Bloog Wirtualna Polska
Są 1 273 123 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


1 kawałek...

piątek, 29 października 2010 19:45

I tyle razy, ile razy widzę jak Ktoś dla mnie tak Ważny płacze, chociaż zupełnie na to nie zasłużył...nie mogę przez długie godziny się pozbierać.

I WRZESZCZĘ TU, ŻE SIĘ BUNTUJĘ, ŻE TAK NIE MOŻE BYĆ, że cała bieda tego z czym musi się borykać spada wyłącznie na nią.

I DLACZEGO DO DIABŁA JA NIE MAM TYLE ODWAGI ,ŻEBY POMÓC...dlaczego...

A tak niewiele potrzeba, żeby na nowo, chociaż na chwilkę te same iskierki w oczach, jak kiedyś...

Bo to co w tych kilku zdaniach napisałam, to sedno...i takich spotkań przy kawie wyrwanych z gardła Panu Czasowi powinno być więcej...musi być więcej, bo inaczej zwariuję ja z bezsilności a Ona z tęsknoty za normalnością. Taką właśnie jak zwykła kawa w kawiarni...byle nie gnał nas Czas, minutki, godziny, rozkład jazdy tramwaju nr dwa... Choć raz na miesiąc...Boże kochany, może nawet raz na kwartał...ale , żeby nie gnał nas Czas...
Ten tylko zrozumie, kto zna całą prawdę...TEN. Nikt inny...
Same tego nawet nie ogarniamy... w części najmniejszej nie ogarniamy chaosu, w którym jest nam dane być i tkwić...
No bo cóż...chodzą, żyją, pracują, chorują, śmieją się i płaczą, gotują bigos...i nic więcej nie widać...a umierają...po cichu wyrzekając się siebie  samych...
Nie widać...bo nikt nie chce widzieć...
Nie słychać...bo nikt nie chce słuchać...
A ja często z boku...i jakże mi wstyd...jakże bym chciała mieć odwagę, by pomóc. Samej sobie też w ten sposób. Twardo walnąć pięścią w stół i wrzasnąć : BASTA!
...
BASTA!



komentarze (3) | dodaj komentarz

1000 kawałków...

sobota, 23 października 2010 17:30

Łapię w locie szklankę z wodą mineralną...nie zdążyłam...mało mi zależy na tej Nałęczowiance Perlaż...Potłuczone szkło przykrywam segregatorem z napisem "DOM" aby nikt nie ugodził stóp...Wymowne... A na czym mi  zależy? Żeby taka jesień jak dziś trwała jeszcze przez kilka tygodni...Ogród pożółkł, drzewa półnagie...kilka stokrotek spóźnionych pod gruszką ...W opadłych liściach można się zakopywać do woli:)...Nie przespałam ubiegłej nocy zbyt dobrze. Pełnia Księżyca mimo zasłoniętych żaluzji zawsze mnie "rozprasza"...na tysiąc kawałków...Myśłałam jak powiązać wszystkie zwisające mi z mojego żywocika nitki, sznurki, siepiące się tasiemki...Nic nie wymyśliłam...Zresztą po co myśleć...i tak scenariusz pisze się sam. Niewiele można zrobić...Właśnie spoglądam w ekran telewizora na twarz Bogatej Właścicielki Pewnego Centrum Handlowego...Kilkanaście razy próbowała kobita botoksem zatrzymać czas...nie wyszło...Dlaczego nie potrafi z godnością się zestarzeć? Za dużo forsy w portfelu? Coż - jej sprawa. Ja sobie cycków poprawiać nie będę...Zresztą jak czasem bywa się bardzo blisko strachu  przed mastektomią albo innymi "resekcjami", dziękuje się Bogu za zdrowie i ciało takie jakie jest, a że może dla innych zbyt marne i niedoskonałe...też ich sprawa. Czas uczy pokory...Pięć lat temu  byłam bardziej zbuntowana...
Układam na półeczce Anioła zrobionego przez wprawne ręce Iki...Dziękuję Ci Iko... Anioł na razie zasiadł na metalowym shakerze w sypialni... Ukrochmalony zamieszka w biurze...  
Mija sobota...Przede mną czterodniowy tydzień pracy...Potem Wszystkich Świętych...Adwent...Boże Narodzenie...Karnawał...Wielki Post...Wielkanoc...Wakacje...Nowy Rok Szkolny...Jesień...Zima...Wiosna...Lato...
Być może...być może...!!!!!!



komentarze (3) | dodaj komentarz

Głosy...

sobota, 16 października 2010 15:54
Nie żebym słyszała głosy i chrobotania jak kiedyś z przemęczenia...chociaż wczoraj wieczorem obie z Małą Piękną słyszałyśmy dobiegający z kuchni na dole dźwięk przypominający mieszaną głosno łyżeczką herbatę w szklance...a Poważny był na górze (on słodzi)...a Berło (słodzi bardzo rzadko) było u Ciotki Pilotki...ja nie słodzę a jeśli to wyjątkowo rzadko a poza tym byłam na górze w momencie gdy to słyszałam (nie mam zdolności bilokacji)...Jeśli to duch, to musi czuć się jak u siebie w domu, skoro poczęstował się herbatką. Czyli, że przyjaźnie nastawiony i nie ma się czego bać:). Okej. Nie o to się "rozchodzi"...Chodzi o głosy pisane przez wielkie "G" (strasznie źle w języku polskim się to wielkie G kojarzy)...no to z angielskiego może przez wielkie V...chociaż nie pasują mi "makaronizmy";)...      Pociesza mnie fakt, że są jeszcze na Ziemi ludzie, którzy czują te klimaty muzycznie:)
Już więcej nie będę katować siebie i innych wyciągniętymi z kartoników wyjątkami...ostatnie tylko rzucę na ruszt w ten chłodny, październikowy dzień...było to w czerwcu, roku pańskiego 2003...zrobiłam podkład muzyczny :) do krótkiego filmiku z naszego z Poważnym ślubu...i wiecie co? Jak słucham tego po tych paru latach, to stwierdzam, że...cóż, nic dodać nic ująć;););)...
;-)

komentarze (9) | dodaj komentarz

Wszystko mi śpi...

środa, 13 października 2010 21:42

Kolejny kartonik ze starymi, bardzo starymi kasetami....tego słuchałam dawniej... jesienią, nawet jest data...nie powiem jaka...Aż strach pomyśleć ile czasu od wtedy minęło a taśma BASF 60 minut kupiona była w PEWEX-ie...
Te kartoniki jak pamiętnik...Powinnam była już dawno to wszystkow wyrzucić...szkoda, że tego nie zrobiłam :(

P.S. 14.10.2010

Kolejny kartonik...    moja wersja jest jednak mniej upstrzona :) Stilon...strasznie sfatygowany.



komentarze (9) | dodaj komentarz

Oczywiście...Oczy, wiście!

niedziela, 10 października 2010 15:06
Trzęsę się jak osika, psikam,  kaszel mnie męczy, puchną migdały, bolą uszy i niewiele widzę...I jak padłam w pościele w piątek wieczorem tak do dzisiaj leżę...Nie pojechałam na pogotowie z oczami, nie chciało mi się z łóżka zwlec...Jutro wykorzystam pakiet OM3 u okulisty, własnie mi o tym smsem przypomniano...cholera jasna w końcu za niego płacę...to se skorzystam...a co! I tak miałam już dawno do tego okulisty się wybrać, bo z lekka mi się recepta na soczewki okularowe przeterminowała...rok, ponad rok!
I powiem czym się leczę a co kompletnie nie skutkuje :
1) 3x dziennie wino czerwone , wytrawne bułgarskie...rocznik 2006...od wczoraj (może dlatego, że się podzieliłam a było trzeba samemu wytutkać?!?)
2) 3x dziennie rutinoskorbin (albo jak mi się przypomni...straszna skleroza mnie dopadła ostatnio)
3) 6x dziennie okłady na powieki z rumianku...(to pamiętam, bo jak mi się skleją powieki i ciemność widzę, to zaraz po ten rumianek po ścianach się przemieszczam)
I wiecie , że te cholery w aptece nie chciały Poważnemu sprzedać prozaicznego sulfacetamidu do ócz! Skandal! Już bym zdrowa była!
No dobra limit czasu się kończy , powieki się kleją...wracam do łóżka...
I mam postanowienie a w zasadzie dwa postanowienia a nawet trzy...Więcej postanowień mnie przerasta :(
 Pierwsze to jest : -obejrzeć film, który wczoraj tylko słyszałam...
Drugie to jest :- wytrzasnąć wreszcie nawet spod ziemi następny film "Cztery Pory Roku" Alana Aldy...(ten film jeszcze widziałam ale bardzo dawno, bardzo i co ciekawe jakieś westerny z lat50-tych można kupić spoko luzik, to tego filmu ni chuchu a dużo młodszy)
Trzecie to jest :- posprzątać mieszkanie wreszcie raz jak człowiek, bez popadania w furię i wypalania wzrokiem dziur w głowach domowników, bez wrzasków i rzucania w Poważnego butami (moimi butami, bo się fleki niszczą...)...
I jak dwa pierwsze to zasadniczo pikuś, to z tym trzecim mogę mieć cholerne problemy...

komentarze (15) | dodaj komentarz

Szal w paski...i zwłoki w dywanie...

czwartek, 07 października 2010 20:00
Kol.G. wystawiała twarz do południowego słoneczka, które niemiłosiernie prażyło przez nieumyte od czasów Wilusia szyby...
- Nic mi się nie chce...pięęęęęękny dzień...
Spojrzałam na nią spod przymrużonych powiek, łapiąc się za lewe ucho, w które paliło mnie to samo słońce...
- Mi też nic...wypaliłam się...za pięknie jest...
Kol.G. zakręciła ściślej wokół szyi długi, wełniany szalik w paski, nagle ożywiła się ,poderwała  z fotela wołając "idziemy do browaru!" i spojrzała na mnie  wybałuszając oczy ...zdecydowanie bardziej niż zwykle, gdy patrzy na mnie jak gadam od rzeczy...
- No patrz! Udusiłabym się tym cholernym szalikiem ! Weszła świnia między fotel a blat! - wydusiła z siebie, krztusząc się własnym jabłkiem Adama...Wychodząc z Budynku w Którym Straszy, rozprawiamy na temat "jak ukryć zwłoki niechcianego pracownika"
- O! Już widzę te nagłówki w prasie..."W Korporacji duszą ludzi, bo zmieniają biura na mniejsze"...albo "Nie mieli pomysłu , gdzie posadzić, to zamordowali"- rzuciłam...No i poleciało...Jak to zwykle z nami bywa...
-Ty, albo widzisz to : Szefowa z kol.Mecenasem targają zwinięty w rulon dywan...z tego dywanu wystają moje nogi...jeszcze trochę się ruszają.... powiedziała kol.G.
- No widzisz! Zawsze znajdą jakiś sposób,żeby się nas pozbyć!
I tak chichocząc doszłyśmy na dół do naszej portierni...
- Mogę z wami? - zagadnęła nas Pani Portier - Się chichrają, oooo!
- Właśnie zamordowałyśmy koleżankę i nie wiemy, gdzie ukryć zwłoki - powiedziałam zupełnie poważnie do Pani Portier...
Nie widziałam jej reakcji...poszłyśmy z kol.G do tego sklepu w końcu...
Wróciłam, zjadłam na obiad śledzia a na deser...też śledzia...Wróciła kol.G z żyrafą...Żyrafa wyniknęła jakoś w tym wszystkim zupełnie przypadkowo...
- JA JUŻ WIEM! Wiem dlaczego nie mogą dla nas znaleźć miejsca w tym nowym biurze! - wykrzyknęłam, sprawiając niechcący dziwny tik nerwowy u kol.G...prawie zadławiłaby się rurą canelloni...
- Dlaczego???
- A bo widzisz...po prostu...nikt nie chce z nami siedzieć...O!
Miny kol.G., nie jestem w stanie tutaj oddać w żaden sposób...nie mniej jednak...wykazała pełne zrozumienie dla mojej tezy...
I tak już wiemy, że od 2 tygodni Szefowa się męczy, żeby nas gdzieś "zaplanować" nasze "siedzenie" w nowym biurze...bo faktycznie kompletnie nikt nie chce z nami siedzieć...nawet kol.Mecenas...nawet ten, któremu zdarza się odbierać telefon służbowy takimi słowy : "dom pogrzebowy "radość", słucham" albo pytać nagle z obłędem w oczach "którędy na dworzec?", gdy wychodzi z toalety...nawet on nie chce z nami siedzieć:(:(:(...
Strasznie dołujące...
Na pocieszenie postanowiłyśmy z koleżanką G. kupić sobie pewien gadżecik do biura...zupełnie niewinny...do podawania sobie przez stół długopisów...na przykład...
I tego się trzymamy!

komentarze (5) | dodaj komentarz

Jak tu się zmusić...

środa, 06 października 2010 6:44

...do tego, żeby wstawać rano i nie stękać, że ciemno i zimno?
Do "d*py" mi...i tyle...
;-(

I w łapy wpadło mi to, zakurzone ale w niezłym stanie...i jak tu nie paść na twarz...

...dlaczego Marillion mam tylko na kasetach??? Ale chomik jestem...stare dzieje;)



komentarze (6) | dodaj komentarz

Cebulki...

sobota, 02 października 2010 9:07
Siedzę w biurze, odziana w piżamę i sweterek, nie daj Bóg klienta teraz...Ale co tam , w szabas zasadniczo nie przyjmuję...Coś tam mailnęłam, coś tam faksnęłam,coś esemesnęłam, coś zszyłam zszywaczem, coś mi spadło z biurka i leży...przepaliła mi się żarówka w lampce...kawkę wypiłam...I skrobię...Poważny poszedł z Psem Który Nie Szczeka na spacer...zgubił resztki sierści (Pies nie Poważny) i wygląda jak zupełnie podobny do niczego...jak KUNDEL...Dżizas, biedaczysko...Mam nadzieję, że tym razem po roku nieskutecznego leczenia przez weterynarza, z którym Poważny chyba po kryjomu przede mną wziął ślub, teraz nowy lekarz okaże się skuteczny (skutecznie wygląda...szkoda, że nie mogę tu pokazać wznoszących się brewek...same wiecie o co chodzi)...w każdym razie przypadkowo się okazało, że weterynarz to specjalista w dermatologii psa i kota i wierzę weń z całego serca i umysłu (tak mi się wydaje, że z umysłu też). Acha, ale ja o cebulkach miałam...Dostałam od mojej Ryby kwiatki w proszku :):):)...super cebulki do posadzenia, żołte i fioletowe krokusy (Chochołów!!!! i nie tylko:)...w poprzednim wcieleniu mieszkałyśmy w Tatrach, nie może być inaczej, za czasów Witkacego) i tulipany...Jeszcze do tego siatka innych cebul...czas sadzić bo za 10-12 dni spadnie śnieg...Zaprawdę powiadam Wam, tak się stanie...Robaki w ziemi zakopują się głęboko, Pies Który Nie Szczeka pożera każdą ilość "bobli" wrzuconych michy i po pożarciu nadal łazi głodny, więc prócz tego, że taki łysy potrzebuje więcej energii na ogrzanie ciała, to jeszcze do tego zbiera tłuszcz na chłody...i mam nadzieję, że potrzebuje tyle białka , bo wraca do zdrowia...A ja też...z kol.G. w tym tygodniu żarłyśmy bez przerwy jakieś ryby a to śledzie, a to dorsza w panierce z wiórkami kokosowymi i warzywami (PYYYYYYYYYYYYYYCHAAAAAAAAAAAA!), więc arktyczne mrozy idą do nas , wierzcie mi...Nie wiem czy kol.Mecenasa swędzą sutki, musimy spytać, bo jego na mróz zawsze swędzą...jeśli tak, śnieg spadnie po 12 października...OPONY ZMIENIAĆ!!! Jessu...zapomniałam, że tak trzeba...szybciorem Poważnego, żeby załatwiał, pogonić muszę...
No to pa...
Muszę jeszcze spakować tekę i torebiankę, pieczątki, papierki, czerwony długopis i do klajenta...W szabas nie przyjmuję ale odwiedzam:)
I tego się trzymam...jak zwykle!

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  93 656  

Czas jak rzeka...

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

LATO 2013

Polecam...

Niebo...

Patrz, słuchaj, baw się...albo i nie:)

Podziel się

To co w życiu ważne

Co ja robię tu...co ja tutaj robię?

To tylko mój wentyl bezpieczeństwa

Ja???

Eh,...:)

Szukajcie a znajdziecie...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Spis ludności w liczbach...

Odwiedziny: 93656
Wpisy
  • liczba: 725
  • komentarze: 2518
Galerie
  • liczba zdjęć: 23
  • komentarze: 16
Bloog istnieje od: 3379 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: