Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 121 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Dwaj ludzie bez szafy...

poniedziałek, 29 listopada 2010 17:58

A w zasadzie Dwoje Ludzi Bez Szafy...Kazałam zlikwidować Szafę (przez WIELKIE ESZ), która przejechała szlak bojowy od Berlina po Duesseldorf i Poznań...Tu też po 30 latach dokonała żywota...Piękna Szafa...w której mieściła się cała moja panieńska wyprawa, wyprawa Ciotki Kotki, resztki wyprawy Berła, płótna , batysty i adamaszki Ś.p. Siostry Poważnego, moje ciuchy (Ciuchy! No zbyt wiele tego nie mam ale zawsze) , Małej Pięknej różności w tym dwa komplety cymbałów i cztery worki dość spore z zabawkami...i Poważnego konfekcja na wyjście i robocza i...ze trzy wzmacniacze...O kartonach, które stały na jej "dachu"...nie wspomnę...dość, że teraz walają się wszędzie...a nasze ex-Małżeńskie Łoże zajmowane od chwili urodzenia przez Małą Piękną, teraz dokładnie w kilku warstwach pokryły te batysty, płótna i odzież, do wysokości ok.160 cm licząć wraz z łóżkiem od podłogi...Teraz muszę uporać się z tym co z Szafy wyjęłam i umieścić :primo w Caritasie, secundo w innej szafie, tertio w śmietniku...Jak to zrobię, to po prostu się uchlam totalnie i w sztok...w sobotę po pracy oczywiście, bo będzie mnie ze dwa dni trzymało...

I jak tak patrzę na to co z tej Szafy wyjęłam i na marsowe oblicze Poważnego, któren szafę pociął piłą mechaniczną (teksańska masakra, bo szafa mahoniowa)...to powiem wprost, kochani :

ŁATWIEJ KIJEK OBCIENKOWAĆ NIŻ GO POTEM POGRUBASIĆ...

Dobra...łykam kielonek alkoholu 40% (biez wodki nie razbieriosz)...i się biorę...samo się nie zrobi...i tego się trzymam jak zwykle;)

Nu szkaf, nu pagadi;)



komentarze (5) | dodaj komentarz

Jest fajnie...

czwartek, 25 listopada 2010 20:47

Dziaba...duje...ślisko...I JEST FAJNIE :)...no jest fajnie...no skrobie się szyby...no jest fajnie...no jeżdżą niektórzy jakby byli z mózgu obrani...ale jest fajnie...i lubię listopad...dzisiaj to do mnie dotarło...spokojnie...nic mi nie dolega...po prostu jest fajnie...bardzo fajnie jest...jest mi fajnie...nooo zupełnie fajnie...a najfajniej...eh...co ja tam będę opowiadać...nie ma o czym... no bo o czym? O glapach siedzących w parku na gałęziach? Że walą? Że jak się zrywają do lotu, to i czapkę potrafią człowiekowi ubrudzić...a bo ja tego nie wiem , że każdy ptak tak ma? Wiem , wiem...organoleptycznie wiem...w końcu magistra w dziedzinie mam...no więc fajnie jest...mimo wszystko...i za miesiac moje najukochańsze święta są...fajnie jest...mam nowe okno na taras...fajne...też...kosztowało...ale nic to...fajnie jest...caritas w razie czego też jest...fajnie jest, że Poważny zgubił wszystkie papiery i karty...nie do pokera...plastikowe zgubił do banku takie...i znalazł...ktoś znalazł i oddał...ale bank wcześniej skasował za zastrzeżenie...ale co tam...fajnie jest...i szambo pełne...ale co tam...fajnie jest...wystarczy zadzwonić po szambiarza...numer wisi w kuchni wołami napisany... a do mnie przyszli , żeby mi to powiedzieć, że trzeba zadzwonić...oni mają chyba słuchawkofobię...ale fajnie jest...fajnie fajnie...fajnie...I drewna nie ma...no nie ma...w lesie jest...do mnie przyszli...nie wiedzą gdzie las...ja wiem, bo mam magistra w dziedzinie...ale fajnie jest...i satelitka nie działa...też do mnie przyszli...bo bateria się wyczerpała...i fajnie też...a co!

Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeesttttttttttttttttttttttttttttttttttttttt fajnieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!! I basta! No kurdę no...

Na głooowie kwietnyyy ma wiaaanek...w ręku zielooony badyyyylek...a przed nią bieży baraaanek a nad nią lata motyyylek...tirurirurirufafafrafaffaffa...



komentarze (3) | dodaj komentarz

Wczoraj...

piątek, 19 listopada 2010 6:11

Wczoraj ostatni raz "pracowałam" w Budynku w Którym Straszy...Dziś mam iść do wymuskanych pomieszczeń ze stali i szkła...Przeleciała dekada...Więcej niż dekada...Ciekawa jestem ile razy z przyzwyczajenia pójdę w tamtym kierunku z parkingu...Z okien będę widzieć moje stare śmieci...Ale jestem sentymentalna;)

Firma przeprowadzkowa z dwóch biur przewozi kilka tysięcy gratów , kartonów, sprzętów...zrobią to w 3 dni...A ja przenosiłam 2 mieszkania w miesiąc i po 5 latach niektóre rzeczy wciąż stoją w kartonach:)...

No i zginęło nam pudełko z kablami...własnoręcznie tulone do piersi (kosmatej widnej w niedomroczu?) przez kol.G., przewożone czarną limuzyną do nowych biur z dokumentacją VIP aby się nie zgubiło...wwożone czule windą przez kol. D...narzeczonego kol.G, który tulił to pudełko z wyjątkową tkliwością...kol.G.specjalnie zarwała wieczór,żeby dopilnować czy znalazło się na miejscu...i zginęło...UFO porwało...inaczej być nie może...albo ktoś "z ulicy" w tym zamieszaniu nam je tenteges licząc na cenny łup...a ja , cholera jasna od wczoraj analizuję to całe przewożenie cennych pudełek i mam jakieś wyrzuty sumienia,że je po drodze zgubiłam...ale gdzie? Wypadło na zakręcie???...Nie wiem...

Tak więc idę dziś urządzać się w Budynku ze Szkła i Betonu...i wiecie co jest najgorsze? To,że tam są windy...koszmarne windy...i muszę jechać tą windą na dziewiąte piętro...bo schody są tylko ewakuacyjne i na pewno portier by mnie z nich zawrócił...i ta cholerna winda w środku wygląda jak autoklaw...a ja...a ja...

...A JA MAM KLAUSTROFOBIĘ...!!!

 



komentarze (6) | dodaj komentarz

Brrr...

wtorek, 16 listopada 2010 5:54

Niedobrze mi...bolą mnie wszystkie kości...mam katar...i niewyspana jestem przez Poważnego...koncert jakiś nagrywał o czwartej rano...a o piątej ten cholerny budzik...i muszę iść do pracy...a najchętniej zostałabym i pracowała w domu...i muszę pakować manatki...do przeprowadzki...i wcale mnie to nie bawi...wrosłam w Budynek w Którym Straszy jak ten stary grzyb...buuuu...

buuuuu...jak mi źle...buuu...

No dobra...i tak świat ma to w dupie, więc nie mam innego wyjścia jak przestać stękać i się wziąć do roboty...i tego się trzymam...jak zwykle...



komentarze (4) | dodaj komentarz

Ma swój urok...nomen omen...

sobota, 13 listopada 2010 18:26

Сергей Есенин

Осень

     Р.В.Иванову

Тихо в чаще можжевеля по обрыву.
Осень, рыжая кобыла, чешет гривы.

Над речным покровом берегов
Слышен синий лязг ее подков.

Схимник-ветер шагом осторожным
Мнет листву по выступам дорожным

И целует на рябиновом кусту
Язвы красные незримому Христу.

1914


komentarze (6) | dodaj komentarz

Sezon...

piątek, 12 listopada 2010 21:30

Sezon się zaczął. Mała Piękna jest niezdarta. Mogłaby jeździć dzień i noc , nie robiąc sobie przerwy nawet na "siku"...A ja mam zdartą skórę z łydek...oberżnęły mi ją wczoraj cholewki łyżew. Mała Piękna zwykle wrażliwa na widoki krwi tym razem przyniosła mi dzisiaj  bandaż elastyczny, plaster i gazę, i z oczętami pełnymi nadziei rzekła : "mamooo...jak sobie zawiniesz, to już nie będzie cię obcierało". No i odmów dziecku...Zawinęłam, przykleiłam, klnąc pod nosem straszliwy ból na tej pozbawionej naskórka nodze , zawiązałam te cholerne łyżwy i na lód. Frajda  bezcenna...nawet zapomniałam, że boli. Wyżyłam się za to na jakiejś nastoletniej dziewusze, która usiłowała staranować dzieciaki...głównie mojego dzieciaka...Szczerze powiedziawszy po raz pierwszy od urodzenia Małej jak wściekła lwica o jej bezpieczeństwo zawalczyłam. I jestem w lekkim szoku...nie z tego powodu, że lalunia zeszła z lodowiska po moich ostrych dwóch zdaniach...w końcu mam to  gdzieś , że chciała się przypodobać swojej mocno pryszczatej sympatii grzejącej ławkę z aparatem fotograficznym jadąc z rodziawioną paszczą prosto w maluchy...w szoku jestem, że taki odruch atawistyczny mam..., bo myślałam, że nie mam...albo po prostu nie było do tej pory tzw. "sytuacji". I tak minął dzień...trochę w domu...trochę w pracy...trochę na rozwrywkach...po śledzie byłam...podłogę myłam...leniłam się...i szczerze powiedziawszy wcale bym się nie obraziła, gdybym mogła w taki sposób jak dziś spędzić każdy dzień do końca życia ...wszystkiego było po trochu...i jakoś spokojnie...nooo dooobra jak nie do końca życia, to chociaż do końca sezonu...co? Pon Bucek się zgodzi? Może się zgodzi...i tej nadziei się trzymam jak tonący brzytwy...jak zwykle;)

 

 



komentarze (7) | dodaj komentarz

Dobra...

środa, 10 listopada 2010 6:41

Już mi przeszło...już się nie wkurzam. Bo po co? Żeby mi żyłka pękła??? Nie warto...

W każdym razie z pewnego źródła wiem, że lodowisko jednak ruszy już jutro i w związku z powyższym Mała Piękna już prawie w łyżwach na nogach śpi...powiem Wam w tajemnicy, że ja też...I co prawda nie jeżdżę tak jak mistrz...raczej jak "miszcz" ale sprawia mi to niezwykłą frajdę...nawet jak czasem nieco na tym lodzie...

...wtopię...

P.S.

Kto wie, kurdę baton, jak zrobić , żeby wstawiać linki, tak jak wcześniej było?Żeby nie zajmować cholera jasna całego wpisu ekranem kinowym, wielkim jak "Bitwa Pod Grunwaldem" Matejki? O WP, cholera jasna...bo zmienię adresik!



komentarze (5) | dodaj komentarz

Uwiąd...i starczy!

niedziela, 07 listopada 2010 18:12

Wczoraj w wannie ryczałam jak wół...szlochałam...wstrząsało mną...omal się nie utopiłam...nie wiem dlaczego?!? Mimo, że ta sytuacja powinna mnie w zasadzie zbić nieco z tropu i kazać zastanawiać się nad koniecznością przeprowadzenia szczegółowych badań hormonalnych - ja się cieszę:) Bez sensu, co? Ano niezupełnie...Najpierw pozamiatałm pod dywan podejrzenia o zachwiania emocjonalne na tle hormonalnym tudzież psychicznym i trzymam się jedynie tego, że łzy są KOBIECE!!! Tak , tak...żebyście wiedzieli, że ostatnio brakuje mi we mnie kobiecości właśnie...I nie chodzi tu o jej atrybuty jak piersi, damskie łono czy buty na wysokim obcasie ale o to, że nie mam czasu na bycie kurą domową...taką właśnie najprawdziwszą, która wyprawia dziecko do szkoły, całuje męża na pożegnanie wciskając mu w dłoń tytkę ze śniadaniem zamyka za nimi drzwi...wzdycha "uff"...odpala swoje silniki i zamienia w Tytana Prac Domowych...potem jedzie po sprawunki, robi pranie, obiad i czeka z gorącą zupą albo kotletem mielonym na wygłodniałych, bywałych w świecie domowników...męża (kurdę, jednak nie lubię tego słowa...), który w te 10 godzin (bo nie wypada lenić sie tylko osiem godzin w pracy...a fe!) zdążył zarobić złote polskie, które zostaną wydane przez kurę na podstawowe potrzeby rodziny, skarpety dla męża na gwiazdkę, dziecięce ubranka z napisem "High School Musical" itp. ...A tu...staję przed lustrem i widzę swymi mało obiektywnymi, krótkowzrocznymi oczyma, metr sześćdziesiąt ciała nieco przypominającego kobietę...ale w środku dusza mi wyje...z tęsknoty za tą kobietą porzuconą przeze mnie 15 lat temu...Poszła sobie...I nie może już wrócić...Zastąpił ją jakiś facet...albo męsko-damska hybryda, której damska część cierpi na uwiąd starczy...

A wszystko to przez wczorajszy powrót z pracy do domu...wchodzę...słyszę wrzaski Małej Pięknej i jakiegoś chłopca...Bratanek Małej Pięknej...wchodzę dalej...przekraczam zwały zabawek...kątem oka widzę urwaną firanę zwisającą z karnisza...wycofuję się do kuchni i omal nie rzygam z obrzydzenia na stół zastawiony milionem kubków, talerzy, garnków...jakby nikt nie robił w niej porządku od czasów wyzwolenia spod okupacji faszystowskiej...chociaż jeszcze o szóstej rano stał tam jedynie mój kubek po kawie...dobry nastrój, który miałam po drodze do domu powoli ustępuje miejsca wzburzeniu (bardzo delikatnie rzecz nazywając)...wtaczam się po schodach na górę trochę zła...i...widzę Poważnego jak sobie muzyczki słucha z Ojcem Bratanka Małej Pięknej...  Kiss  ...Rzekłam tylko z uprzejmością kobry: "relaksik, co?"...A na dole pobojowisko...ojcowie na pierdołach a dzieci demolują dom...

...6 dni w pracy...po 8 godzin lenię się na etacie 5 razy w tygodniu...po 4 godziny dla rozrywki codziennie prowadzę sobie firmę własną, która trzyma komorników z dala od rodziny a nie po to by kupić sobie nowy sweterek za trzy stówy (brzydzi mnie to-odezwał się facet we mnie)...w soboty...od jakiegoś czasu dzięki Bogu i Hrabiemu nie wszystkie (bo bym już dawno ziemię gryzła)...wizytuję jednego z klientów, no tylko w celach towarzysko-rozrywkowych i wyłącznie...paznokietki tam sobie qrwa robię przecież...dla zabawy dzień w dzień wożę dziecko do szkoły ale to mam po drodze i się nie liczy...w wolnych chwilach, których mam zatrzęsienie prawdziwe i kompletnie nie wiem co mam z nimi robić...robię zaopatrzenie...o pardon...szopping urządzam sobie, takie wiecie, polowanie na tańsze jaja z Biedronki...pamiętam o lekarstwach dla rodziny, wizytach u lekarza , tankowaniu samochodu, oponach zimowych, przeglądzie, który się w lutym kończy, odbiorze okularów od optyka...o tym,żeby Poważny zapytał Kierownika czy Poważny ma grupowe ubezpieczenie w pracy...czy dzwonił do Ciotki rocznik 1918...  tak z nudów...strasznie bym się nudziła bez tego, mózg by mi uwiądł...

A tu...zastaję w domu "relaksik"...i czekające na mnie wśród pobojowiska kubków i widelców, kotlety do panierowania , bo przy dźwiękach fanfar, ktoś raczył w ciągu dnia z zamrażalnika je wyjąć...o dzięki Ci mój Współdomowniku (bo nie wiem czy to było Berło czy Poważny, bo nie zajmuje mnie juz z nimi rozmowa...wolę sobie dla rozrywki pokrzyczeć w duchu używając brzydkich słów)...liżę ci stopy Łaskawco Ty mój...z wdzięczności za wyjęcie kotleta...mam robótkę na wieczór, o której marzyłam dzień cały robiąc sobie te paznokietki na czerwono...

A teleskop stoi i się kurzy...

Tak więc - jak mawia moja Ryba...jestem w czarnej dupie...i po babsku się rozklejam a po męsku wqrwiam..., żebym czasem się po ludzku nie spakowała...

ufff...

 



komentarze (12) | dodaj komentarz

I się zdziwiłam...

piątek, 05 listopada 2010 6:53

Po pierwsze dlatego, że Kolejorz dał czadu Manchesterowi :)...Berło na dole wrzeszczało : "Kolejorz, Kolejooorz!!!Czemu nie ma w tym domu piwaaaa????" a Poważny na górze : " Dawaj! Kopaj! HAHAHAHAHA!!!! ,Jessssusmariaaaa!!!!TRZEEECIIII?? Nie ma piwaaaa????!!! W mordę, no!"...oboje tak głośno ryczeli, że Pies Który Nie Szczeka zaszczekał pod drzwiami ! Mnie nie ruszało...niestety... zamiast rozrywek jak zwykle robota. Ale niech będą błogosławieni moi klienci -  amen:)

I po drugie dlatego, że bebechy blooga wyglądają jakoś fejsbukowo i zawierają jakieś "tropy url"...i nie wiem czy mi się to podoba.

Ale wszystko to nic, bo dziś jest piątek...a jutro sobota i idę na łyżwy:):):)

I tego się trzymam - jak zwykle!



komentarze (6) | dodaj komentarz

Dziś wszystkiego jak zwykle początek...

poniedziałek, 01 listopada 2010 13:04

Drzewa

 Brzozo nazbyt wieśniacza aby rosnąć w mieście
dyskretny grabie w sam raz na szpalery
jarzębino dla drozdów dzwoniących i szpaków
akacjo z której nie złote tylko białe miody
olcho co jedna masz przy liściach szyszki
głogu co chronisz gajówkę krewniaczkę słowika
jesionie co pierwszy tracisz liście zbliżając nam jesień
Poproście Matkę Bożą, abyśmy po śmierci
w każdą wolną sobotę chodzili po lesie
bo niebo nie jest niebem jeśli wyjścia nie ma

                                                              Jan Twardowski



komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  93 669  

Czas jak rzeka...

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

LATO 2013

Polecam...

Niebo...

Patrz, słuchaj, baw się...albo i nie:)

Podziel się

To co w życiu ważne

Co ja robię tu...co ja tutaj robię?

To tylko mój wentyl bezpieczeństwa

Ja???

Eh,...:)

Szukajcie a znajdziecie...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Spis ludności w liczbach...

Odwiedziny: 93669
Wpisy
  • liczba: 725
  • komentarze: 2518
Galerie
  • liczba zdjęć: 23
  • komentarze: 16
Bloog istnieje od: 3379 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: