Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 633 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Płomyczki na jutro i na zawsze...

sobota, 31 października 2009 12:56

[*]...Babuni...za Twoje Serce...tak za Tobą tęsknię...


[*]...Dziadziusiowi...za to, że bywałeś ze mnie dumny, tak jak nikt inny...


[*]...Cioci Tosi...za Twoje pogodne zrozumienie wszystkiego...


[*]...Piotrowi...za Genesis...za wcześnie, za wcześnie...


[*]...Niani...za piosenki...


[*]...Małej Wróżce...za moje oprzytomnienie...


[*]...Tato...tak  jak wtedy - niczego nie rozumiem...


[*]...Wszystkim...którzy, czekają na mnie...


Dla Was...



komentarze (2) | dodaj komentarz

Do "de" jak dynia...

piątek, 30 października 2009 19:09
Dzień - koszmarny, okrutny, paskudy, niefajny i do "DE".
Beznadziejne, znienawidzone przeze mnie anglosaskie zwyczaje wycinania dziury w dyni i wsadzania doń swieczek (musiałam wbrew sobie dla frajdy dziecięcia to zrobić, niestety).
No tak! Kim jesteś Narodzie? Pół tysiąca lat temu niejaki Rej pisał "...,że Polacy nie gęsi i swój język mają" a ja dodam, że zwyczaje też.
Wstydzimy się czy jak? Dlaczego wczorajszy "SKLEPIK NABIAŁOWY", w którym jak dawniej kupuję ten sam ser i jaja od kury nagle od dziś właściciel nazwał "CHEES" ...Ten sam własciciel, którego o snobizm w życiu bym nie podejrzewała...Może tam jutro będę musiała kupić "eggs" zamiast swojskiego jaja od naszej zielononóżki rodzimej:(

Przed fajrantem dotarły do mnie informacje o debilach a właściwie debilkach rolujących na bezczelnego znajomych w pracy.
Nic tylko tylko walić debilki po łbach.
Ale jak mawiają "jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie".
Tak więc wyrolowani : - nie ma forsy - nie ma sprzętu , zabrać zabawki z pola walki i wystawić na allegro. Zawsze coś się zwróci:)
A co!
Wszak : "nie ma jutra bez komputra", hehehe, a chytry dwa razy traci!
Wściekłam się, chociaż mnie bezpośrednio to nie dotyczy, niemniej wściekłam się!
.......................................
Oklapłam, boli mnie głowa, jestem w stanie wqrwienia permanentnego...
......................................

Do tego smutno mi, bo już mnie te liście jesienne choć piękne powolutku przysypują i czuję się jak rzadko odwiedzany grób.

komentarze (4) | dodaj komentarz

Dym i ogień...

czwartek, 29 października 2009 18:07
Hrabia żyw i zdrów, choć tego pewna nie jestem. Niemniej wreszcie coś szryftnął, co mnie jak zawsze cieszy :) Hrabio 3m się!

A teraz o sprawach codziennych :
Berło dziś wykryło dziurę w kominie ale zanim wykryło nadymiło w całym domu. No czad! Wędzonym śmierdzi wszędzie od piwnicy po dach! Mówię - "mama nie pal już w tym piecu, bo się podusimy!" a ona na to : -"to co, wolisz marznąć?"...
I tak Berło jak zwykle stawia na swoim...no niepoprawna. Chociaż, podobno "wędzone dłużej trzyma świeżość"...W sumie skoro tak to może mi na cerę dobrze zrobi, bo coś ostatnio defektów zauważam jakby więcej...
Poważny w terenie, nie ma komu zatkać dziury w kominie , więc się wędzimy.

A teraz o sprawach niecodziennych i wyjątkowych :
Kolega Stschech zalał nas blaskiem swej chwały dziś osobiście!!!
Omalże zawału nie dostałyśmy z koleżanką G.!
W samo południe!
Przywiózł nam swą nową Dziewoję w celu pochwalenia się i...akceptacji!!! (a nam co do tego, nie będziemy z nią spały, hehe)
Ha! No, no...fiufiu!
Generalnie - jest dobrze.
Był z nimi też niejaki Madziar. Najprawdziwszy Węgier, któremu nasz kraj do gustu nie zdążył przypaść, bo go kolega Stschech najpierw spoił a teraz z kaca leczy! Taki to ten nasz Stschech jest. Dziewoja nie będzie miała z nim lekko;)

I tak się dzionek posuwa.

Kończę, bo śmierdzi mi tu teraz nawet komputer wędzonym i lekko w głowie się kręci, więc idę na fajeczkę na ogród zaczerpnąć świeżego powietrza.

P.S.
Validol...bałwany są już ulepione...z tej samej gliny.

komentarze (2) | dodaj komentarz

Szaleństwa Panny G.

środa, 28 października 2009 17:50
Gazownik wczoraj zaszalał i wykrył wyciek z rury gazowej...koleżanka G. jak zwykle swoim zwyczajem cały 15 piętrowy blok pozbawi dziś wieczorem gazu!
Ongiś pozbawiła cały blok wody,  zalewając w dół wszystkich w pionie. 14 mieszkań w dół pod nią! Co ciekawe, u niej było sucho jak na Saharze.

Z niepokojem oczekuję doniesień z placu boju Gazownika, który samoczwór przybędzie dziś i rurę zbada...

W tym wszystkim najdziwniejsze jest to, że koleżanka G., prawie nie używa gazu...

Tak więc wyjścia są dwa :
- albo Gazownik łasy na pieniądze i jej wmówi grubszą aferę z tą rurą
- albo Gazownik zachwycony był urokami samej koleżanki G. i chce się poradzić kolegów czy "uderzać" w konkury!

I co, Panno G.? Jak tam Gazownik?

P.S.
Z tym gazem coś dziś w naszym mieście nietenteges, ponieważ wracając dziś do domu na własne oczy widziałam spory oddział Gazowników pod domem niejakiego Validola? Czyżby rura nawaliła, Validolek?

komentarze (2) | dodaj komentarz

Albo roztargnienie...?

wtorek, 27 października 2009 20:24

Gazownik z wizytą służbową i detektorem u koleżanki G., pyta czy wolna łazienka.
Koleżanka G., z przerażeniem ..."a co Pan tam chce robić???"

Ja w drodze z pracy zaskoczona śniegiem! Szybki telefon na światłach do kol.G. : " wiesz jak przed minutką sypnęło śniegiem,obserwuj!" , dowiozłam ten snieg na masce aż do przedszkola jakieś 7 kilometrów (mocny jak diabli, mocno zmrożony tak mi się wydawało!) i oznajmiam z radością dziecku, że snieg sypnął...Mała Piękna maca granulki i kiwając głową z dezaprobatą "mamo, to styropian przecież, nabrali cię!"

Człowiek na stare lata robi się naiwny:(

I nażarłam się wiśni ze słoika po wiśniówce...tiruriru fafarafaaaaa!

P.S.
Czy ktoś jest może zorientowany cóż dzieje się we dworze u Hrabiego (polepszyło się, mam nadzieję), na Południu u Stschecha (motor na klockach?), na północnym-zachodzie u koleżanki JAB (czy nadal pada poziomo?)? Nie żebym tam jakaś wścibska była...



komentarze (1) | dodaj komentarz

Do R.

poniedziałek, 26 października 2009 19:24

A widzisz R., niby do doopy wszystko jest, niby co pieć minut się wali a na koniec jeszcze wali się reszta tego zawalonego. Nie mniej jednak jest taki kawałek nas, który jeszcze nie zdechł, jeszcze podskakuje, jeszcze mu się przynajmniej w myślach chce. I ten kawałek nas chyba tylko trzyma nasze skołatane ciała w pionie a umysł chroni przed katastrofą . Chociaż zapewne czytając te słowa masz wątpliwości czy jednak mój umysł do końca jest chroniony.
Podziwiam Cię.
Wiem, że niewielkie to wsparcie ten mój podziw...szkoda, że nie mogę więcej. A może po prostu nie umiem...Podpowiedz proszę.
Doby nie rozciągnę a przydałoby się tak przynajmniej do 30 godzin. Nie da rady.
Przydałoby się, żeby znaleźć tak choć raz na pół roku ze 4 godziny, żeby się oderwać absolutnie i pogadać twarzą w twarz, oko w oko...
Chociaż i tak byłoby mało, bo my z tych co zamknięte 30 lat w jednej celi po wyjściu na wolność pod bramą więzienia jeszcze gadałyby ze 3 godziny...dzięki temu mój ś.p. pies miał niekończące się spacery;)
Bardzo chcę i bardzo muszę...31 lat wiele znaczy...I mam Twoje zdjęcie na korkowej tablicy w biurze ocalałe z pożogi...1985!!! Sweterek niebieski, biała bluzeczka...pamiętam...a zdjęcie czarno białe!
No i R., gdzie te MY? Gdzie "ona żona makarona"? Albo "nadwyżka kobiet nad mężczyzwiami"? Albo gdzie geografia regionalna świata i te cholerne nazwy do zapamiętania " Sogne Fjord" - zapamiętane tak : "so gne i so wygiąłem..." Piwo, ławka, ciemna noc, gwiazdy i podejrzenie, że jesteśmy przypadkiem upuszczone na Ziemię przez zabłąkane w peryferiach Mlecznej Drogi jakieś UFO...;-)

W sumie to mówi wszystko...TO

 



komentarze (5) | dodaj komentarz

Szklana pogoda...

piątek, 23 października 2009 19:39

Co za oknem? Ha! Moje ulubione klimaty! Ni chu chu widać! W piecu się nie chce palić, przeklęłam piec za te spalone listy z młodości chmurnej i durnej, które do mnie onegdaj pisywano...piękne...Zostały w pamięci. Tego mi nikt nie wyrwie i nie spali. Przede mną masa roboty w weekend włącznie z zawiezieniem drzwi do szklarza, żeby szybę wprawił, bo Mała Piękna w swoim sycylijskim temperamencie nieokiełznana, trzasnęła drzwiami ze złości i szyba poszłaaa! Dobrze, że nie lała się krew no i w sumie bez tych drzwi nienajgorzej pokój wygląda. Ale ze względu na przeciągi oraz konieczność zapewnienia sobie minimum intymności szybę wprawić trzeba. Tak więc taki jest gryplan na sobotę :
1) drzwi do szklarza
2) do pracy uzupełnić zero w potrfelu o zero i coś więcej niż zero
3) z Małą Piękną na lody
4) do kol.G. po pralkę dla sąsiada , który w potrzebie, bo ręcznie pierze a troje drobiazgu plus czwarte w drodze
5) do kol.J zwanej Sokołem wedle sprawdzenia czy destylat już odpuścił od poprzedniej soboty, czy róża mocno sfatygowana, czy klucze Poważnego nie leżą gdzieś w ogrodzie (i kwiata mojego urodzinowego zabrać i podziękować za przechowanie) tyle, że nie wiem czy ją zastanę
6) do sklepu po winko, bo wieczór spędzę w zaciszu domowym a bez wina ani rusz! (no i nie opiłam jeszcze mojego Francuza a przejechałam już prawie 400 km!)
7) padnę martwym bykiem na całe 7 godzin...no rozpusta i skandal!
.....................
Acha i w totolota zagram, bo coraz bardziej warto te trzy zeta wydać...a nuż... szesc zer z siódemką to już jest coś
Nie dzieli się skóry na niedźwiedziu, więc umówmy się, że nie dzielę, tylko wizję taką mam właśnie, że wygrywam w sobotę te siedem banieczek...i kupuję natychmiast ten wypad do Edenu...na te 7 dni...a potem wracam i dzielę łup (spoko luzik sama wszystkiego nie przeżrę:))
...888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888888...
a czemu ósemki?, bo ósemki oznaczają FORSĘ!
Wpatrujcie się , może się nam wreszcie skończą te cholerne, przyziemne, zafajdane problemy z sianem...



komentarze (5) | dodaj komentarz

ZERO...

czwartek, 22 października 2009 19:58
Zero pomysłów
Zero radości
Zero w portfelu
Zero pamiątek z czasów studenckich...prawie wszystkie listy...spalone!
Poważny - winowajca!
Nie wybaczę!
Uratowałam niewiele...kilka zdjęć, kilka karteczek:(
No cholera jasna!

komentarze (3) | dodaj komentarz

Sztywny rachunek...w 3 odsłonach plus

niedziela, 18 października 2009 13:24

Osoby :
- kol.J. zwana Sokołem - kobieta
- kol. Diego - małżonek wyżej wymienionej - mężczyzna
-kol. C. - małżonka Skrytego - kobieta
- Skryty - mężczyzna
- Poważny - mężczyzna
- koleżanka małżonka Poważnego - kobieta
Sceneria :
Mieszkanie z kominkiem i rzeżbą zająca

Wstęp :

1) 6x0,5 L destylatu na ziołach, na żołądek...
2) 3  kobiety ( w celu spożycia ww destylatu)
3) 3 mężczyzni ( w celu spożycia ww destylatu)
4) 1 dorosłe dziecię w szlafroku (efemerycznie w celu spożycia placka ze śliwkami)
5) 2 automatyczne fotele do wypoczynku
.......................................................................................................................................
Rozwinięcie :
1) 3 kobiety + 0,75 zdegustowanego destylatu = :-D:-D:-D...na ruchomo
2) 3 mężczyźni + 2,25 zdegustowanego destylatu = |-o zZ... zZ... zZ...|-o zZ... zZ... zZ...|-o zZ... zZ... zZ......na sztywno
.......................................................................................................................................
Zakończenie :
1) 1 kobieta + 1 meżczyzna = bez przemieszczania na werandzie
2) 5 sztuk płci obu przed domem w walce o ogień do papierosa - nagle
3) 1 mężczyzna tratujący róże w ogrodzie - z nienacka
2) 2 kobiety żwawe + 2 mężczyzn na sztywno + taksówka +trzeźwy taksówkarz - z konieczności
.........................................................................................................................................
Przypisy :
1) Skryty na sztywno z kol.C na ruchomo...ślad po nich zaginął...w taksówce (dane z g.3.15.)
2) Sokół bez przemieszczania z Diego...był kontakt...przeżyli (dane z g. 12.30)...zioną
3) Poważny...ma dreszcze, zionie...
4) Koleżnka małżonka Poważnego...w piecu pali...nie zionie :-\
.........................................................................................................................................
Przetrwałam tydzień, upiłam się "na ruchomo" , nie zionę, przetrwam następny tydzień...się wyśpię...



komentarze (7) | dodaj komentarz

Zidiocenia stan końcowy...

piątek, 16 października 2009 18:27

Uuuuuuu koniecznie muszę się wyspać, ponieważ nabroiłam:( I to ostro...ze zmęczenia chyba, no bo przecież innych powodów nie widzę :
- rankiem zagubiła mi się filiżanka z kawą...znalazło ją Berło w...lodówce
- w południe pojechałam do sklepu po chlebuś ze słusznym...wąsem a la Adolf H. umazanym sadzą z pieca ...zwrócono mi uwagę przy kasie
- po południu zapragnęłam kiszonego ogórka ze słoika (nie, nie, nie włożyłam doń głowy i nie mogłam wyciągnąć) lecz zamiast go zjeść wrzuciłam se do kubka z herbatą...(przy okazji...taki numer kiedyś zrobiła absolutnie wypoczęta moja przyjaciółka R., na wakacjach w Zakopanem)
Tak więc, kochani w stanie skrajnego wyczerpania piszę te słowa.
Kompletnie nie mam siły nawet sprawdzić czy nie popełniłam jakichś "ortografów".
Padnięta jestem jak wół roboczy po przeoraniu 10 hektarów ugoru.
Leżę i zdycham i nie dycham a jak nie dycha to wiadomo dwie dychy...
A jeszcze dziesięć lat temu czułam się jak nówka sztuka nieśmigana...
Porażka.



komentarze (1) | dodaj komentarz

A mnie się marzy...

czwartek, 15 października 2009 16:57
Marzy mi się, kurna, chata, która sama się ogrzewa, sama się sprząta, sama się opłaca przelewem za wszelkie rachunki i w dodatku sama się wyremontuje...no co???
Marzy mi się, żeby Francuz na czterech kołach był bardziej chętny do współpracy, bo na razie tęskni za poprzednim panem:( Chyba, że się po prostu do tych finezyjnych dźwięków skrzyni biegów przyzwyczaję, bo póki co wzbudzają we mnie poczucie winy, że je źle traktuję albo podejrzenia, że coś się spieprzyło...mechanicy mówią: "przyzwyczaj się albo zainwestuj w lepsze radio"...Nie wierzę im!
Marzy mi się, żeby wszyscy zdrowi byli i znormalnieli...
Marzy mi się, żebym miałą więcej energii niż na trzy godziny od wstania z pościeli...
Marzy mi się gwiazdka z nieba i szybka z okna:(
Cóż!
CZY KIEDYŚ KUDREBALANS BĘDZIE NORMALNIEJ, tylko normalniej, pliz...

komentarze (5) | dodaj komentarz

Nie daję rady...

wtorek, 13 października 2009 19:22


Nie daję rady sama z sobą!
Nie mogę się zmobilizować, nie mogę zmusić, wszystko wydaje mi się wstrętne...jedzenie jakie by nie było kojarzy mi się a to z larwami (taka fasolka) albo z wymiotami (sałatka jarzynowa) a o kaszance, która już nieco wystygła aż strach myśleć...praca napawa mnie taką odrazą, że cała drżę...co to do cholery ma być? Jak  tu się pozytywnie nastawić?
Tak bym zwiała stąd na kilka dni...
Spakowana jestem...
Mam czym...
Tylko nie wiem dokąd...



komentarze (5) | dodaj komentarz

Nie ma Zdechlaczka, nie ma:(

niedziela, 11 października 2009 16:46
Interes ubity - zdechlak ma nową panią! Łezkę uroniłam. Poważny też uronił. Taki wypucowany, taki naprawiony, taki wierny...trudno. A tak narzekałam..Ale  za to mogę się teraz zabrać za formalności przerejestrowywania...cóż nie wiem jaką nadać mu ksywkę...poczekam, samo przyjdzie... 
Niedziela jedyny dzień w tygodniu, w którym mogłabym się gdzieś wybrać na luzie z Małą Piękną a tu Mała Piękna znowu chora. Nic tylko sobie rozwalić łeb o krawężnik...fajki mi się skończyły nie wyjdę z domu, bo pogoda jest dziś piękna-inaczej. I coś mnie bierze, jakoś się grypowo czuję.
Ostatnio czuję się jak zamówiona i nie odebrana.
Wszawy czas od października do marca się zaczął.
Byle do następnego weekendu.
Jak przetrwam, to się upiję.

komentarze (4) | dodaj komentarz

Cedwahapięćoha...nie wchodzi w grę

sobota, 10 października 2009 19:48
Worek żółciowy na kamienie doskwiera po chamsku zawsze w weekend:( Ani człek nie popije ani nie poje:(...Porzuciłam zdechlaka-Włocha już definitywnie dla pewnego używanego Francuza...który mnie uwiódł swoimi szesnastoma zaworami i dziewięćdziesięcioma "koniami"...został ale wytrzepał mi portfel na dłuuuuuuuugie miesiące:(. Tak więc zabieram się do roboty, bo cholera jasna jak się będę lenić, to na chleb i paliwo nie zarobię.

No co? Musiałam se pojeździć!

P.S.
W sumie, gdyby nie sąsiedzi, to bym w nim spała (szajba!)

Validol - nie zamurowało mnie ale Hrabia, moje koło zamachowe u bloga zaniemógł twórczo, co jak widać na mnie się przeniosło...jakaś empatyczna się zrobiłam na stare lata...a Ty sie nie przejmuj , w testamencie zapiszę ci grabie;)papa

komentarze (4) | dodaj komentarz

Co ja mogę...

wtorek, 06 października 2009 18:27

Nic nie mogę.
I to by było na tyle...



komentarze (4) | dodaj komentarz

Szukam...znajdę?

niedziela, 04 października 2009 9:05

Kubek


Nic chcę z poduszką krzesełka

pieca łopatki wiaderka

zegarka pieniędzy kuferka

Szekspira szafy sweterka

skarbonki trąbki pudełka

domu co stał się już duchem

lecz przywróć mi święty Antoni

mój kubek z jednym uchem


                                             Jan Twardowski



komentarze (9) | dodaj komentarz

Tiruriru...cokolwiek to znaczy...

sobota, 03 października 2009 21:30

Jako ta Westalka pilnuję, żeby mi ognisko domowe (czytaj:piec) nie wygasło. Od Westalki różnię się jedynie tym, że nie zachowuję w tym czasie dziewictwa aczkolwiek czuję sią jak żywcem w grobie zakopana tu w tej mojej kanciapie pod schodami. Poza tym służba nieco mi się dłuży, więc walę sobie w klawiaturę dla zabicia czasu. W ogród lepiej nie iść, bo ostatnie gruchy lecą na łeb. Duje tak, że pół twarzy oklejonej makijażem wyrywa. Moje rzęsy sfrunęły. Dobrze, że jeszcze peruki póki co nie używam, bo z pewnością bez podklejania na super glu by się nie obeszło.  Październik - pizdujec...nic dodać nic ująć i przegapiłam dzisiaj flarę -8 magnitudo, niech to szlag! A takie były warunki. Berło jakby mniej nawija na temat mrozu w domu, bo słupek rtęci osiągnął oczekiwane przez nią rejestry. Poza tym pozostałe nawijania bez zmian. Łazi i wychowuje mi dziecko. Rzecz jasna nie tak, jakbym tego chciała. Żeby choć raz zajęła się czymś pożytecznym np. milczeniem.  Poważny zabawiał się dzisiaj w tynkarza i uzupełniał wyrwy w ścianach, które sam uczynił tego lata. Chciał gostek wtedy tylko odkleić kilka starych płytek, żeby naprawić a zrobił mi w łazience Złotą Pięć zaraz po wyzwoleniu przez Armię Czerwoną. No i od zapylenia Mała Piękna miała w czerwcu serię bolesnych zastrzyków w półżyta na zapalenie płuc. I tak mija ten kaprawy dzionek...
Zaraz się nałykam wiśnióweczki i padnę na pysk...wtulając się w Poważnego „pierś kosmatą widną w niedomroczu"...
...Przyniósł  mi wiśniówki całą szklankę a prosiłam tylko o kieliszek...Poważny bez okularów sięga tylko po duże przedmioty...
P.S.
Acha...schowałam tego ptaka jak chciało Berło, żeby mi się nie przeziębił...

P.S'
Validol - po co grabisz te liście, to nie ma sensu w taki wicher, jak Bogakocham, no!



komentarze (3) | dodaj komentarz

Ogrzej mnie albo w łeb z procy!

piątek, 02 października 2009 21:42

Berło to szop pracz. Pierze kompulsywnie, pierze wyprane, pierze czyste, pierze bo trzeba prać i już.
Nawet w sumie nie najgorzej Berłu to pranie wychodzi o ile zostawi się jej wyłącznie to, co ma w instrukcji prania: „bawełna-40 st.C" i jest jednobarwne. Tkaniny delikatne należy schować głęboko i prać sobie samemu. Inaczej Berło wypierze tobie np.wymarzony, jedwabny, śnieżnobiały staniczek, na który oszczędzałaś od początku swojej zawodowej kariery z roboczymi gaciami Poważnego w kolorze czarnej smoły. I c*uj strzelił... Cóż.

Pierze też mój mózg. Z tym już Berłu nieco gorzej idzie.  Chociaż nie powiem, w czasach gdy mój mózg był jedwabny i śnieżnobiały czasami udawało się jej go spieprzyć tym praniem. Od jakiegoś czasu śnieżna biel mózgu wypłynęła mi na czaszkę i zabarwiła koafiurę a w puszce zostało to co kolorowe, bawełniane a właściwie już brezentowe i w kolorze mniej więcej takim jak kalesony Poważnego po całej dniówce spędzonej pod zepsutą maszyną do produkcji kakao.
Lecz dziś, Berło spieprzyło nawet to kolorowe i brezentowe.
Prała mi mój sfatygowany mózg podczas jazdy od Ciotki-Pilotki do domu.
Nawijała mi bez przerwy w stylu :
- no zobacz, widziałaś tę babę?
- matka, ja się za babami jak prowadzę nie oglądam!
- no ale odwróć się, jeszcze ją zobaczysz...
-matka, na miłość boską, zaraz komuś walnę w zad!

Albo :

- czy ja muszę się trzy lata prosić, żebyś napaliła w tym piecu, bo zimno jest, już od sierpnia się proszę!
-mama od trzech tygodni ci mówię, że musimy najpierw zakleić dziurki, zatkać szparki, owinąć folią sprzęty, przyjdzie najpierw kominiarz, potem facet od gazu, bo od pięciu lat komin nie czyszczony i może się sadza zapalić...i przyjdą teraz we wtorek, taki termin...się napali, luzik
- no ja rozumiem, ale czemu już nie palicie, w końcu ten dzieciak zachoruje
- mama czy ty nie słyszałaś co ja powiedziałam przed sekundą
-OOOOO!!!! ZOBACZ JAKI JAMNICZEK!!!! NO patrz, ty nic nie widzisz jak jedziesz! (wrzeszczy mi do ucha, w zdechlaku się siedzi cyc w cyc i ucho w ucho!)
- matka ja zawału dostanę i ktoś przez ciebie nam walnie w zad!
-czemu tak hamujesz nagle, czyś ty oszalała, wiesz, że mnie kręgosłup boli! Boli mnie, bo w tym domu nie jest napalone, jakby było nie byłabym taka połamana...

W tym momencie przestałam jej słuchać i skupiłam się na asfalcie i silniku...nawijała dalej, docierały do mnie strzępy słów :

 „...nie palone... wszystko ci zgnije...w ogóle mnie nie słuchasz...powinniście już w sierpniu przepalić...kominiarz...UWAŻAJ...po drodze...a sąsiad sam czyści sobie...wcale to mnie nie obchodzi...się przemęczasz i tracisz...śmieci wywozili...czy jadła?...wujowi lepiej...PATRZ IDIOTĘ...nie może tak...brzydki bardzo...mamy makaron?...przecież ten ptak ci się przeziębi...schowaj go..."

Ocknęłam się prawie pod domem...ok. g.18.oo...
O godzinie 21.oo, Poważny, który z Berłem co najwyżej wymienia wrogie spojrzenia i ewentualnie zamieni raz na kwartał trzy zdania na temat jakiejś wyjątkowej walki bokserskiej (niektórzy wiedzą, że oboje łączy wyłącznie miłość do boksu a cała reszta absolutnie dzieli) i którego generalnie wymiata z pomieszczenia, w którym Berło żeruje i wcale niby nie słuchał co ona mówi...nagle spojrzał najpierw na mnie współczująco a potem stanął przed Berłem cały rozczochrany i oznajmił:

- napaliłem...

Berło :

- M. słyszałaaaś? On napalił w piecu...w takim nie czyszczonym, przecież to sadze się mogą zapalić...gaś to...albo pootwieraj okna, żebyśmy się na zaczadzili...no coś takiego! M., no to co teraz...trzeba pilnować tego pieca teraz póki nie zgaśnie...przecież...tacy nierozsądni ludzie!

Mniej więcej...

 

 



komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 20 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  92 585  

Czas jak rzeka...

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

LATO 2013

Polecam...

Niebo...

Patrz, słuchaj, baw się...albo i nie:)

Podziel się

To co w życiu ważne

Co ja robię tu...co ja tutaj robię?

To tylko mój wentyl bezpieczeństwa

Ja???

Eh,...:)

Szukajcie a znajdziecie...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Spis ludności w liczbach...

Odwiedziny: 92585
Wpisy
  • liczba: 725
  • komentarze: 2518
Galerie
  • liczba zdjęć: 23
  • komentarze: 16
Bloog istnieje od: 3284 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: