szybko wypadł. Trudno się dziwić, bo higieniczny tryb życia prowadzi i po nocach śpi a nie wysiaduje po knajpach. My natomiast wypiłyśmy drinków o wartości  złotówkowej 8 sztuk  półlitrówek 40% czystej.. . Pokrętne? Nie wydaje mi się. Wątroba mnie do dziś boli, bo drinki prócz jakiegoś tam alkoholu, kompletnie mi nie znanego, zawierały koka-kolę i słodką śmietankę...Trzeźwe jak świnie rozważałyśmy problem ludzkiej egzystencji , która w skrócie "do dupy jest"...A obok nas dwaj faceci, zdecydowanie "natorbieni"...i dialog  taki:
Facet X : Ja nie rozumiem, czego oni tak narzekają? Wszystko mają, pracę, samochód, mieszkanie, zero PROBLEMATÓW...chyba, że z dziadkiem...
Facet Y: Noo, patrz! I syna mają? Dorosłego mają? Syna? Taak?
Facet X : Noo! No i ten syn, taki chłopak! Dobry! Że ci mówię, że "do JAJ przyłóż"!
...
Na szczęście przyjechał Poważny, który ostatnio jak "do rany przyłóż" i nas odebrał...
...
Sokole - nie wolno się załamywać. Jakby co, zawszę mogę Ci pomóc kijem obić PROBLEMATA...nie ma bata, zrobi się...
...
ACHA!!! Najważniesze...teleskop jest:) stoi na honorowym miejscu, zajmując cały korytarzyk  przy balkonie...i cholera mnie bierze, jak widzę, ze za oknem znów, to białe "gie" z nieba leci...
Kochani...wiosny nie będzie...:-\

komentarze (6) | dodaj komentarz

Urlop...c.d.!

piątek, 12 marca 2010 7:11
No, nieźle, fajnie...nakulałam wczoraj 80 km po mieście (swoją drogą dziwne). Miałam przyjemność odwiedzić Hrabiego...no pięknie mieszka...otoczony fosą w postaci tak wąskiej uliczki, że nawet wjazd na "posesję" przegubowym małym fiatem może stanowić problem. W sumie nieco dłuższy mój francuzik jest chyba z gumy albo ze strachu się odkształcił , bo wjechałam jakoś, cudem unikając rozbicia reflektora (zapomniałam wrzucić wsteczny wykonując tzw.moje-twoje, żeby tam się dostać)...W drugą stronę tyłem już się nie zdecydowałam. Hrabia zrobił to za mnie...JESTEM POD WRAŻENIEM! "MISZCZ"- normalnie...Wracałam, wracałam, wracaaaaałam...wróciłam a dziecię płakało! Dzieci Hrabiego chodzą spać jak dzieci. Moja szalała jeszcze do 22.oo. Ale zastałam odmalowane WC:)...łososiowy, bo zostało w puszce. ŁAŁ!
A teraz czas się zbierać, bo znów mam do "nakulania" z 80 km po mieście i klajent czeka...i TELESKOP jedzie do mnie od wczoraj...jak zobaczę karton, to zapewne zemdleję ze wzruszenia...i skolimowany jest za darmo:)
KOLEGO D. , BANKU MÓJ, GDYBY NIE TY, KTÓRY STRZEGŁEŚ ODKŁADANYCH PRZEZE MNIE STÓW NA TEN TELESKOP...moje życie nie miałoby sensu;) 

komentarze (2) | dodaj komentarz

Urlop...

czwartek, 11 marca 2010 6:31
Nooo , mam urlop. Całe dwa dni. Z tego AŻ 4 godziny wyłącznie dla mnie:):):):):):):):)...boję się, żeby mi się od tego czasem we łbie nie przewróciło!
Berło o tym wie, chociaż miała nie wiedzieć...już, już od razu jakieś rozkazy, co ja mam w ten urlop dla niej zrobić. No z całym szacunkiem Mamunia, nie da rady. Inną razą. A tym czasem, powiem tak - wstałam o 4.45 do 5.15 szukałam chusteczek do nosa, które miałam pod ręką na noc, bo katar mam strasznie upierdliwy...nie znalazłam. Poważny mi schował, bo kurdę po co mają pod ręka leżeć...jak można sobie w ciemnościach wstać , odstawić umeblowanie, głośniki, tubę, dwa krzesła, ławę, znacząc posoką katarową podłogę i po półgodzinnych poszukiwaniach i starannym przemeblowaniu pokoju upragnione chustki znaleźć:) Ma szczęście, że go kocham. Inaczej już bym go spakowała i na mróz.
Czyli, Kochani idę w teren dzisiaj. Biznesowo-prywaciarskie sprawy załatwiać i dla siebie coś uszczknąć...pogadać z fryzjerką też, książkę odebrać, zajrzeć tu i ówdzie i wrócić do domku po dobranocce.
Hajda! (chajda?...cholerna ortografia!)

komentarze (3) | dodaj komentarz

Minus siedem...

środa, 10 marca 2010 5:51
Przeraża mnie słupek rtęci! Minus siedem przed chwilą! Skandal!
Poza tym kaszel silny , katar słaby i umiarkowany i nadciśnienie u Berła...
Nie ma co -odwaliłam kawałek roboty teraz jedynie do pionu, fryzurka, makijaż i dzień jak codzień...przedszkole, praca,korki,biuro...
A Sokołowi i Zrodzonej muszę zdradzić, że jeśli chodzi o chęć na trunki obezwładniające, to ma tak też kol.G., Hrabia przypuszczam, że R. też i całe tłumy pozostałych ludków, których tu wymienić nie sposób, bo by mi pseudonimów zabrakło...I moim skromnym zdaniem suszy nas wszystkich zwyczajnie na mróz!
Miłego dnia - Towarzysze Niedoli...:-D

P.S.
Poważny wykończył wczoraj wiśniówkę...nawet korek wylizał!

komentarze (3) | dodaj komentarz

Eh, ta zima...

niedziela, 07 marca 2010 17:57
Wkurza mnie! Sprzykrzyła mi się! Nienawidzę jej?!? ZIMO WYPIER***AJ! Ja wiem , że takie narzekanie kompletnie nic nie daje, wręcz nastrój pogarsza ale jak bogackiego już nie trawię tej aury. Ja w końcu chyba tę  zime lubię - taka jaka w tym roku nas uraczyła - mogłaby być rok w rok. Dużo śniegu, mrozik, no pięknie . Ale może Pani Zimo udałoby sie Pani ucelować tym śniegiem w nas już w grudniu, tak jak dawniej bywało i spakować manatki natychmiast po zakończeniu zimowych ferii? No doobra, niech już będzie z końcem lutego, no...ale nie 7 marca sypać mi tu śniegiem i wymrażać  krokusy...Tak czy inaczej mam dość...szczególnie, gdy w perspektywie do zapłaty za chwilę kolejny reśnung za gaz...a poprzedni odłogiem...Ale ja tu wyganiam zimę z końcem lutego a pamiętam przecież dobrze imieniny mojego Dziadziusia Józefa, 19 marca - biesiadnicy w śniegu orły robili...:(...Nie wiem, sama nie wiem...Wiem głównie to, że moje stare kości pragną się wygrzać w słoneczku wiosennym...Validol...O!To mój "kot" lubi się wygrzewać, kiedyś miałam innego "kota" lubił się wymrażać...Szajba moja się zmieniła na bardziej ciepłolubną...no i dobrze, niech tak będzie...Obejrzałam dziś w TV - Travel Planet, czy cóś, jakiś program o Florencji na weekend...baba była z kamerą tam jesienią...kurdę...w krótkim rękawku po Toskanii latała...no to by mi odpowiadało...ciepłe miesiące przesiedzieć we Włoszech a na zimę zjechać do Norwegii...jak ciepło to ciepło jak zimno to zimno...Bo u nas zasadzie każda pora roku ni pies ni wydra, prócz tegorocznej zimy rzecz jasna...
Kończy się sezon na łyżwy, koniec marca się zbliża co mnie cieszy i w planach mam rolki w kwietniu...szarpnę się na te rolki i bedę jeździć z Małą Piękną, bo Poważny jak go zapytałam czy rolek by nie chciał spojrzał na mnie takim wzrokiem jakby chciał powiedzieć : "kobieto-jaja se robisz?"i dodał dyplomatycznie- "O! Rower jest bardziej!" - za cholerę nie wiem co miał na myśli. Strasznie mi się to "rolkowanie" podoba...podsumowując ruszyłam swoje cztery litery z posad świata i mi w krew weszło...
Nic, idę zrobić sobie drinka z febrisanu i pod kocyk...mrrrr....mrrrr....

komentarze (4) | dodaj komentarz

Niech leży...

sobota, 06 marca 2010 14:13
Po przeprowadzce z Głębokiej Piwnicy na Poziom Gruntu mam tam dalekoooo! Ale jadę chętnie, bo nie firma czyni ludzi a ludzie firmę. I do tych ludzi jakoś mnie tam ciągnie...sympatyczni i "w ogóle" :). Dziś pięknym sobotnim porankiem wybrałam się, żeby nadrobić zaległości i...system nie zatrybił...było radosne przeciąganie kabla, głaskanie kota i do domciu. Kot mieszka w firmie, w sali konferencyjnej! Co prawda przez tydzień zaległości jeszcze wzrosną ale co mi tam. Się zrobi. Mam nadzieję, że Ich Dwoje ciut w tym pomoże...
A kol.G, z którą przed sekundą rozmawiałam i mój głos był w Stolycy, po egzaminie. No wypompowana. Czekamy na wyniki. Oby...oby:)
A teraz zamykam klawiaturę, przeobrażam się w cyborga i zabieram się za moją tradycyjną sobotnią rozrywkę czyli za sprzątanie.
Jak sobie pomyślę, że muszę wykonać jakieś pół miliona ruchów, żeby przedrzeć się przez te zwały , to mi normalnie skóra cierpnie i zęby bolą (ze zgryzoty)...a mogłabym wsiąść w autko, odpalić jakąś twardą muzylę na full i pojechać gdzie mnie koła poniosą...chociaż...może jednak tak zrobię...czy ktoś ma też takie dylematy? Czy może ja się na Matkę-Polkę po prostu nie kwalifikuję...
I dziękuję Autorom za adekwatne oddanie tego z czym mam do czynienia...

komentarze (3) | dodaj komentarz

2 kolory..."burdelski"...

czwartek, 04 marca 2010 19:33
No i jest pomalowane w sypialnio-nie-wiem-czym. "Norweski łosoś" plus "dzikie wino"...a guzik dzikie wino raczej : "amsterdamski burdel"...No co? Tak powinni tę farbkę w duluksie nazwać...I chyba przez ten szok jakiego wczoraj wieczorem doznałam i Berło też, obie miałyśmy w nocy koszmarne sny. Mi się sniło, że mnie jakaś baba dusi i "apage satanas" jej robiłam a ona na mnie warczała a Berłu się śniła też baba (trudno powiedzieć czy ta sama) z poderżniętym gardłem. Zlękłam się i Poważny latał śród nocy z "mentowalem", żeby mi przeszła palpitacja...aż tak się złękłam! Przyczepiona do jego pleców jak małpa, rozglądałam się nerwowo po kątach czy czasem ta baba znów na mnie nie naskoczy. Makabra. Ale o poranku amsterdamski burdel jasniejszy jakby się nieco okazał...
Tak więc - u Berła : maliny u nas : burdel u Małej Pieknej - trawa...wariactwo...Ale pomalowane jest, plam nie widać, smrodu nie czuć...
I tego się trzymajmy...

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 18 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  92 523  

Czas jak rzeka...

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

LATO 2013

Polecam...

Niebo...

Patrz, słuchaj, baw się...albo i nie:)

Podziel się

To co w życiu ważne

Co ja robię tu...co ja tutaj robię?

To tylko mój wentyl bezpieczeństwa

Ja???

Eh,...:)

Szukajcie a znajdziecie...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Spis ludności w liczbach...

Odwiedziny: 92523
Wpisy
  • liczba: 725
  • komentarze: 2518
Galerie
  • liczba zdjęć: 23
  • komentarze: 16
Bloog istnieje od: 3282 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: