Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 121 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Nerwy...bez przerwy:(

poniedziałek, 30 listopada 2009 23:13

Taka huśtawka...rano fajnie, po południu jeszcze fajniej, wieczorem do dupy...jutro wtorek, który jako znienawidzony dołączył do śmierdzących poniedziałków...jak tak dalej pójdzie, to na cały tydzień się obrażę i w jaki sposób przyjdzie mi odliczać dni???
Proszę, niech chociaż ten grudzień zacznie się nienajgorzej...
Niech chociaż raz uda mi się wybrnąć, przebrnąć, doprowadzić do szczęśliwego końca bez nerwów sprawy, o które się wciąż potykam.
Może brzmi to jak modlitwa, może jak skowyt, nie ważne...Zaczarować przykre? Nie da się, co? Dlaczego????
Jak ja nienawidzę niepewności...Za miękki łeb! Za miękki!
Ja się po prostu nie nadaję...



komentarze (3) | dodaj komentarz

1.N.A.

niedziela, 29 listopada 2009 19:38
I co? A to,że Plebana nie byłam posłuchać:( Dzień spędziłam na jakimś NIE-WIEM-CZYM...Szajba. Byłam w sklepie, czego w niedzielę nie pochwalam i ujrzałam tłumy tłumnie tłumiące moją chęć kupowania...Palec Boży! Skończyło się na tym, że wzięłam do kosza mopa i miotłę , czyli bardzo kobiece zrobiłam zakupy...Acha! Mam jeszcze świecznik adwentowy, który ustawię w oknie kuchni ale najpierw muszę odkuć z szyb zaschnięty brudek...
A jutro na szkolenie zamiast do biura w Budynku w Którym Straszy. Zawsze to jakaś rozrywka...I tak zejdzie mi aż do świąt każdy tydzień po cztery dni w kieracie-etacie...
...
I zaczyna mną władać atmosfera świąteczna...bombki znalazłam nawet po kryjomu przed domownikami i łezki roniłam nad nimi przypominając sobie zamierzchłe czasy wczesnej mojej młodości.
Starzeję się...wyglądam jak te stare bombki...eh,:(

komentarze (6) | dodaj komentarz

Odnajduję Poważnego...i coś jeszcze...

sobota, 28 listopada 2009 18:54

Odnajduję Poważnego już od jakiegoś czasu takim jakiego poznałam 14 lat temu...co ja napisałam?? 14 lat temu?? Jak ten czas leci...Muszę go tu ciut pochwalić, w końcu byłabym niesprawiedliwa, gdybym tego nie zrobiła...Poważny jak za dawnych lat ostatnio kuchnię sprząta tak, że superhiper nowoczesne laboratoria po konkretniej dezynfekcji mogą się schować...Zeszłam mu z oczu, żeby nie rozpraszać i sobie tutaj skrobię...
Kawę z koleżanką sokół przełożyłyśmy na inny termin. Ze względu na R. , bo biedna cierpiała z powodu zęba cały ostatni tydzień i zapewne wygląda mniej więcej jak swój własny cień...niech się podkuruje i wtedy SOBOTA BĘDZIE NASZA...i niech drżą restauratorzy!
Poza tym...odebrałam dziś piorunującą wiadomość od kol.S*******...piorunującą...ale na razie nie mogę Wam powiedzieć więcej...mam nadzieję, że kolega S******(no tak muszę dla niepoznaki) znów przyjedzie nas zalać blaskiem swej chwały i wtedy - uchyli rąbka tajemnicy.
A ja tym czasem się wezmę za roboty domowe (już nie prace a roboty, bo to będzie orka na ugorze) i odwalę co się należy...niech jak za dawnych lat zapachnie pastą do podłogi, w końcu sobota jest, nie?
Czyli, spadam przedrzeć się przez zwały:(
Paaa



komentarze (5) | dodaj komentarz

Grudzień za pasem...

sobota, 28 listopada 2009 0:20
A ja tu zajete aż do dwudziestego wszystkie soboty mam. I to jest moje nieszczescie. No bo jakos mało czasu mi się robi, ciasno coś...Domowe pielesze przedstawiają obraz nędzy i rozpaczy:( Domowe porządki, które chodzą za mną już od dłuższego czasu wrzeszczą mi do ucha, że mam się wreszcie nimi zająć...Domowe stworzenia czyli Mała Piękna, Powazny, Berło, Papug Kubuś i Pies Który Nie Szczeka też chciałyby , żeby się nimi zająć...I po rozmowie krótkiej acz niezwykle sympatycznej z kolegą Validolem, który udał się o tym samym czasie co ja do "wodopoju" czyli po mleko dla dorosłych do przydrożnego sklepiku jestem pewna, że gospodyni domowa ze mnie żadna, bo niektóre Panie przez duże PY mają już na święta nawet pierniki upieczone!!!! Pierniki upieczone!!!! Normalnie mi wstyd. Co prawda kolega Validol jest zdania, że te pierniki, te "upieczone", zostaną zeżarte jak nie przez niego samego , nocą, to na pewno przez myszy i to już przed drugą niedzielą Adwentu nie będzie nawet okruszka.  No i nie skorzystał z mojej propozycji podwiezienia pod sam dom, twierdząc, że spacer dobrze mu zrobi, bo ostatnio prawie nie chodzi i przybrał! Te 20 metrów faktycznie spoko luzik mógł się przemęczyć piechotą. Twardziel jest. Pod wiatr szedł! I dżwigał torbę!  Noo, zawsze coś, te 50 kcal poszłooo...
Jutro do pracy, masz ci los,  ale też wyrywam się nic nikomu w domu nie mówiąc na kawusię:) Jakby mnie ścigano, to telefonów od domowników nie odbieram...w tej głębokiej piwnicy z widokiem na motolotnię komóra zasięgu nie ma! I NIE BĘDZIE MIAŁA AŻ DO WIECZORA.
I tego się trzymam:)

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ja, Dzikie Białko!

czwartek, 26 listopada 2009 18:49

Bo jestem zła. Mam prawo być zła.
 ZŁA!!!! WŚCIEKŁA!!!!WKURZONA!!!WNERWIONA!!!! MAM PRAWO!!!!
WRRRRRRRRRRRR...
I jeszcze ten Piasek dołujący "odbierasz mi powietrze..."w tym radio pieprzonym.
...
Już się nie denerwuję, oddycham spokojnie, już, już...SPADAM W DÓŁ tak głęboki, że Rów Mariański przy nim to pikuś...
Za mało słońca, za dużo białka, kompletnie jestem roztrzaskana...
Znów jedyne na co mam ochotę, to uciec, gdzie pieprz rośnie albo do Turcji, do Norwegii, może na Alaskę, na Wyspę Wielkanocną, do Tomaszowa... dokądkolwiek byle dalej od problemów...bo może jednak by się udało co nieco za sobą zostawić, jakiś most mimo wszystko spalić i zacząć żyć.
I tak wszystko sprowadzi się do tego, że rano założę znów swoją "maskę", wepnę się w kierat, będę mleć te żarna ciężkie jak Ziemia cała i padnę na twarz...po co ja się tak rzucam i miotam...?
...Tak brzydko połamały mi się skrzydełka...



komentarze (3) | dodaj komentarz

Dziś późnym popołudniem...

środa, 25 listopada 2009 19:17
Wypełzło ze mnie życie. Niestety.
Nie wiedzieć czemu, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki im bliżej domu tym większa nostalgia...nie wiem za czym...albo wiem...tylko...nie mogę Wam powiedzieć...
Tak więc moje smuteczki kładę spać...
Jutro w końcu będzie całkiem nowy dzień...??? Możliwe to???
....Możliwe, że nie.
O!

komentarze (3) | dodaj komentarz

Się poskarżę...

wtorek, 24 listopada 2009 19:13
A tak, bo zrobiłam interes życia z Poważnym...czyli "golono , strzyżono" lub jak kto woli "dojono" i udojono ze mnie 4 stówy! Na rozrząd dziadka diesla:) Dziadek diesel jest mi tak bliski, ze nawet jak usłyszałam, że przy okazji rozbierania rozrządu za jedną robotą należy wymienić pompę wody, to się ucieszyłam, że za jedną robotą i zanim zdażyłam zamknąć portfel musiałam dołożyć jeszcze dwie stówy. Summa summarum było tak :
Poważny : - pożycz cztery stówy, bo ja mam tylko stówę a jak dołożysz jeszcze dwie i pół stówy, to pompa przy jednej robocie będzie wymieniona i zaoszczędzimy w ten sposób jakieś trzy stówy...(na jednym oddechu)
Ja :- dobra, to ja ci dam te cztery stówy a ty jutro zapłacisz ten kredycik za mojego "francuza" (z cięzkim sercem ale jednak słowo się rzekło, kobyłka u płotu)
Dziadka diesla oddano w nasze dobre ręce i pojechaliśmy...
W domu :
Poważny wyjmuje pugilares i długo szukając podaje mi dwie stówy - prosz! na kredycik...
Ja (schodzę z hochpolnisza i walę ) : - tej...wuja...miały być cztery stówy?!?
Poważny - eee...a  i tak zaoszczędziłaś trzy stówy przez tę pompę za jednym zamachem...więc jesteś pięć stów do przodu...
....
Zaczynam podejrzewać, że Poważny jest w zmowie z tymi gośćmi od szamba...

............................Ale,szambo szambem, rozrząd rorządem, stówa stówą a Hrabia wybiera się na Sybir!
Piękna to podróż, piękna (może pozazdrościł jednemu takiemu, który zapewne jest mu dobrze znany a uczęszczał bodajże na mat-fiz swego czasu, Szymon miał na imię, no i on własnie to wiem od Kol.R., w teleekspresie o tym latem było, na Sybir pojechał minionego lata). Ja tam trzymam kciuki za Hrabiego i jego podróż, jeno się zastanawiam po co on ten język chce szlifować? Hrabia zdawał maturę pisemną z tego pięknego języka:)...Chyba, że się mylę, no może się mylę???? Hrabio, czy mnie jednak pamięć zwodzi? Więc jeśli jednak zdawał, to nie podobna, żeby przez te dwie dekady aż tak zapomniał!?!...Niedziej by się załamał, po prostu.
Tak więc na Sybir niech Hrabia siły zbiera, na kolej (kibitki już nie ma, została więc kolej)...liczę na szkice z podróży:)

komentarze (6) | dodaj komentarz

Psst, wkrótce mi przejdzie...

poniedziałek, 23 listopada 2009 19:28
Koleżanka G. po bitwie. Bitwa rozegrała się w sobotę, w Stolicy a w zasadzie nieopodal. Koleżanka G. zbierała siły do bitwy wiele miesięcy. Nabijała głowę tysiącami przepisów, bynajmniej nie kulinarnych, nabijała kabzę różnym mistrzom zawodu, PKP, włascicielowi portalu specjalistycznego, włascicielce pensjonatu, Ministerstwu Sprawiedliwości a na końcu Ministerstwu Finansów...Zmagała się z tematem trudnym, złudnym, pokiełbaszonym do granic ludzkiej wytrzymałości i rozwiązała TEST...Po czym wróciwszy do domowych pieleszy, po zażyciu na stres 2 butelek piwa zamierzała zmóc się z tematem znów, niejako z przyzwycajenia i rozpędu. Na szczęście rozprężenie cielesne, że je tak nazwę i duchowe dało się we znaki i dziś zapadła w letarg przerywany od czasu do czasu atakami paniki połączonej z hiperwentylacją bez dmuchania w papierową torbę, z powodu , jej zdaniem, błędnych odpowiedzi na zadane przez wynudzonych urzędników, pytania...Teraz czeka...A ja z nią...Aż do trzeciego grudnia, kiedy to Właściwa Komórka ogłosi wyniki. Możliwości są dwie - albo zdała albo nie . Moim zdaniem zdała, tylko wstydzi się przyznać. No bo to tak głupio za pierwszym podejściem, gdy niektórzy weterani nabijają kabzę wyżej wymienionym nawet AŻ TRZYNAŚCIE RAZY!!! W każdym razie poniedziałek był dla nas ciężki. Dla niej z powodu jak wyżej dla mnie  z powodu nieprzespanej nocy...nie narzekam, w końcu wyspałam się na zapas ale jednak półtorej godziny snu nie pozostało bez wpływu na mnie -jak widać ...Na koniec dnia nasze umysły odzyskiwać zaczęły stan właściwej dla siebie normy i pod wpływem obejrzanych w internecie modnych w tym sezonie jesienno- zimowych ozdób głowy, stanowiących hybrydę wybujałych, hipermegagigantycznych króliczych uszu z męską muszką, postanowiłyśmy, że o ile coś podobnego uda nam się nabyć w przystępnej cenie w pobliskim samie, wystąpimy w nich na naszym ulubionym branżowym szkoleniu, na które rok w rok w okolicach Świąt Bożego Narodzenia chodzimy...Potem wkroczymy w tym na łbach do Sekretariatu, wywołamy u Sekretarek zapaść lub zadławienie się cukierkiem i dobijemy nasze Cud-Blondyny ubranym w łosie rogi kolegą D. Łosie rogi koledze D. będą się jarzyły na przemian na czerwono i niebiesko, wydając dźwięk zbliżony do syreny karetki pogotowia...W tle będzie słyszalne, ckliwe - Jingle Bells...I tak spokojnie znajdziemy cichy kącik i miękkie posłanie, wśród dobrze dobranego, narwanego towarzystwa, na wiecznym haju po rhelanium...
No to - Huje Morhe! ...jak mawiają Holendrzy...

komentarze (4) | dodaj komentarz

Desperados i igliwie...

niedziela, 22 listopada 2009 16:46
Dziś odwiedzili nas Rodzice-Desperados Kolegi naszej Małej Pięknej wraz ze swoją dwójką w nadziei, że dzieciaki też złapia ospę! Hahaha, dobrzy są a w zasadzie praktyczni, zależy ludziom, żeby obydwa szkraby chorowały wespół wzespół, bo tak wygodniej. No nie źle. W sumie racja, bo jak tak jedno po drugim, to generalnie prawie dwa miechy byliby uwięzieni w domu:(.
Przy okazji ospy Małej Pięknej wyspałam się za wszystkie czasy - 12 godzin z dwoma przerwami na kubek czerwonej herbaty i lampeczkę winka nad ranem:)...normalna rozpusta. Nie licząc niekończącej się mojej infekcji od ubiegłego grudnia do maja, gdzie sypiałam ciurkiem po 6 godzin, to jest wyczyn pierwszy taki od lekko roku!
Jako że wyspana jestem, to teraz spoko luzik mogę działać wydajniej aż do Bożego Narodzenia a to już za miesiąc:)
...
Lubię święta...choineczki, świecidełka, kolędy, żłóbki, zapach igliwia i coś co najważniejsze, coś czego opisać się nie da, bo to zbyt osobiste...Myślę, że Hrabia - Raczek, którego bywa, że wzrusza reklama merci, Wagę rozumie, gdy coś jej się w sercu robi takiego nieokreślonego, tkliwego, gdy w radio leci "jest taki dzień, w którym gasną wszystkie spory..." a z ócz mych łzy , Przyjaciółka R., też zrozumie, i wielu, wielu zrozumie...
Hallo, już, już się budzę, już już. W końcu do świąt jeszcze miesiąc, mam czas na wzruszenia a zanim się na dobre rozkleję nad wigilijnym opłatkiem, przyjdzie mi jak wariatowi jakiemuś pod rozkazami Berła świąteczne porządki robić. W tym roku zanim się "wezmę" odwiedzę aptekę i zakupię dwa komplety stoperów do uszu...będę robić swoje pogrążona we własnych myślach a Berło niech sobie myśli, że nie dyskutuję i grzecznie wykonuję.
Tak więc, jak zwykle : "tego się trzymam"...

komentarze (6) | dodaj komentarz

Uwaga! Idę po bandzie i walę DYTYRAMB na cześć...

sobota, 21 listopada 2009 8:00

Hrabia a zasadniczo Hudy... Człowiek-Niewidka, Człowiek-Zagadka...tomy by można o nim zapisać...Ja powiem tyle : HUDY.
Nie w sensie fizjonomii (chociaż spokojnie może  nieodwracając się swoje pięty sobie obejrzeć) ale w sensie nazwiska, które jak sam zwykł był mawiać "pisze się przez "ha" jak Hrabia a nie przez "cha" jak Cham".
Hrabia...wiersze pisuje, spisywane tu i ówdzie nawet na byczej skórze (!!!) (jeden raz przypadło mi w udziale pisanie pod dyktando Hrabiego wiersza 'na okoliczność', piórem na niewyprawionej skórze...być może , że jeszcze Żona Wigilijnego ów prezent imieninowy gdzieś wśród pamiątek trzyma).
Hrabia...to lampa błyskowa...nagle błyśnie i znika na dłuuugie lata (chociaż zmienił się ostatnio i osiadł, i day by day bloga pisze, dzieci wychowuje, smsa wyśle, nawet czasem się zjawi, tak raz na pięć lat:):):)
Hrabia...to gitara, wino i śpiew...(czy grywa jeszcze, tego niestety nie wiem)
Hrabia...to "pomaranczowa alternatywa" na szary dzień;)
Hrabia...moje Koło Zamachowe u Bloga, ot co!
...........................................................................................................................................................................;-)



komentarze (5) | dodaj komentarz

And the winner is...OSPA!

piątek, 20 listopada 2009 18:10
Mała Piękna ma ospę...po 10 dniach na antybiotyku przyszwędała się z wiatrem ospa. Rano jakiś parszywy stan podgorączkowy i czekałam co się wykluje. Stawiałam na podkażenie gardła jakimś wirusem, ucho chodziło mi po głowie (no nie moje, nie moje!). Po rozebraniu dziecięcia do gaci u lekarza - natychmiast stwierdzono ospę, na 99,9%, ponieważ bąbla nie wyszukano w owłosionej skórze głowy a bąbel tam, daje lekarzowi stu procentową pewność. Ale to tylko kwestia czasu.. No nic dodać niec ująć...Już od jakiegoś czasu pisuję o chorobach, więc sru, dzisiaj też napiszę. Zresztą mamy ich w tym paranoicznym domu pełen wachlarz : nerwice, depresje, paranoje, zapalenia tarczycy, nadciśnienie, łysienie, wypadanie dysku, wrzody żołądka, febrę, uszkodzenia rogówki, krótkowidzenie, dalekowidzenie, jaskrę, zwyrodnienie stawów kolanowych, osteoporozę, kamicę nerkową i żółciową, katar...czegoś nie wymieniłam? Teraz czekamy na kłykciny kończyste, nieżyt cuchnący nosa i osutkę (cokolwiek to ostatnie znaczy)...

Acha! Dedykacja dla podłamanych, np. SOKOŁA

komentarze (2) | dodaj komentarz

Czwartek...

czwartek, 19 listopada 2009 7:10

:8...grypa???????????????????????????????

P.S. g.16.oo
Cóż, wyżyłam! Rano Hrabiemu słałam "salve regina" - teraz Hrabio żyję:)))), chociaż nienajlepiej mi to idzie (moja dusza pomyślała sobie, żeby lepiej się na Łono Abrahama nie przenosić, bo mojemu ciału byłoby przykro, że nikt nie przyszedł powiedzieć mu "pa,pa" w taki ziąb?Może.)
POSTAWIŁ MNIE NA NOGI RACHUNEK ZA WYWÓZ SZAMBA!!!!!
160 zeta, bo z VAT...a ostatni był tylko 140 zeta, bo niby był bez vat (bez wad?)... jak kuźwa oni to policzyli 140x7%=9,80 tak? 140 + 9,80= 149,80, tak?...a tu kurdebalans...160????  No dobra. ŻEGNAM FIRMĘ WYWOŻĄCĄ MI SZAMBO SZUKAM NOWEJ!
I to byłoby na tyle. Fascynujące, nieprawdaż?



komentarze (7) | dodaj komentarz

Wtorek...

wtorek, 17 listopada 2009 18:47

Od dzisiaj nienawidzę wtorków:(
Do de! Po tysiąckroć do DE!



komentarze (4) | dodaj komentarz

Poniedziałek-zawałek

poniedziałek, 16 listopada 2009 22:05

j.w.
...
i to by było na tyle...
...idę zdechnąć z przemęczenia:(



komentarze (2) | dodaj komentarz

Czternastego...oj dzieci, dzieci...

sobota, 14 listopada 2009 16:20

Wracam z pracy, Mała Piękna wynudzona jak mops :
-mama, jedźmy po jakąś zabawkę...
Ja - dziecko, nie możemy co chwilę kupować zabawek. Nie mam pieniędzy (stanowczo)
Mała Piękna : - mama,to ty nie wiesz, że pieniądze rosną w banku!?!
Ja -(o_o)

...

I wytłumacz tu dziecku pojęcie oprocentowania lokaty terminowej :-(

............................................................................................................wywalam telewizor szybciorem!

P.S g.23.15.
MAŁA PIĘKNA NIE ŚPI...UKŁADA WIEŻĘ Z KLOCKÓW I W NAJLEPSZE SIĘ BAWI! JEST 23.15!!!!!!!!
(ZAŁAMAŁAM SIĘ ZAŁAMAŁAM)
Jakie są metody na pięciolatkę, która ma gdzieś pojęcie dnia i nocy, bo przy noworodkach i niemowlętach trzeba przeczekać...może większym trzeba przetrzepać? Ale ja jestem z tych co "perswadują" pokojowo, czasem wrzeszczą z rzadka klapsną...jasny gwint...patowa sytuacja:(



komentarze (2) | dodaj komentarz

Czternastego...

sobota, 14 listopada 2009 8:11
Dotrwałam do rana...ciii, mam kryzys...
Spróbuję jeszcze raz od nowa...
Poważny w pracy...
Mała Piękna zasnęła o g. 23.30...(co to kurdę ma znaczyć?)
Ja muszę do klajenta o 9.30...klajent nasz pan...w końcu dzięki nim da się przekulać do następnego dziesiątego...
Berło chore...aż się boję jej powiedzieć, że muszę jej Małą zostawić...
Trudno, demolkę posprzątam jak wrócę...
Pu-erh pachnie mi tu palmiarnią...pyszotka...
...
Acha! Nie polecam zatrudniać małżonków we własnym biznesie...zaczął taki przedwczoraj, kompletnie zielony i ma czelność uwagi robić!...wredna "szefowa-'glizda'" jestem...a co!
....

komentarze (2) | dodaj komentarz

Trzynastego...

piątek, 13 listopada 2009 20:31

Cóż. Lepiej przeczekać...



komentarze (0) | dodaj komentarz

:)

czwartek, 12 listopada 2009 21:15
A bo to pierwszy raz mam zmienne nastroje...
W każdym razie przeszło mi wczorajsze sami wiecie co. Anioł Stróż pomaga. Na przykład "natycha" Hrabiego, koleżankę J. a nawet koleżankę JAB, w której stronach deszcz pada poziomo i wszystkich ludzi co wokół mnie (czasem tylko wirtualnie) aby nastrój mi podnieść:) Anioł Stróż natomiast nie przyprowadził do mnie dziś kuriera z telefonem (następny dostawca sygnału telefonicznego mi się naraża...Tepsa już dawno narażona i tak zostanie ale rozwód z tepsą by mnie kosztował tyle ile 10 lat temu adwokat asystujący męczennikowi przy rozwodzie małżeńskim, więc się jeszcze rok poświęcę). Ale co tam! To tylko przedmioty...i w tym nastroju bardziej pozytywnym zrobiłam rodzinie kolacyjkę z resztek za jedyne 12 złotych i na jutro jeszcze zostało! W każdym razie, gdyby czasem Hrabia miał jakiś problem z kubkiem, co nie daj Boże, albo kol. Stschech, albo Validol, albo Diego albo Wigilijny to polecam taką oto sztuczkę kulinarną (dla każdego absolutnie nawet kompletnego antytalencia kucharskiego) :
- włącz piekarnik i rozgrzej do 180 st. (jakby nie działał termometr - to płomień gazu musi mieć ok 1 cm wysokości i grzać 20 minut zanim cokolwiek doń włożysz)
- weź 4 nóżki kurczaka i 4 udka kurczęce, może być piersi nieco, 1 opakowanie "Pomysłu na soczyste żeberka" i to wszystko co ci do szczęścia jest potrzebne ...(wino zanim do kasy dotrzesz na wszelki wypadek też weź i 4-opak piwa dla siebie, tymi piwami czas odmierzać będziesz)
- otwórz "Pomysł" (przypominam, żeby nie wkładać zamkniętego opakowania bezpośrednio na mięsko, bo sztuczka nie wyjdzie)...
- tam w paczuszce woreczek sprytny jest ukryty i przyrawy nad których składem lepiej się nie zastanawiać...
- do woreczka wrzuć mięsiwo (płukać nie musisz i tak nikt w gotowej potrawie tego czy płukane były nie stwierdzi)
- zamknij woreczek -tam jest też taki "dynks" specjalny do zamykania, nie zgub, bo z tytki przy otwieraniu wylata i na białej podłodze nie jest widoczny- tym "dynksem"
- pougniataj delikatnie mięsko przez woreczek (DELIKATNIE...jak nie wiesz jak, to przypomnij sobie czasy, gdy na randki jeszcze z ukochaną chadzałeś...wszystko stanie się jasne),
- połóż worek na blasze, blaszkę wsuń do piekarnika, zamknij go...weź czteropak piwa i udaj się do pokoju
- WAŻNE : WYSĄCZ (NIE ŻŁOP ŁAPCZYWIE TYLKO WYSĄCZ SPOKOJNIE) przynajmniej 2,5 piwka (lub nastaw sobie stoper na 60 minut...staraj się nie uwalić piwem, bo się poparzysz)
...teraz wyjmij delicje z piekarnika i uracz nimi rodzinę...
Acha : BARDZO WAŻNE - worek przetnij i odlej sosik ale nie do zlewu tylko chociażby do miski,żeby nie uronić...pyszne:)
.........
Na deser może też przyjdzie kiedyś czas...ale wszystko w swoim czasie, panowie...no i gwarantuję, że żaden "kubek" Wam już nigdy nie zagrozi o poranku...

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nie wiem...nie rozumiem...

środa, 11 listopada 2009 20:21
Bo ja  w zasadzie dla minimalnego komfortu psychicznego pragnę tylko równowagi, normalnego poranka bez adrenaliny, żeby mnie cieszyły moje drzewa za oknem, o widoku których tak marzyłam przez wiele lat...zabija mnie nawet czyjeś złe spojrzenie...dlaczego nie potrafię przywyknąć do tego, że równowagi NIE MA?
Nie wiem...a może wiem zbyt wiele.
Półmetek za pasem albo moze juz dawno za mną...nie wiem. Czas się marnuje...a jest dany tylko raz.
Może wreszcie dojrzeję do tego, zeby walnąc pięscią w stół tak skutecznie, że się wreszcie coś zmieni na lepsze?
A może na lepsze po prostu nie zasłużyłam...Nie wiem.
A może "lepsze" już było...było? Nie wiem.
Ale wiem jak męczy jakiś tam temat brudnych naczyń w zlewie po sniadaniu przez czternaście kolejnych godzin na dobę, jak męczy wydzwanianie do pracy z takim własnie problemem...to taka bzdura, taka mała, nikczemna, niepotrzebna bzdura...i kiedy otwierają się drzwi za moimi plecami mam wrażenie , że NKWD pułkownik Berło strzeli mi w tył głowy...i zazwyczaj strzela...mam odruch Pawłowa...otwierają się drzwi od matczynego pokoju a ja kulę się w sobie...I tego nie mogę pojąć...Czasem myślę "gdyby tato tu był, byłoby inaczej"...może byłoby inaczej...
Jak mała dziewczynka, jak nastolatka dostaję od mamy szturchańce...a przecież pod henną mam siwe włosy jak gołąb a czuję się jak dzieciak...
.....................................................................................................................................
Bo, Panie Hrabio czasem ludzie mają nomen omen "kubek w kubek" takie same parszywe środy jak ta.
Dziękuję Ci:)

P.S.
ciii...zbij Pan Panie Hrabio ten jaśnisty kubek w cholerę, bo to przez niego to wszystko...a ja powkładam do zmywarki te pieprzone gary niech się cieszy jak wstanie rano;)

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ale laba...

środa, 11 listopada 2009 17:53
Poniekąd laba. Pranie robię. Wyręczam Berło. Eh, Berło...Rogale zeżarto wczoraj. Ja nie mogłam. Wcale za nimi nie tęsknię. Poważny vel Didżej hałasuje Johny Lee Hookerem. Mała Piękna od 14.oo marudziła, że chce się wykąpać a ja wredna matka, zabraniałam kąpieli przed 18.oo...Już siedzi w wannie a opiekuńczy Poważny uruchomił swą tatusiową silną wolę i asystuje w roli ratownika...(Rabbuni jednak wysłuchał;)).
I w zasadzie to byłoby na tyle...gdyby nie to co mi w duszy gra...a gra jakoś smętnie, melancholijnie, jesiennie...szkoda, że "My Władza", nie ogłosił kilku dni drugich świąt dla Dnia Niepodległości...a propos, dzisiaj chyba w tiwi poleci Dzień Niepodległości...uwielbiam katastroficzne filmy (szczególnie finał z prezydentem USA lejącym miód na dusze narodu amerykańskiego, chociaż nie wiem czy w tym filmie tak jest-skleroza).
No i jutro do "pierdla" czyli do pracy...szczęśliwi, którzy mają wolne i błogosławieni szefowie, którzy wolnego udzielili...
P.S.
Muszę kończyć, bo rozprasza mnie Berło wiecznym, niezanikającym potokiem słów, komend, marudzeń, narzekań, pokazywań paluchem co mam zrobić (JAK JA TEGO Q**A NIENAWIDZĘ)..
."nie możesz tu wieszać takiej cięzkiej torebki,bo to się zaraz urwie, gdzie masz te papierosy, no pomóz mi, przecież widzisz, że ledwo sięgam, w końcu to twoje dziecko a ja pytam tylko czy mleko dostała, nie moze za długo siedziec w tej wannie, a lekarstwa jej dalaś,pamietaj zeby dokladac do pieca a teraz zobaczę czy dobrze dołożyłaś, no widzisz, nie widzisz ze chodzenie po schodach mi szkodzi, no zobacz wreszcie czy dobrze do pieca dołożyłaś..."
Gdybym miała na stare lata być aż taka marudna...boszz!!!
................................................................................................................................
A może ktoś wie, gdzie Berła mają taki guziczek, żeby zmienić im nagranie?????
 


komentarze (1) | dodaj komentarz

Ludu, mój ludu...(:

wtorek, 10 listopada 2009 23:50
10.11.09...Matki Boskiej Pieniężnej dla wielu...ale czy czasami nie wydali wszystkiego dzisiaj co zarobili przez miesiąc...?  W moim mieście podobno wynaleziono aluminiowy drut próbując wyrwać złotówkę z dłoni oszczędnemu Krakusowi i podobno mieszkają tutaj wypędzeni ze Szkocji za skąpstwo...czymże w takim razie mam tłumaczyć fakt oblężenia sklepów dzisiejszego popołudnia??? Nyrole tak nie robią...Wybrałam się więc dziś po pracy na zakupy jak prawie co dzień po to co na jutro do przeżycia jest niezbędne i ku mojemu przerażeniu zastałam tam tłuszczę pchającą się do kas z koszami zakupów jakby nas czekała inwazja Hunów albo co gorsza pieniądz miałby stracić na wartości jakieś 90% już 12.11. Odechciało mi się zakupów...jaja wykupione, ser...raczej smętne resztki, ryby pamiętały listopad 1918 roku...naród szturmował ladę z wędlinami i mięchem...chleb się kończył a do zamknięcia sklepu było jeszcze ze 3 godziny. No i z tym moim koszyczkiem "ręcznym" czułam się jak Obcy Ósmy Pasażer Nastromo...No ja wiem, jutro dzień wolny...ale, żeby robić aż taaaakie zapasy...Pomyślałam sobie, że może szykuje nam WŁADZA jakąś niespodziankę i jutro ogłosi, że świętować będziemy Święto Niepodległości jeszcze przez kolejnych 5 dni. Albo cóś. Mówili coś o tym na TVN24? Poważny pojechał jeszcze wieczorkiem do apteki i nabył wino przy okazji, bo narodu w sklepie przybyło, koszy zabrakło a mimo, że zapomniałam o mineralnej wodzie w zgrzewce (muszę mieć żelazny zapas w razie tzw. "Niemca"), to postanowił wziąć tylko winko i chyłkiem (płacąc, płacąc) się oddalił.
Tak więc ludu mój ludu, weź się w garść, zapomnij o minionej epoce, kupuj z umiarem i rozsądnie. Pliz.
P.S.
Prócz sera...nie mogłam oprzeć się pokusie i nabyłam sobie cacko bożonarodzeniowe...dzwonek, śliczny, czerwony, ze złotym aniołkiem, który ma służyć za świecznik:)...bo jedyne nieoblegane regały, to te z gadżetami na Gwiazdkę...łał.
....
I tak niech się święci 11.11.

NO I PRZEZ TO SZALEŃSTWO ZAPOMNIAŁAM O MYDLE I MUSIMY SIĘ MYĆ SZAMPONEM DO WŁOSÓW!
Niech to jasny szlag!

komentarze (1) | dodaj komentarz

Angina...

poniedziałek, 09 listopada 2009 20:19

9 antybiotyk w tym roku:(
Mała Piękna anginkę ma:(
No do d*py no!
POWAŻNY WZIĄŁ OPIEKĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
...
Czyli wirus pobudził ośrodek sterujący rodzicielstwem na czas dłuższy!!!! Jabadabaduuuu!



komentarze (0) | dodaj komentarz

Skąd?

niedziela, 08 listopada 2009 20:53
Skąd się biorą dzieci wiem doskonale. Ale pozostanie dla mnie niezgłębioną tajemnicą skąd dzieci biorą energię, żeby szaleć bez przerwy przez 14 godzin.
Mała Piękna - wstała o 6.30...zjadła 1/2 "skibki" chlebka...szalała, oj szalała...od 16.oo szalała u kolegi na urodzinach...zjadła kawałek biszkopta z kremem...od 18.30 szaleje...jest 20.45...ja : "idź spać"...ona :"no coś ty! przecież ja jeszcze muszę drzewo i wiewiórki pokolorować..."
...
Wczoraj :
Ja : "Jedziesz z tatą do miasta?"
Mała Piękna : "Tak! Dawaj stówę!"
...i skąd jej się takie łakomstwo na dużą kasę bierze, też pozostanie dla mnie niezgłębioną tajemnicą...
...
A ja, mam tyle energii co kot napłakał, weny zero, chęci zero i chodzi za mną melodyjka :
"my jesteśmy krasnoludki, hop sa sa, hop sa sa!"
...
Dawno nie odwiedzałam mojego rodzinnego doktora, fantastycznego psychiatry...czas odwiedzić, czas najwyższy...
...my jesteśmy krasnoludki, hopsasa, hopsasa...

komentarze (3) | dodaj komentarz

Światełko w tunelu jest...???

sobota, 07 listopada 2009 19:36
Wstaję.
Tyram.
Odpoczywam (TEORETYCZNIE i wyrywkowo, bo to zaległe od 6 lat)
Zdycham...na bieżąco...
Ale dziś Poważny zabawił się w "matkę" i poświęca popołudnie Małej Pięknej, co powaliło mnie na łopatki, bo to już jest 4 godzina poświęcania czasu!!!!!!!
A może to tylko jakieś przejściowe wirusowe zapalenie jakiegoś ośrodka sterującego rodzicielstwem w mózgu i szybko przejdzie a następne pojawi się za rok, albo za dwa lata...?
A może...może rankiem, gdy się obudził powiedział..."Rabbuni, żebym przejrzał..."i pomogło...?
...
P.S.
W sumie mam czas dla siebie i za cholerę nie wiem co z nim zrobić...pójdę z psem na spacer...ha!

komentarze (4) | dodaj komentarz

Garść...

piątek, 06 listopada 2009 22:50
Dzisiaj słodko-gorzko. Nerwowo.
Czasem nawet piątek może dobić.
Dlaczego?
Nie wiem...
Tak ma być.
Coś załatwiasz w przekonaniu, że robisz co do ciebie należy. Za plecami zapadają decyzję, o których nikt cię nie informuje a potem ni z gruszki ni z pietruszki : w łeb! Jak to mówią : "kowal zawinił a Cygana powiesili"...Może grypa złapała tę, która "w łeb", może przepracowanie, może problemy jakieś,może, może , może...Jak tłumaczyć takie zachowanie? Nie umiem wytłumaczyć. Albo nie chcę.
Nie chce mi się nikogo z niczego tłumaczyć. To co zrobił to jego a nie moje.
Tymczasem wbrew wszystkiemu, na przekór sobie, na przekór otoczeniu, na siłę uciekłam "od domu" na marne 3 godziny, żeby wypić kawę w miłym towarzystwie kol.C...no i wyrzygano mi to w tym paranoicznym domu zaraz po powrocie łamiąc ten kruchy kawałek zdobytego "relaksu"...
Nic się nie liczy...
Źle się czuję, chociaż przed chwilą usłyszałam miłe słowa...zbyt miłe.
Też nie rozumiem dlaczego. Przecież to irracjonalne...
Pękam.
I nienawidzę  brać się w garść...


komentarze (2) | dodaj komentarz

Klucz...

wtorek, 03 listopada 2009 19:17
Klucz do sukcesu tkwi w systematyczności. Truizm. A i owszem. Ale każdy taki mądry ze mną włącznie! Klucz do sukcesu , to umieć zmusić się do systematyczności. I to jest zasadnicze clou wszystkiego.
I tak więc zmuszam się do systematyczności a jedyne co mi nienajgorzej wychodzi, to systematyczne (no,w miarę...) wstawanie rano do roboty. I cóż- świątek, piatek i w niedzielę. Zmuszam się , wstaję i działam...Cóż z tego,że kol.G. obserwując moje codzienne wysiłki z systematycznym podnoszeniem powieki w godzinie kryzysu, czyli około 14.30 powie "phi!"... Cóż z tego? Ćwiczę słabą silną wolę. Papierosów systematycznie rzucać nie zamierzam. Bo papierosy rzuca się raz a na zawsze. Łatwe. Robiłam to wielokrotnie. I palę jak paliłam a w perspektywie mam łatwość rzucenia jak zwykle. Systematycznie też popadam w wir niedokończonych spraw...Systematycznie tyję...Systematycznie piszę...No i systematycznie zbliżam się do katastrofy! To ostatatnie jest tak przerażające, że kompletnie mnie paraliżuje:( I zmusić mi się do czegokolwiek jest cholernie trudno.
Tak więc, ponieważ zbliża się czas systematycznego wpływania papierów do opracowania zniknąć mam stąd zamiar na czas jakiś...
...
Się zobaczy, czy tyle silnej woli będę mieć, żeby systematycznie w tę przecudnej urody jesienną porę zwalczyć wieczorem opadającą aż na szyję powiekę ciężką jak ołów i działać jak Pon Bucek przykazał aż mnie stąd zniosą...
I tego się jak zwykle trzymam! 

komentarze (6) | dodaj komentarz

Łyso...

poniedziałek, 02 listopada 2009 20:34
Wracam za późno,zdecydowanie za późno do domu po pracy!
Wchodzę i znajduję moje dziecię...jakby nieco odmienione...
Zerkam raz...zerkam drugi raz...zerkam trzeci...
Trafia mnie szlag...

MAŁA PIĘKNA OBCIĘŁA SOBIE NOŻYCZKAMI DO PAPIERU GRZYWKĘ!!!
Cóż, nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni!
Ale zerkam po raz czwarty i...NIE WIDZĘ BRWI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

MAŁA PIĘKNA OSTRZYGŁA SOBIE NOZYCZKAMI DO PAPIERU BRWI!!!!!!

AUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁUUUUUUUUUUUUUUUUU!!!!


Wczoraj w Dzień Pański musiałam VANISHEM myć podłogę po jej wyczynach z kolorową kredą do tablicy...
Przetrwałam wycinanie dziur w obrusie,odcinanie gałązek ze sztucznej choinki i lepienie bałwana w domu, sypanie mąki na podłogę (mama ja sieję chlebek)...
Przeżyłam mazanie po swieżo malowanych scianach długopisem, pazurami, oklejanie plasteliną oczu lalek i wrzucanie drobniaków do dziury na zapadkę zamka w futrynie , podlewanie kwiatów mlekiem i płynem do naczyń,sadzenie w ogrodzie sztućców,pastowanie płytek w przedpokoju pastą do butów kiwi, polewanie papugi szamponem do włosów i karmienie kremem do twarzy (papuga przetrwała i żyje!), grubą ksiegę mogłabym zapisać...przeżyłam wiele, nie jedno przede mną...

Ale TE BRWI... A W ZASADZIE ICH ŚLAD MARNY... MNIE DOBIŁ!!!

O Dio!

Jak ja ją teraz do przedszkola wyciągnę ?

:-]

komentarze (1) | dodaj komentarz

...

niedziela, 01 listopada 2009 20:51

Z roku na rok coraz trudniej...
Z roku na rok coraz bliżej...

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  93 663  

Czas jak rzeka...

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

LATO 2013

Polecam...

Niebo...

Patrz, słuchaj, baw się...albo i nie:)

Podziel się

To co w życiu ważne

Co ja robię tu...co ja tutaj robię?

To tylko mój wentyl bezpieczeństwa

Ja???

Eh,...:)

Szukajcie a znajdziecie...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Spis ludności w liczbach...

Odwiedziny: 93663
Wpisy
  • liczba: 725
  • komentarze: 2518
Galerie
  • liczba zdjęć: 23
  • komentarze: 16
Bloog istnieje od: 3379 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: