Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 633 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Pazerność moja nie zna granic...

sobota, 28 lutego 2009 7:16

03.03.2009 (wtorek)
A bo to ja jakaś lepsza jestem? Niby mi się więcej od zycia i matki ziemi należy? Niby miałabym mieć lepiej niż zapracowany tłum na tej zbroczonej krwią mojej ojczystej glebie? Pazerna jestem. Chytra i łakoma. Tak! Na czekoladę zwłaszcza, na święty spokój, na parę stów, uśmiechów itp. Bo :
-tydzień zaczął się od próby przejścia przez szkalne drzwi bez ich otwierania
-tydzień kontynuuje się nieodpalonym o poranku zdechlakiem oraz odwaleniem mnie w stacji krwiodawstwa z powodu nadmiaru białych ciałek krwi (a tych choler właśnie w nadmiarze wcale nie zamierzam mieć, mogłoby coś innego w nadmiarze być!)
Aż się boję jutro obudzić, normalny atawistyczny lęk mam przed porankiem niczym nietoperz.
FUUUUJ, PASZOŁ WON, SPIEPRZAJ PECHU, BO PSEM POSZCZUJĘ!!!
Gdybym była mniej pazerna na normalność, taka o, eremitka, której wystarczy jeno prycza, suchy kąt i totalna samotność, no to by mi było w życiu lżej. A tak? Mam "wąty" a może "wonty", mniejsza, mam wąty, że mi się sypie tu i tam i jeszcze tu się łamie coś, nie wychodzi albo wychodzi inaczej.
Było za mąż wychodzić, rodzinę zakładać? No to trzeba za bary się z tym zafajdanym żywotem brać, w dupę pecha kopać, zdechlaka sprzedać, męża kijem obić, dziecko przytulić, forsę zarobić, rachunki zapłacić i szklane drzwi przed przejściem przez nie sobie otworzyć.
I...
Typowe dla mnie w sytuacjach katastrofalnych :
- pierwsze pięć minut od katastrofy - ryczę (na ogół w duchu, no i ludziom niektórym w mankiet)
-drugie pięć minut od katastrofy - wk.rwiam się
-trzecie pięć minut od katastrofy - działam
Tyle, że do diaska ostatnio coś za długo trwają pierwsze i drugie pięć minut i jakoś nie mogę przejść do trzecich pięciu minut.
Blokada jakaś?
]:-|

No i czuję się jak zamówiona i nie odebrana...



komentarze (2) | dodaj komentarz

...ja już nie wiem...

czwartek, 26 lutego 2009 17:42
Czy się cieszyć, czy może na wszelki wypadek narzekać, żeby nie zapeszać? Tyle, że w zasadzie ja mogę dziś i jedno, i drugie. Bo Mała Piękna po prawie rocznym wyczekiwaniu na miejsce w przedszkolu dostała się i 2.3., ma pójść...i dzisiaj dostała gorączki :(:(:(..., no więc - spieprzaj pechu! Zdechlak działa a Poważny już za kierownicę nie siada, bo sam stwierdził, że jakoś się boi, że znów coś nabroi...No dobra, dobra decyzja moim zdaniem...Ba! Odebrał z warsztatu dziadka-diesla...i od godziny diesel działa:) Tfu, tfu, odpukać. 
Bo to jest takie pomieszanie z poplątaniem, pewno normalka. Nie mniej jednak, siła złego na jednego. Druga rzecz, że w moim żywocie czas od października do marca jest wszawy. Choróbska, depresje, kryzysy finansowe i małżeńskie,awarie...no d.pa, zyczajnie. I ten Poważny...Żeby ten człowiek, który jaki jest taki jest ale jest w sumie dobry (he,he), był nieco bardziej pogodny.Eh, zeby tak mógł być pogodny...Nic tak mnie nie dołuje jak poważni do bólu ludzie. Przy takim ma się wrażenie, że wiecznie robisz z siebie pajaca, śmiejesz jak głupi do sera, cieszysz się bez sensu jak młode prosiątko w deszcz, bo robisz to spontanicznie, naturalnie, bo tak już masz a tylko dlatego, że  napotykasz na skamieniały wyraz twarzy takiego poważnego osobnika i...eh, szkoda gadać, to co jest naturalną cechą twojego charakteru staje się...głupkowaniem właśnie. Na głupka się stroi człek przy takim poważnym, niestety, mimo, że w zasadzie jest się z natury pogodnym optymistą a nie głupkowatym wesołkiem. Dołujące? Nie? Wypożyczę Poważnego w stanie permanentnego spoważnienia na kilka tygodni...rura Wam zmięknie-gwarantuję.
Ostatnio często się zastanawiam (no bo półmetek już za mną, licząc średnią demograficzną) czy ja nie powinnam jednak zabrać torebki i Małej Pięknej i nie zacząć wszystkiego od nowa, kompletnie od zera? Nawet wiem dokąd pójść...
A może wystarczy, że wyśmieję się z kimś do rozpuku, do bólu mięśni twarzoczaszki i zakwasów mięśni brzucha, tak do łez, z byle czego? Tak przy kilku piwkach?
Dobra, już nie truję, to przez ten wiatr i deszcz za oknami, tak mnie naszło.
Najmocniej wszystkich przepraszam. Za wszystko co tu napisałam jeśli kogoś uraziłam, przepraszam...
Koniec Pieśni.
Amen. 
P.S.
Noga mi się objawiła jak szła przez szklane drzwi w wysokim kozaku. Trudno jednak powiedzieć czy to TA noga czy jednak może inna. A kierownik ma obie, sprawne, znaczy rusza nimi tylko jakby na jedną leciutko utykał...szczególnie po zielonej herbacie. I bagażnik mu się nie domyka od wtedy.Też dziwne.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kto "ociotował" mi zdechlaka?

wtorek, 24 lutego 2009 23:20
Zdechlak wrócił z warsztatu naprawiony. Jabadabaduuuu! Pytam Poważnego :
- naprawiony?
Poważny - tak ale zepsuty!
Ja - ????
Poważny - przejechałem się i urwał się katalizator..
Ja - no to ***** ***, ktoś ociotował auto... (w duchu - PSUJ JEDEN!)
Poważny - eee, tam...
...
Zdechlak przejechał bez kapitalnego remontu plus minus 190 tys.km.
Zdechlak po kapitalnym remoncie przejechał 300 km i znów był do kapitalnego a to zawsze po przejażdżce Poważnego.
Zdechlak został naprawiony, przejechał z Poważnym za kierownicą 300 metrów i...urwał mu się katalizator!!!
Sam się nie urwał!
Poważny rękoma też nie urwał!
Podejrzewam, że Poważny nie potrafi delikatnie obchodzić się z zabytkami.
LUB
Ktoś faktycznie "ociotował" ciotce zdechlaka.
Nie wiem jak "odciotować".
Najlepsze wyjście chyba sprzedać...
LUB
Nie dawać Poważnemu pojeździć pod żadnym pozorem, pod żadnym!!!
Chyba się wykąpię w czarcim żebrze i Poważnemu chociaż głowę spłuczę tym wywarem, bo sama już nie mam metody na te cholerne wpadki-przypadki, pechy..eh, niech to!
WYYYYYYYYYYYYYYYĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆC MI SIĘ CHCEEEEEEEEEEEE!
Validol - dawaj kropelki...pliz.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Na pysk lecę...

poniedziałek, 23 lutego 2009 20:51
Ile może wytrzymać organizm bez odpowiedniej ilości snu? Hm? Kiedy stanie się tak, że już się nie podniosę?Hm? Czy w ogóle da się przetrwać jeszcze kilka tygodni w takim młynie?Co? Generalnie - lecę na pysk, już nie na twarz tylko na pysk. Pysk mam zamiast twarzy, ze zmęczenia oczywiście. Jak sobie pomyślę o tych kupach papierów do przerobienia normalnie wywraca mi się watroba...

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wiesz jak jest...

środa, 18 lutego 2009 21:54
D.pnie jest! Cha,cha,cha, hi,hi,hi!!!
Ale :
primo - mam to w tyle
secundo - tak wiecznie być nie może
tertio - przegonię złą passę robiąc jej "wrrrr"

Jest do nabycia "nowe kupe folkswagena"...mogliby posłuchać jak to brzmi zanim puszczą w eter taką reklamę...

Ale :
primo - kogo to obchodzi
secundo - i tak zaczną tę "kupe" rozdawać za półdarmo w połowie roku
tertio - o! Dzisiaj jest dzień kota i należy się szacunek kotu, bo prawda jest taka, że nawet ci, którzy się zaklinają, że kota nie mieli, nie mają i nie będą mieli zwyczajnie się mylą.
Miau...

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kontra...

wtorek, 17 lutego 2009 22:04
Miałam upadek. Teraz mam wzlot. Ale z góry przyglądam się upadkowi i w dół mnie ciągnie.
Czy kiedyś będzie tak, że jak się będzie "darzyć", to troszkę dłużej niż kilka godzin? Tak z pół roku, żeby odbić się, odrobić straty, uspokoić skołatane nerwy? Hm? Czy ktoś podejmie się futurologicznego eksperymentu na mnie?
Mała Piękna ma wysypkę a la kalafior na 90% powierzchni ciała i faszerowana jest sterydem, ja mam jęczmień na dolnej (a jakże, wszak jestem normalna inaczej) powiece, Poważny znów się wkuł (norma) i wkuty poszedł pływać kraulem w wannie, Berło cieszy się, bo w pudle rezonansowym gitary znalazło pierścionek swój zagubiony (przez Małą Piękną) dwa tygodnie temu ale szuka dalej, bo zginęła też obrączka...
W niedzielę Poważny wziął MOJE AUTO I POJECHAŁ, I W PONIEDZIAŁEK JA JUŻ NIE MOGŁAM NORMALNIE JECHAĆ TYLKO PYRKOCZĄC 30 KM/H...Zepsuł, cholera, zepsuł.Psuj jeden. Skodę załatwił (moja kochana skoda 105S), diesla zepsuł, zdechlaka też zepsuł.
Wzloty kontra Upadki - 1:3...

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ue jej, zaraz tam zniknęłam!

poniedziałek, 16 lutego 2009 23:48
Wcale nie zniknęłam. Wręcz przeciwnie-chętnie bym zniknęła ale nie-da-rady...Wot, żyzń.Przejściowo chowam się pod stertą papierów po prostu. Nie mogę się wygrzebać, przywaliło mnie.Smutne.Wpadłam w rytm i w związku z powyższym w zasadzie nie oglądam światła dziennego "na żywo", wprost z pleneru dłużej niż 20 minut dziennie codziennie.Nie liczy się to, że światło dzienne pada na mnie przez szybę w pracy...Jakieś takie lekko rozszczepione jest.I kończę bo własnie dziecię wstało - 23.50 - skandal!!!! No i to by było na tyle.
Znikam...

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nawaliło...

niedziela, 15 lutego 2009 21:11
Śniegu nawaliło..

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nervosa...

czwartek, 12 lutego 2009 21:33
Wredny dzień i już. Tylko splunąć.


komentarze (0) | dodaj komentarz

Noga...

środa, 11 lutego 2009 21:15
Trzecia kawa, trzecia po południu. Telefon milczy, klawiatura klika a z bagażnika kierownika wystaje damska noga w czarnej szpilce rozmiar 43. Wygodnie usadowione w dwóch oknach naszego biura, z łokciami na poduszkach, przyglądamy się z koleżanką P. temu zjawisku.
Ciekawe czy kierownik zauważy wystającą z bagażnika damską nogę? Ba! Może nie zauważyć. Od strony bagażnika do samochodu nie będzie podchodził. Pociągamy trzeci łyk z trzeciej kawy. Trochę zdrętwiałyśmy więc dla odmiany siadamy przy biurkach i pracujemy.
Po jakiejś godzinie podchodzimy do okien, żeby poprawić makijaże, sprawdzając najpierw czy noga z bagażnika nadal wystaje. Wystaje. Wracamy do zajęć.
-G.?- pytam - Czy nie wydaje ci się, że ta stopa jak na damską jest dość, że tak powiem, olbrzymich rozmiarów? Mogłaby nawet należeć do jakiegoś mężczyzny, dla niepoznaki przebranego w damskie szpilki, co?
-Hm? Noga? A może to noga kierownika? Widziałaś go dzisiaj? Żywego, w sensie?
-No w sumie, ostatnio żywego, w sensie, że chodził i zrzędził, widziałam go wczoraj. Dzisiaj nie widziałam jeszcze.
-M?.No to może, może przyjechał rano, wracał z jakiejś bibki, karnawał mamy przecież, chciał przed pracą zdjąć te szpilki, sięgał do bagażnika po normalne buty, poślizgnął się na tym śniegu, huknął łbem w klapę, stracił przytomność, wpadł do srodka i po temacie. I teraz noga mu wystaje. O patrz, cała śniegiem przykryta. Jakby ktoś nie wiedział, że to noga wziąłby ją raczej za kij do hokeja.
-G., faktycznie, cała w śniegu. Szkoda tej szpilki, wygląda na porządny wyrób. Jeszcze by mógł ktoś po kierowniku ją ponosić.
-M., patrz, koty się kręcą. Koło tej nogi.
-G., no cholera, może już śmierdzi?
-Eee, w taki ziąb?
-A nie zastanawiałaś się G., czy reszta od tej nogi tam w tym bagażniku jest też. Może te koty, rozumiesz, może one jednak coś tam wyczuły, że wiesz, że niekompletny człowiek tam się, no wiesz, rozkłada.
-M., tak czy inaczej, powinni stąd zabrać tę nogę, bo facet z obiadami tędy chodzi. Tak nieapetycznie mi się zrobiło jakoś.
-G., zobacz która godzina. Idziemy. Rano sprawdzimy nogi kierownika.A teraz do domu.Pa
-Pa., do jutra.
...

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nooo...

poniedziałek, 09 lutego 2009 20:30
Ręce opadają...
I to by było na tyle.

komentarze (1) | dodaj komentarz

...oesu!

sobota, 07 lutego 2009 22:37

Smarkata jestem i rozgorączkowana. Znowusz. Poważny pojechał do apteki, bo twierdziłam, że przenoszę się na łono Abrahama z powodu bólu stawów. Prosiłam : "przywieź mi coś niedrogiego na ból i gorączkę, coś na kaszelek gruźliczy, na grypę ogólnie". I przywiózł - polopirynę...No co? Małe, tanie i skuteczne, przy okazji rozrzedza krew i zapobiega zawałom. A zapomniał,że mi krew krzepnie 13-16 minut. Ale wzięlam, bo poza tym, prócz kwaszonej kapusty nie było w domu niczego kwaśnego a mi się strasznie kwaśnego chce. Jadłam cytrynę, syrop jagodowy bez cukru piłam, spijałam wodę z ogórków kiszonych, wyjadałam kwasek cytrynowy, rozgryzłam sobie witaminę C-e i nadal kwaśnego mi się chce. W dodatku żółądek po tej polopirynie mnie boli.
Te łagodne zimy mnie wykończą.
Chociaż w zasadzie ja się chyba wczoraj sama dobiłam wracając z "babenparty" po nocy, rozchełstana...Nie, nie nie kąpałam się po drodze w fontannie , niemniej jednak walczyłam długo z furtką a potem z psem, przy kompletnym braku szalika i czapki po przebytej tydzień wcześniej grypie. NO i MAM ZA SWOJE!!!
Ale piwko było dobre:)
...



komentarze (1) | dodaj komentarz

...jak się cieszę...

środa, 04 lutego 2009 23:24
...z tych króciutkich wskrzeszeń, kiedy pełną kieszeń znowu mam,
znowu mogę myśleć trochę jakby ściślej i obmyślać sobie nowy plan!...Jak się oni nazywali? Mr'Zoob chyba.
Włączyli mi sygnał z satelity i sobie oglądam Marcinkiewicza, który w walizkowy wiek wkroczył, walichę spakował i do młodszej się wyprowadził. I co? I myślę sobie, że ja też w walizkowy wiek wkroczyłam...Poważny przewidując taką sytuację wyrzucił latem jedyną walizkę, którą mieliśmy. A z plcecakiem nie pójdę, nie wypada na obcasach. Z siatkami z PSS Społem, też głupio. W worek na śmieci nie da rady, za cienki. Koszyk wiklinowy? No nie! Na grzyby dobry ale nie na wielkie wyjście. W sumie, nawet nie mam się w co spakować.
I muszę zostać. 
Muszę truć.
Muszę ryć.
Muszę szyć.
Muszę sprzątać.
...gotować, prać, słupki liczyć...
Muszę czekać. 
Czekać na Godota.
Muszę. 

komentarze (3) | dodaj komentarz

Żeby mi się tak chciało pracować jak palić!!!

wtorek, 03 lutego 2009 21:53

Nie chce mi się i nie będzie mi się chciało chyba do następnej zimy.
Berło śpi, Mała Piękna śpi, Poważny śpi jednocześnie oglądając przez sen jakiś film o handlarzach bronią (mam nadzieję, że to nie jego zadanie domowe ani żaden instruktaż...). Przede mną leży do przerobienia kupa papierów...i muszę to przerobić...nieeeeeeeeeeeeee. No muszę, no już się biorę, no za 15 minut, tak o 22.oo...Muszę się nastawić psychicznie, wziąć i zrobić. I qrdę zrobię, żeby nie wiem co.
Czasami w przypływie jakiejś nostalgii pakuję walizę (oczywiście w duchu), zostawiam na lustrze napis czerwoną pomadką "wrócę jak się wyśpię" i znikam stąd, od tych papierów, od tych wiecznie śpiących ludzi, wsiadam w "zdechlaka" i jadę, jadę, jadę, nie wiem dokąd...ale jadę. Grunt, że jadę. O! Mam, na lotnisko jadę, potem lecę, długo lecę, ląduję i wysiadam na Kajmanach i mam wszystko w tyyyle!!!
Podnoszę powiekę a tu stół, komp i ta cholerna kupa papierów...
No beznadzieja.
...



komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 20 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  92 579  

Czas jak rzeka...

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
232425262728 

LATO 2013

Polecam...

Niebo...

Patrz, słuchaj, baw się...albo i nie:)

Podziel się

To co w życiu ważne

Co ja robię tu...co ja tutaj robię?

To tylko mój wentyl bezpieczeństwa

Ja???

Eh,...:)

Szukajcie a znajdziecie...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Spis ludności w liczbach...

Odwiedziny: 92579
Wpisy
  • liczba: 725
  • komentarze: 2518
Galerie
  • liczba zdjęć: 23
  • komentarze: 16
Bloog istnieje od: 3284 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: