Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 634 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Towarzystwo Szpitalników...

niedziela, 28 lutego 2010 17:16
Mała Piękna z zapaleniem krtani bzikuje...
Ciotka Pilotka kwitnie z mężem w szpitalu...
Ja katar mam gigantyczny...przewiało mnie albo coś kwitnie (olchy?)
Pies Który Nie Szczeka też psika...
Poważny narzeka, że go łamie...
Berło śpi...bo ma katar...
Normalnie wszyscy nieżywi...
Pospałabym - nie mogę...
Ale mam farby do sypialni...jak mój nastrój...ciemne...
No i to byłoby na tyle...

komentarze (11) | dodaj komentarz

Sobota w domu:)

sobota, 27 lutego 2010 15:21
Może komus wydać się zupełnie naturalne, że soboty spędza w domu, mnie niestety (albo stety) fakt ten napawa radością wyjątkową. Primo- ponieważ od kilku miesięcy soboty mam pracujące a secundo - że doceniam znaczenie wolnego czasu...Co prawda dziś miałam być gościem w domu lecz stało się tak, że właściciel motolotni z Głębokiej Piwnicy powiedział słowa, które brzmiały tak :"miałem właśnie do ciebie dzwonić...odpuść sobie, bo mam na dziś dość"...niczym anielskie pienia:) 
Walają się zwały bałaganu wszelkiej maści, z którymi muszę powalczyć...normalnie się rwę...Poważny robi remont sypialni...wszędzie roznosi pyły i kurze...trwa to już jakieś czterdzieści lat i końca nie widać...mam nadzieję, że do wesela Małej Pięknej zdąży skończyć...Miałam gotować jakiś obiad - skończyło się na odgrzaniu flaków ze słoika. Ciotka Pilotka rozgrzeszyła mnie z konieczności zrobienia jej zakupów stwierdzając, że w zasadzie się nie spieszy, bo "ma flaki w słoiku" (rodzinne to) i mrożonek całą tonę. Ma przyjśc klient o 18.oo - nowy, więc nie mogę powiedzieć facetowi : "bujaj się" - wyjątek zrobię, bo wydaje mi się nieco zagubiony (że też nie umiem się nie naginać). Odwiedziłyśmy szkołę, do której od września pójdzie Mała Piękna...boję się...przedszkole wydaje mi się bardziej dziecku przyjazne..ale cóż, czas nnie czeka...
No i w domu hydrokortyzon, bo w nocy o 3.oo - przyjechało pogotowie i pięknie mrugając niebieskim światełkiem wywiozło mi dziecko do szpitala z zapaleniem krtani - na szczęście po godzinie mogłyśmy wrócić...szczerze nienawidzę szpitali...brrr...
Nie ma co , muszę się wziąć...najpierw dopiję kawkę a potem zamienię się w sprzątającego wieloczynnościowego multicyborga, który wymiecie ten wypełniający wszelkie kąty hiperbajzel!
Acha...i wykiełkowały mi w ogrodzie krokusiki i szafirki, i...psie kupy cholera jasna też!
P.S. g.20.05
Mała Piękna śpi od 16.30...noc jasna przede mną - pogramy w bierki...może padnie...nie sprzatnęłam=drzemałam...klajent był=jakgdyby wystraszony...psie kupy znalazły nowe miejsce=worek 60 litrów...a Poważny zapewniał, że Pies Który Nie Szczeka małe kupki wali...nie sądzę...zważywszy na wadę wzroku Poważnego=nie kłamał...nie sprzątnęłam...nie ugotowałam...nie wyprałam...robię lazanię...a Psu KNS...urwę cojones (oba)...jeśli zauważę, że znów obsrał mi ogród...
Mam KATAR!!!!! Qrdę baton - MAM KATAR!!!! Jestem chora...uuuuu...

komentarze (4) | dodaj komentarz

Pożegnanie...

piątek, 26 lutego 2010 21:45
Dziś przedostatni raz w Głębokiej Piwnicy...łza się kręci...w nowym miejscu Na Poziomie Gruntu już nie będzie to co tu...tym bardziej, że do Głębokiej Piwnicy mogłam w piżamie i kapciach skoczyć a tam już będę musiała dołożyć wszelkich starań...Ale nie ma tego złego...No i Sokół mnie znienawidzi z powodu, że nie będę u niej jutro spać...Sokół i tak cię kocham, nawet jak mnie porzucisz w dyjabły...wszystko Ci wyjaśnię...za mało rozmawiam ze wszystkimi wokół i potem...eh, szkoda gadać...tymczasem racz się margheritą...
A ja fresco z wodą mineralną...nie dobre, fe...
Żegnam się z Głęboką Piwnicą w strugach deszczu, z bagażnikiem wyładowanym segregartorami, zdobyczną mikrofalówką, z której mam nadzieję ucieszy się kol.G., bo do biura naszego ją przytargam...i zachodzę w głowę, gdzie się podziała motolotnia...małe toto nie jest z tym śmigłem w dodatku zajmowało pół hali a właściciel w kamienicy mieszka...
I smutno mi...tak smutno, się człowiek przyzwyczaił do miejsca jak ten kot...
Jestem dzisiaj tak śnięta jakbym pływała w fenolu i muszę się nieco przespać, bo jutro przeprowadzki ciąg dalszy...
I szkoła - dzień otwarty, Ciotce Pilotce zakupy zrobić,pranie, jakieś żarło na kilka dni uwarzyć, niedziela - łyżwy...znów padnę na pysk...i moja rodzona matka śmie twierdzić, że "przecież ja nic w domu nie robię"...
Nieeuu, nic...zupełnie nic...

komentarze (4) | dodaj komentarz

Słońce wschodzi...czyżby?

czwartek, 25 lutego 2010 20:24
Kaaaażdeeeemuuu wolno kooochać...tirurirufafarafa...tak sobie śpiewałam wracając dziś "sraboty"...kąpałam się w zachodzącym słońcu a moje buty w topniejącej, śnieżnej brei...to nic, że Poważny zapomniał odebrać Małą Piękną z przedszkola z powodu sprzętu grającego...to nic, że musiałam do niego w tej sprawie dzwonić, bo Berło do mnie dzwoniło, że on jest a nie jedzie do przedszkola...to nic, że Berło dzwoniło do mnie z kuchni tego samego domu, w którym Poważny na pięterku sobie był...to nic, że oboje miałam w tym samym czasie na telefonicznych słuchawkach i z odległości siedmiu kilometrów musiałam napominać Kolegę Małżonka, żeby pojechał po dziecko, chociaż Berło mogło tylko do niego krzyknąć...to nic, że Małej Pięknej koleżanki wybiły górną jedynkę, która od tygodnia wisiała na skórce i krew się lała...wszystko to nic...
Najważniejsze jest, że zapachniało wiosną i kwitną przebiśniegi...
I jutro jest piątek...
Sunrise!
(*-*)
...
P.S. g.23.18
Jeszcze tylko muszę powiedzieć, że mam wolny wieczór i wcale nie oczekuję żadnych propozycji z tego względu, że dałam se czadu Audioslavem na sprzęcichu Kolegi Małżonka, który to Kolega Małżonek był dla mnie niezwykle miły przez ostatnich kilka dni z powodu rzeczonego sprzęcicha...No jest w domu, no gra tak, że drzazgi i wióry z podłogi wyrywa Wojtusiowi Bułeczce z Murzasichla...A wszystko przez to, że wypaplałam, że w takim jednym samie z elektroniką i lodówkami, ustrojstwo sprzedają...na qrwa raty...zero procent...czyli przez 30 miesięcy nie kupię 60 butelek wódki...psst...ale mnie uprzedził nieznacznie, bo mój Bank w osobie kolegi D. poinformował mnie dziś, że jeszcze tylko marna stówa i "bujam w Obłoku Magellana";)...tirurirufafarafa!

komentarze (7) | dodaj komentarz

Kapryśnica...

wtorek, 23 lutego 2010 6:36
Poszaleję, pokapryszę może wydam kilka dyszek...
Taki mam na dzisiaj plan...
...
I tego się jak zwykle 3mam.
...
P.S. g.22.45
Podsumowanie dnia : qrdę...czego bym się nie trzymała, to się puszczę...


komentarze (4) | dodaj komentarz

Krok kolejny...na pysk...

poniedziałek, 22 lutego 2010 19:31
Te skoki nastrojów i brak równowagi mnie wykończą. Wszystko niby idzie, niby się kręci a tu : "JEBUT"...wszystko leży. Gdybym tylko ja mogła sie połozyć na plery i kompletnie mieć wszystko w pompie...Mimo wysiłków - nie umiem...Wciąz mnie cos nęka. Jak nine urok to przemarsz wojsk...
Nawet już mi pisać wstyd co się znów popierd*liło. No bo to już przestało być normalne , że qrwa : "takie jest życie". Za bardzo się obłozyłam odpowiedzialnością...za chwilę na Fidż wybuchnie gejzer i zacznę siebie podejrzewać, ze to przeze mnie...
NIE ZNIOSĘ TEGO DŁUŻEJ NIE NIE NIE NIE NIE NIE...
W razie mojego zejścia z tego łez padołu zawartość mojego biurka zapisuję kol.G....tam są ze cztery chusteczki higieniczne, puste pudełko po Tranxenie a w nim z 65 groszy, kilka wkładów do pióra, przekładki do segregatora...na jednej napisane "DUPA"...rozgięte spinacze biurowe ze 20 sztuk, bo tak z nerwów mam , że je rozginam i prostuję...jednorazowy widelec, nówka sztuka nieśmigana...i karteczki żółte zapisane bazgrołami...jakieś daty zupełnie bez sensu i kilka pinezek...
...
Po zawartości tego pieprzonego biurka widać, że jestem rozsypana w 3D.
...
Po prostu : kaszana...
...

komentarze (6) | dodaj komentarz

Krok 5...coś dla siebie...

niedziela, 21 lutego 2010 17:18
Akcja była...Berło dzwoni, gdy ja wczoraj w Głębokiej Piwnicy z pytaniem iście dyplomatycznym : "Czy ty możesz kupić łyżwy? Bo wiesz, rodzice K., by ją jutro na lodowisko zabrali...bek jest, jakgdyby"...No i kupiłam. I dziś po robocie (bo ta cholera mnie kocha) znalazłam się na lodzie...Prawie trzydzieści lat łyżew na nogach nie miałam...i tylko raz się wyłożyłam co uważam za megasukces...Koleżanka Małej Pięknej - doświadczona, bo już cztery razy była ale na razie tylko chodzi i pięknie leży...Mała Piękna...no dobra pochwalę się...po raz pierwszy...i kurdę ku mojemu zdziwieniu - jeździ! No może jeszcze nie tak żwawo jak matka (HAHAHA!)...bo ja na lodzie, to wiecznie jestem i mi szło...parę razy się wyglebiła ale jedzie i niczym się nie przejmuje...W kasku rowerowym na głowie:) Super jest - mam nowe hobby (jakbym kurdę miała jakieś stare, prócz gwiazd oczywiście)...W sobotę i niedzielę jestem już tego pewna - będę do upadłego (nomen omen) na tym lodzie z Małą Piękną do końca marca...Nie ma mocnych!
JABADABADUUUU!!!!

komentarze (3) | dodaj komentarz

Krok 4...więcej światła...

piątek, 19 lutego 2010 20:49
Dziś po raz pierwszy od stulecia wróciłam do domu za dnia. Normalnie doznałam szoku! Do tego stopnia nie mogłam się pozbierać, że kompletnie nie wiedziałam co ze sobą począć.W tym szoku nabyłam w moim społemowskim samie dwupak gazetowy damski w celofanie...gazetkę dla pań - duże obrazki, duża czcionka, niezobowiązujące do wysiłku intelektualnego krótkie teksty ale nie to najważniejsze było tylko ten dodatek! Katalog wakacyjny...duże obrazki, duża czcionka...gigantyczne ceny. Pomarzyć można o Sri Lance i Dubaju albo o rejsie po Nilu ol inkluziw i drinki z palemką...taaak, spędzić dwa tygodnie na Krecie...nie wiem jakby zniósł to kret...Mniejsza o to...ja zniosłabym to dzielnie:)...I tak przykryta kocem z mikrofazy w kolorach rodem z indyjskiego Święta Kolorów wypłynąwszy z basenu wokół pięciogwiazdkowego hotelu nad Morzem Czerwonym, przeniosłam wzrok na Małą Piękną, która podczas mojej mentalnej nieobecności domalowała sobie wąsy błękitnym, brokatowym mazakiem...piękne...
A za oknem...ch*jówka...
I tego się lepiej trzymajmy!
...
W każdym razie :
1)  Jeszcze mam marzenia...
2) Dziwnów w perspektywie za jedyne 8 dych za pokój na dobę (ol inkluziw do nabycia w pobliskiej Biedronce)...i to za 3 miesiące i dwa tygodnie...
3) Śniegi schodzą...
4) Poważny złapał wirusa rozluźniającego, nie nie, nic z tych rzeczy...uśmiechnął się po prostu 6 razy (boję się , że może mu to zaszkodzić)...
5) Jutro idę do roboty a jak wrócę sraboty - myknę se do sokoła...
6) Mam w pompie wszelkie szlaken-trafen terminy...bo i tak przepadły...
7) Zjadłam skibkę chleba ze smalcem...
8) Rodzina nauczyła się co nieco i bez kija nie podchodzi...w zasadzie wcale nie próbuje ze strachu...
9) Jestem mniej więcej na 10 kilometrze mojego Rowu Mariańskiego licząc od lustra wody w dół...
10) Mogę sobie rękę podać...

komentarze (7) | dodaj komentarz

Krok 3...ku wiośnie...

czwartek, 18 lutego 2010 23:42
Siedzę i słupki liczę...nie śpię by spać mógł ktoś (wolałabym np. na dyżurze gdzieś w powiatowym szpitalu w Dupojewie Starym czyhać na pacjenta, żeby mu np. gips założyć albo zęba wyrwać ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma)...i właśnie przerwę sobie robię, żeby uprzejmie światu donieść, że wiosna idzie, bo dziś po południu na spacerze na wolnym powietrzu (spacer też w przerwie i na papierosika) PRZYDYBAŁAM KOMARA W LOCIE!!! Co prawda jeden komar wiosny nie czyni ale tak się ucieszyłam, że go zapragnęłam złapać, żeby zanieść koleżance G. w celu okazania...niestety wbiłam go paluchem w śnieg i tyle go widziano. I, żeby nie być gołosłownym, że niby ta wiosna to tak przypadkiem się lotnym komarem objawiła, to jednak coś w powietrzu musi być, bo nawiedzone byłyśmy (no wcale nie nowina, nie?) z koleżanką G., przez Achillesową a ona...brzemienna...a na wiosnę naród się mnoży:)...no i ta Achillesowa...acha! Oczywiście u nas śledzie w pracy na porządku dziennym więc ją od razu chciałyśmy nimi karmić, bo to wiadomo w ciąży kobita prócz mydła i gałganków lubi śledzia zjeść. Ale śledzi akurat nie miałyśmy...Za to namawiałyśmy, żeby jednak ślub wzięła przed chrzcinami ze względu na prasę...no bo, to różnie przy odbiorze ze szpitala bywa...niechby się taki dajmy na to ochroniarz napił wódki na służbie i zatoczył na nią z dziecięciem a jej narzeczony by go odepchnął, żeby uszczerbku nie doznała, z siłą jakąś i zęba wybił o krawężnik onemu ochroniarzowi, to by potem w prasie napisano :
"Napad na ochroniarza!"
W poniedziałek po południu doszło do szarpaniny na porodówce szpitala klinicznego. Adolf Z. ciężko poturbował ochroniarza, broniąc swojej  konkubiny Pelagii A. ze świeżo narodzonym potomkiem na ręku. Cała czwórka wylądowała w policyjnym areszcie i pozostaje do dyspozycji prokuratury. Smaczku  sprawie dodaje fakt, że ochroniarz się tylko pod niego podszywał a dziecko jest większe niż na to wygląda"
...no mniej więcej tak...
...
Tak więc kochani, sami widzicie, że mi robota szkodzi.

komentarze (5) | dodaj komentarz

Krok 2..., cholera jasna, do tyłu:(

środa, 17 lutego 2010 19:39
I nic nie umniejsza faktu, że do d*py nadal jest...
Siedzę na dnie mojego osobistego Mariańskiego Rowu...Hrabia twierdzi, że ten dźwiek, który słychać spod tego dna, to jego własnoręczne stukanie...nooo, no może faktycznie jego położenie jest nie najlepsze...ale za to jaką musi mieć WOLĘ, żeby zastukać! Mnie się kurdebaton nawet w górę spojrzeć nie chce, bo i tak światełka nie widać...najwyżej jakieś dziwne, zimne istoty, ani to dotknie ani się uśmiechnie...fosforyzuje, ot co. Spojrzę w kalendarz...wszystkie terminy szlaken-trafen...do dziesiątego...trzy Księzyce wołami...portfel smierdzi paragonami...miedziak...ani brzęknie...wczoraj był Podkoziołek...odkryłam to dzisiaj przy Popielcowej Środzie...fatalnie... do wiosny...lepiej nie mówić...chyba jakieś "pińć" miesięcy jeszcze...nawet nie mogę się upić, bo mam wstręt, po tym jak mnie otruto...
...
Udaję nieżywą, jak sokół radziła...i nic:(
...
Eh,...

komentarze (5) | dodaj komentarz

Krok 1...

poniedziałek, 15 lutego 2010 19:07
Załatwiłam sobie wakacje:):):)...zabiję każdego, kto mi w tym wyjeździe przeszkodzi.
Nawet pogoda mnie nie zrazi, może srać szczerym g*wnem z chmur...wyjeżdżam.
Zieloną Trasą do Dziwnowa...
Mam to gdzieś, że Poważny bez psa nie pojedzie...
Mam gdzieś tego psa...
Kejter też ma swoje prawa ale jeśli ma większe niż dziecko, to jest nie za dobrze...
80 kilogramowe cielsko wypełni cały bagażnik a mnie pozostanie spakować się w torebkę po cukrze...
BASTA!
BĘDĘ MIAŁA WAKACJE I NIEZAWAHAM SIĘ ICH UŻYĆ DO SWOICH CELÓW...
Zamiast psa - w bagażniku pojedzie  teleskop:):):):) I sru...
...
Chyba zdechnę do tego czerwca...

komentarze (3) | dodaj komentarz

Stało się...

niedziela, 14 lutego 2010 12:14
2 lata na krawędzi wytrzymałości psycho-fizycznej...
Wczoraj z Głebokiej Piwnicy klienta wyszłam po dwóch godzinach patrzenia w monitor...bez sensu...nic nie zrobiłam, nie miałam sił...
Wróciłam...
Padłam na łóżko z bólem żołądka i gorączką...
Co chwilę ktoś właził do pokoju z pytaniem "kiedy wstaniesz?"...jaka była moja odpowiedź? NIGDY!!!!! I w duchu :"wypierdalaj"...
Zwlokłam się w końcu na kilka godzin, coś wypiłam, coś napisałam, coś sprzątnęłam, coś mi zaświtało...
Dziś o 11.oo - powiedziałam : BASTA!
Nie obchodzi mnie nic, g*wno sobie z nich wszystkich robię, nie pomogli mi w niczym, chociażby w zarabianiu pieniędzy na ten cały dom poprzez budowanie przyjaznej atmosfery - tylko tyle mi było potrzeba, albo prezentu w soboty i niedziele, w postaci tego, żebym mogła pospać do 9.oo, oni spali, ja wstawałam najpierw do Małej Pięknej całe noce, gdy była mała, potem do pracy, parę lat później z pracy do pracy, oni kuźwa spali, po pracy, jak wróciłam zaraz każdy do wyra, drzemki jebane w sobotę , w niedzielę...mieli mnie w d*pie. Ja mam ich też. Nie dali mi tego drobiazgu, chociaż namiastki komfortu psychicznego...Poważny kompletnie się nie sprawdził i nie postarał, pływając we własnym egoziźmie, bo teściowa, coś tam coś tam...Teraz nie dam im niczego od siebie. Bo już nie mam. Stopniało mi wszystko, cierpliwość, zdrowie, siły. W końcu to nie jest qrwa, jakiś Jemen Południowy, żebym musiała dawać się tak doić.
Przypuszczam, że na wiele dni opuściła mnie wena, humor, chęć czegokolwiek...a terminy mi siedzą na łbie...A ja nie mam siły.

komentarze (8) | dodaj komentarz

Rodeo Drive i priti łomen ...

sobota, 13 lutego 2010 20:12

Rodeo Drive...

Sokół...zanim dotarła musiała popchnąć, że się wyrażę, taksówkarza w taksówce...Zarył się...

Hrabia jak zwykle błądził...tyle, że tym razem szedł bez wiadra ogórków kwaszonych...

Wniosek = powinniśmy spotykać się częściej.

Koleżanka G. i jej Ossobisty Narzeczony kolega D., wyszli najwcześniej nasączeni piwem.Dziś kontynuują nasączanie...młodzi są, nie ma to tamto, zważywszy na wiek kolegi D...cała dekada do wykorzystania.

My - szpetni czterdziestoletni (no prawie czterdziestoletni a „prawie" czyni wielką różnicę)...najbardziej szpetna, bo już faktycznie czterdziestoletnia (zapewniam, że wiek u niej nie ma kompletnie żadnego znaczenia-gładka jest jako ta łania)  nie mogła nam towarzyszyć, zmogła ją jakaś żołądkowa, tym razem grypa...My szpetni mamy już wiele za sobą... małżeństw, porodów, połamanych paznokci, wypitej wódki, czarnych nocy w pojedynkę lub świetlistych w towarzystwie i nie wiem czego qrwa jeszcze...

Powiem tak: spłakać się można i zakwasów mięśni twarzoczaszki dostać...Hrabia miałby humor chyba nawet wówczas, gdyby leciał samolotem z urwanymi sterami!  Sokół też. Dzięki. Bez Was pozostałoby mi się jedynie powiesić...chociaż „co ma wisieć nie utonie"...we wszystkim można dostrzec jasną stronę...

I tak na gaworzeniu i jaraniu fajek upłynął nam wieczór...na wspomnieniach o dzieciach, gdy były małe...sokół wstawała w nocy do syna, bo wołał..."Mamaaaa! Palec mam tłusty!"...teraz facet zdobywa literackie laury! Dziatwa Hrabiego urodziła się dwa dni później niż moja Mała Piękna...ten sam rok...ten sam miesiąc...Mała Piękna w sobotę a tych dwóch...w poniedziałek. Zbieg. Okoliczności. Hrabia wstaje do dzieci, bo : „tata, idę siku, ty tymczasem popraw mi łóżko!"...Ja nie wstaję...samo przychodzi...

Czy nie uważasz Hrabio, że należałoby te nasze dzieci w końcu ze sobą poznać??? Nie? O Ty!

Było fajnie, odreagowałam...wracam...Al Jarreau umila mi jazdę...wysiadam...pies merda ogonem...i widzę w oknie BERŁO...czar pięknego wieczoru prysł, wątroba mi zesztywniała natychmiast...ogarnęła panika...I zanim otworzyłam drzwi już słyszałam wylewane z głębi maminego serca pretensje...

NIEDORZECZNE - matka czeka w nocy z pretensjami na starą jak węgiel drzewny, dzieciatą córkę...byłabym szczęsliwa, żeby zamiast niej w oknie z wałkiem stał Poważny...Tyle, że Poważny - to ludzki człowiek, że tak powiem...chociaż zbyt poważny...Trudno

Najważniesze jest jednak, to że Hrabia odkrył u kobiety punkt "G"...na końcu słowa SHOPPING!!!



komentarze (3) | dodaj komentarz

Godzina 05.19...

czwartek, 11 lutego 2010 5:28

Napaliłam w piecu...(jakie to XIX-wieczne!)
Policzyłam słupki...(jakie to nudne ale konieczne)
Wysłałm komu trzeba, co trzeba...(no musiałam, no...)
Wypiłam kawę...(w sumie niepotrzebnie...)
Przykryłam dziecko...(bo każda matka tak robi)
I w poczuciu beznadziei położę się jeszcze na pół godzinki...(no bo co mi po tej półgodzince...)
...
Dzień świstaka...budzik, praca, alarm,wyjście,wejście,praca,wyjście,wejście,relaks(!!!!hahahahahaha!!!!),praca,sen,budzik,praca,alarm,wyjście,wejście,praca...i tak w kółko, kółko, kółko, kółko,kółko...jak puknięta w czółko...
...
Pełni entuzjazmu przeczołgujemy się do piątku, próbujemy przetrwać weekend, by z "radością" dobrać się poniedziałkowi do d*py...



komentarze (5) | dodaj komentarz

Za dużo śpię...

wtorek, 09 lutego 2010 6:13
Poważny siedzi w wannie, w gnojoskokach i urabia jakąś masę w wiadrze...pytam "co to jest?" a on do mnie z papierosem w ustach, przez zęby: "babka do cholery"...Budzę się... Wszystko w normie, sypialnia rozbabrana...Wziął 3 dni urlopu jak prawdziwy Polak, żeby remont podgonić...Nie mam pojęcia dlaczego przyśnił mi się z papierosem w zębach...przecież nie pali...Może to alegoria mojego głodu niktotynowego...wykorzystuję wstręt i nie palę...
A wczoraj przeczytałam, że Hrabia żyw i chociaż na serce chory i nieco na wzrok, to jednak coś szryftnął, bo już się bałam, że jako ten flesz...znów błysnął i znikł;)
No to kochani, komu w drogę...papa

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pomysł na poniedziałek...

poniedziałek, 08 lutego 2010 5:36
Gdyby go sprzedawali w torebkach, to musiałyby zawierać proch strzelniczy, napalm i nitroglicerynę...
I to by było na tyle.

komentarze (7) | dodaj komentarz

The day after...

niedziela, 07 lutego 2010 13:34
Było tak :
1) Podróż do miejsca uciech...g.17.45
2) Toasty ( 3 x, no może 4x)...g.19.oo
3) Papierosik - JEDEN - na śniegu...19.30...łyk śliwowicy 70%...łyk!
4) Ja w sypialni, samiuteńka...reszta towarzystwa w pokoju obok bawi się dalej...20.oo-1.oo., co jakiś czas sprawdzają czy oddycham...
5) Wstałam, Wigilijny do mnie :"chodź się przytulimy, to się nie obalimy..."
6) Podróż do domu...2.oo
7) Śpię...
....
Mam kaca...moralnego...Ryba pociesza...widzę śnieg na balkonie i marzę, żeby się w nim wytarzać...
....
I nie wezmę tego świństwa do ust, nawet gdyby ktoś mi za to milion dolarów proponował...
...
Ale jest i plus...nie mam kaca po fajkach:)
...
Amen

komentarze (5) | dodaj komentarz

Sobota!!!

sobota, 06 lutego 2010 9:07

Koleżance G. - życzę owocnej współpracy z WOWEM (wykorzystaj i kuj)...
Koleżance Zrodzonej - życzę miłej zabawy z Gorzką w tle...(i niech Marysia te pośladki ma takie zawsze) 
Koleżance Sokół - życzę żeby jej nikt nie budził przed 14.oo...
Hrabiemu - życzę szybkiego powrotu do formy...
Rybie - życzę (złożę jej osobiście)...
Poważnemu - humoru (HAHAHA)
A sama sobie...samych przyjemności w Głębokiej Piwnicy a potem tylko tirurirufafarafa...cokolwiek to znaczy...
...
Czy wiesz, że...mając statystycznie rzecz biorąc prawie połowę za sobą, można cieszyć się jak przedszkolak na wyjście z domu na wódeczkę...niedorzeczne acz prawdziwe! Z tej perspektywy mogę powiedzieć , że ta druga "połówka" przede mną bardzo mnie cieszy...



komentarze (10) | dodaj komentarz

Fixum-dyrdum...

środa, 03 lutego 2010 21:55
1) Poniedziałek = szkoda gadać
2) Wtorek = kijowy
3) Środa = zawał
4) O przyszłości nie myślę, bo nie mam czym...
5) A nie mówiłam, że studzienki nie będą odbierały...! Mówiłam?
6) Zakopałam się w śniegu...ni ch**a nie dało rady wyjechać...pomogli Ludzcy Ludzie...przed wypchnięciem wywalili orła...nic to...
7) O 19.oo w domu (dziś)...miałam wizję zanim wkroczyłam :
- pies mnie wita...mówi "jak się masz?"...siada na werandzie na plastikowym krzesełku i czyta gazetę...
8) Wkraczam do wnętrza...3.lutego jakby nie było 3 lutego...półnaga choinka czeka na mnie, bo reszta rodziny nie wie, gdzie są pudełka...
9) Mam to w pompie...niech to stoi aż samo wyjdzie...
10) Wytrąbiłam pół butli ajerkoniaku i jakieś świństwo nadziewane alkoholem w procentach pięciu...choroba morska...
11) Skutki działań opisanych punkcie dziesiątym widać powyżej...poniżej też
12) Wk*rwił mnie pączek...no poważnie! Poszłam pączka przeprosić...pogięło mnie...
13) Biedna kol.G., musi mnie znosić...powinna dostać "szkodliwe" z pensją za luty...
14) Poważnemu przechodzi paraliż mięśni twarzy...no mówię poważnie...dwa tygodnie go trzymało...
15) Berło trzy razy powiedziało mi dzisiaj "dobranoc"...albo słyszę potrójnie...też możliwe...
16) Nadaję się kompletnie do niczego...
17) Jutro czwartek...niby nic a też nie cieszy...
18) W piątek wieczorem zdechnę, padnę, pokażę wszystkim "wała" i pojdę spać do samochodu, żeby mnie nikt nie szarpał...
19) W sobotę się obudzę (o ile nie zamarznę)...pojadę postawić kilka dekretów, bo się umówiłam...
20) Idę do Ryby...Ryba wybacz ale muszę to opić...możesz mnie wystawić pod orzech jak już stanę się nieznośna...i tak Cię kocham...
21) Oczko...
*-O

komentarze (12) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 20 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  92 619  

Czas jak rzeka...

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

LATO 2013

Polecam...

Niebo...

Patrz, słuchaj, baw się...albo i nie:)

Podziel się

To co w życiu ważne

Co ja robię tu...co ja tutaj robię?

To tylko mój wentyl bezpieczeństwa

Ja???

Eh,...:)

Szukajcie a znajdziecie...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Spis ludności w liczbach...

Odwiedziny: 92619
Wpisy
  • liczba: 725
  • komentarze: 2518
Galerie
  • liczba zdjęć: 23
  • komentarze: 16
Bloog istnieje od: 3284 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: