Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 633 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Bo tu nie ma nic do śmiechu...

piątek, 31 października 2008 18:25
Nie ma nic do śmiechu i to by było na tyle. A co na przedzie-każdy widzi.
............................................................................................................................
Bo nie ma jakiegoś tam halołin, gdy trzy czwarte najbliższych mieszka już tam.

komentarze (2) | dodaj komentarz

Dzień burżuja...

czwartek, 30 października 2008 23:12
Taa! Czas na dzień burżuja. Wydałam 4 zeta aby wygrać 13 milionów. No i nie wygrałam. No a czego ja niby sie spodziewałam? Przy tak marnym nakładzie chciałam zgarnąć pulę? Palantyzm, zwyczajny palantyzm.
Dlatego z rozpaczy się rzuciłam na żarcie. Apetyty mam tak zwane. Tuńczyk z majonezem i ogórkiem z octu plus na zagrychę  milka-noisette. Mmm, pycha. Popijam herbatką z malin. Własciwie, to nie herbatka tyko E450 i inne podobne plus aromat identyczny z naturalnym w granulkach. Mmmm! A gdybym miała w szafie jeszcze ekspresową trwałą ondulację o smaku (identycznym z naturalnym) krewetkowym ostrym, też bym wciągnęła.
A to wszystko przez stres. Chociaż na stres ponoć najlepszy jest dres i poginanko po lesie zwane dżoging. Niestety, dresu nie mam, ciemno jest i las jakieś 4 km stąd. Więc żarcie zamiast.
Bo wojna była. Wojna między dzieciarnią czyli Poważny kontra Elektro-Spiro Berło-Barbarra.
O firanę...
Siły rozjemcze czyli ja, mają to gdzieś.
I siły rozjemcze zjadają przydział i ani myślą mieszać się w konflikt, mimo usilnych "namawiań" każdej ze zwaśnionych stron.
A tak.
Wyczerpały się moje zasoby tekstów rozjemczych.
Została pięść...
I ta pięść jak ulał pasuje do każdego z tych pryszczatych nochali...
Poza tym siły rozjemcze spakują obóz i spadanko zrobią jak im się wyczerpią pokłady cierpliwości...
A przez te pokłady właśnie przebija dno i to całkiem wyraźnie...O tu i tu. Wyrwy pokaźne widać już...
Przez kolano ich...
I mam to gdzieś, że to będzie głupkowato wyglądało...Barany jedne...

komentarze (0) | dodaj komentarz

A kysz...

środa, 29 października 2008 22:31
Będę pitolić dziś trochę. Bo mi tu za wesoło było ostatnich parę razy. Nie wypada tak, bo człek już dużo bardziej dorosły niż by się to na pozór mogło wydawać.
A tak w zasadzie, to mi często wesoło jest na siłę, na chama.
 Jesienna deprecha? No może umówmy się,że to jesienna deprecha. Coaxilu nie łykam, rzuciłam.
Głowę mam dziś jak radar. Takie mi się robi kłębowisko we łbie słów, przeczytanych maili, zauważonych kątem oka postaci, pasków czerwonych z Wiadomości "PILNE", bolących kolan Berła, ćwiartki Poważnego, z której łyka sobie pociągnęłam dla kurażu, telefonów, obiecanych a nie załatwonych spraw,zniczy i wieńców, widoku pustego portfela, radosnych dzieci i płaczących mam. I nie potrafię tego uporządkować. Stop. 
Ja nie narzekam, nie mogę wobec tego co u innych słychać, bo to wstyd. Poruta!
I wcale nie mam na myśli tego,że "łe jeju, oni to dopiero mają", jakby to miało w czymś pomóc, bo nie pomaga, bo nie mogę przejśc do tego na bieżąco, bo taki jest świat. 
Nie taki jest świat! Wcale nie.
Bo mnie martwi to i owo. Tak, ciotkę martwi to i owo.Na tyle bardzo mnie martwi, że mogę z tego zmartwienia zapomnieć o sobie i czubku własnego, starego nochala. I mogę ciut bardziej się starać nie być świnią.I miernie mi to idzie.I jestem zła na siebie. I znów mam wyrzuty sumienia, że jest wtedy tak jakby to o co inni walczą dla mnie było jakąś terapią zapomnienia.
I mój tato, R., ma urodziny w tym samym dniu co Twój. Ja wierzę, że to nie jest przypadek. Absolutnie nie jest.
I nie mogę zadzwonić, bo tam nie mają telefonów a tak bym chciała pogadać...I jestem zła, bo co nie pogadane to nie do napisania jest.
A kysz złe myśli , a kysz białe myszki, a kysz...

komentarze (0) | dodaj komentarz

I wykrakałam...

wtorek, 28 października 2008 22:53
Niby nie zapadłam w zimowy sen?
Niby się zdziwiłam wczoraj?
A dzisiaj co? Własnie się obudziłam przypadkiem i jak neptyk stukam tu w tę kalwiaturę.
Bo zasnęłam jak stałam tak twardo, że gdy się obudziłam po 2 godzinach, to miałam wrażenie, że już wiosna...
A tu nie wiosna, temperatura spada, nawet zimnolubny czworonóg przeniósł się spod krzaczorów na werandę...
A Poważny drewno nosi, więc ani chybi jutro może być mróz...
Oj, lepiej nie , bo tepsa nadal obgryza ząbkami tę moją linię nieprzygotowaną i jak bedzie mróz, to wstrzymają prace aż do wiosny...
I nie poogląda sobie Berło tiwi przez telefon...
A latem na co komu tiwi z telefonu, no na co?
A w ogóle, to mama mini-narzeczonego mojej córki nosi mi dojrzałe własnie winogrona z ogrodu swojego i to jest dowód na to,że mamy pełnię lata nadal...
Świat na krawędzi stoi, wino 4,50 a korkociąg 120,-...
I kol.D., dzisiaj mnie zawiódł a tak w niego wierzyłam...

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak jest...

poniedziałek, 27 października 2008 22:56
Jak jest na dworze każdy widzi i cieszy się na swój sposób. Parasol Made in Cholerawiegdzie się mi pogiął od cieżaru kropel deszczu.Ja nie wiem, że teraz za 10 zł nie sprzedaje się porządnego towaru! No skandal!
I zdziwiona jestem, że nie zapadam tego roku wzorem lat poprzednich w sen zimowy. Polegało to na tym, że zasypiałam jak stałam ok. godz. 21.00...Trwało to przez pół października, listopad aż do Gwiazdki. Potem było już normalnie.
A moja przyjaciółka R. stwierdziła dziś, że dopadła ją dorosłość, przypomniała mi  tzw. "dzień burżuja", który sobie czasem robiłyśmy będąc na wakacjach...Eh, jakie to było cudowne. Był to rajd po knajpkach i knajpeczkach. Tu paróweczka, tam szarloteczka, gdzie indziej jeszcze szaszłyczek z barana...winko, piwko, tiruriru. Wszystko tego samego dnia...I budżet na kilka dni wydany w 3De...
Dni burżuja się już nie zdarzają...Dopadła nas dorosłość! A kilka dni temu miałam taki oto sen : byłam z R. w jakiejś leśniczówce, R. łowiła nomen omen ryby w jakimś stawie a ja miałam na głowie peruczkę z zielonymi lokami! I tak mi było w tym śnie błogo i przepięknie...
Takie jesteśmy moja R. poważne teraz, że aż mi nas żal. Ale z drugiej strony czy nam wypada być niepoważnymi? Chociaż szajby nam się zdarzają czasem jak za dawnych lat jeszcze też, nie zaprzeczysz...U mnie to rodzinne, poniekąd...Tylko Poważny mnie za nogę sciąga do poziomu gleby jak wywijam za dużo i gdyby go nie było, to dawno bym już siedziała w czterech miękkich ścianach, ktoś w końcu zadzwoniłby na pogotowie po prostu. Wot, żyzń...
A jutro znów idziemy na całoooość!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  
 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dzieci? Sama frajda!

sobota, 25 października 2008 22:45

Kroimy sałatkę...Poważny nalewa winka (kalifornijskie stołowe za 9.90, bez siarczynów!!!!!).Dziecię pomaga (nie nalewać tylko kroić) i pada pytanie:
- Mamo, a kiedy ja będę mogła pić winko?
Odpowiadam - "Jak będziesz dorosła". I kroję dalej
Dziecię na to - No ty chyba żartujesz!
A kiedy miała dwa latka, pewnego dnia,  kiedy wróciłam z pracy i padłam ze zmęczenia na krzesło w ogrodzie, mała ciagnęła mnie, żebym pobawiła się z nią w piaskownicy. Mówię do niej -"poczekaj wypalę tylko fajeczkę  i się pobawimy". A ona obróciła się na pięcie i zawołała - "no to jest oburzające!"...A od tamtej pory do dzisiejszej "sałatki" upłynęlo zaledwie dwa i pół roku...
I w dodatku zostałam pouczona, że nie mogę się ożenić z Saletą, bo już "oślubiłam" się z tatą... to tak przy okazji Fortu Boyard, naszego ulubionego programu, przy którym wysiada nawet Disney w sobotni wieczór.
I dla takich chwil warto padać ze zmęczenia na pysk, warto nie przesypiać nocy, warto zapominać o samej sobie.
Zaprawdę powiadam Wam!



komentarze (0) | dodaj komentarz

Eh, niech to...

czwartek, 23 października 2008 21:47

Pisałam , pisałam i mnie wywaliło stąd. .. Tylko pogrożę paluszkiem Koledze Stschechowi za informację o wkierwieniu  się z powodu zdanego egzaminu. Oj nie można tak, nie można, ciotka się denerwuje.

Poza tym Panowie, nie wnerwiajcie mnie ja mam słabe serce i rodzinę na utrzymaniu.

Na ten przykład Poważny, wygenerował mi koszt dziś i to spory.
A było tak. Robiłam interesy z jednym takim elektrykiem na zasadzie rączka rączkę myje, ja jemu coś po koleżeńsku a on miał mi za to też po koleżeńsku coś.Oficjalnie miał mi gniazdka trzy w domu zamontować i kabelek telefoniczny w nietypowym miejscu, a potem zaplanowałam, że sytuacja w trakcie roboty już się rozwinie i namówię go na kilka dodatkowych gniazdek ale to tak jakby mimochodem, żeby nie odczuł, że pracuje więcej niż był mi winien.. I tu się wplątał Poważny, dodam- pod moją nieobecność żeby nie było! Wplątał się i oświadczył elektrykowi, że potrzebuje dwieście tysięcy gniazdek elektrycznych w pokoju pod sprzęt grający i TV , cztery kilometry kabla antenowego, gniazdo do siły na zewnątrz plus tak przy okazji jeszcze jakieś tam gniazdeczko, jak już się robi no to niech będzie.
Na takie dictum przybył Elektryk, przywiózł ludzi i sprzęt...i robił cały boży dzień...i wziął 220 złotych.
Rozstaliśmy się w atmosferze przyjaźni jak na ludzi interesu przystało, uśmiechy, uściski dłoni, zapewnienia o dalszej współpracy, etc.
Potem: "........................................................................................................................................................................................mać!".
Tak więc, nie wszyscy mają dar do robienia subtelnych interesów...Dzisas - 17 dni do wypłaty i spier..lony interes!

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie wiem...

środa, 22 października 2008 23:37
Nie wiem gdzie jest ISS i przy tej pogodzie się nie dowiem nawet jakby miała minus milion magnitudo. A niebo jak się wypogodzi, to przecudne jest...Szkoda, że nie sprzedają teleskopów w Euro AGD na 30 rat.Zaraz bym się zadłużyła, eh...I już siedziałabym w kufajce na balkonie i szperałabym w gwiazdozbiorach nieba jesiennego...Ale kiedy ja bym chodziła spać...? Nie wiem, pomyślę o tym jutro i póki nie mam teleskopu wyśpię się na zapas.
No i Berło kontra Poważny - chodzą koło siebie jak koło śmierdzącego jajka...Co za naród, co za ludzie! Berło namówiło sąsiada, żeby wywiózł mi z szopy stare meble i oświadczyła w samo południe, żebym mu stówę dała za fatygę. Żebym ja tak za fatygę stówę dostawała. Fatyguję się np. do samu po rogala, wracam z rogalem i stówę dostaję. Jakbym się miała za stówę fatygować w nocy po ten chrzan tam kiedyś do tych ogórów, to nie marudziłabym, że ciemno jest, po omacku bym cały ogród wymacała byle chrzan znaleźć i stówa byłaby moja. A tak, nie ma stówy nie ma fatygowania mnie. Amen.

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ja tylko...

wtorek, 21 października 2008 21:32
...tylko z opadniętymi ręcami i nogyma chciałam powiedzieć, że się wczoraj dowiedziałam, że mnie tepsa zmultiplikowała do trzech bytów i nadal mam tę linię nieprzygotowaną...I NIECH ICH JASNY SZLAG! Poza tym gościem, który aksamitnym głosem mi to oznajmił, tego oszczędzić proszę, wedle jego głosu.To jest raz.
A dwa, że w październiku taka pogoda jak dziś to jest skandal. Skandal, bo nie wypada iść w klapkach mimo 22 st.c. w samo południe. Przecież, to paranoja jest.
A trzy- imprezy integracyjne w niektórych firmach w środku tygodnia z tańcami i popitką! Koleżanka Z. tyle miała ostatnio z takiej, że zjadła dwa pierogi i dostała wzdęcia, i po imprezie.Na grzyby w sobotę by lepiej wysłali lud pracujący.
A cztery - dzwonię w pewnej typowej sprawie do kol.Mecenasa a kolega odebrawszy telefon : "Dom pogrzebowy Radość, słucham"...
A pięć - duch opiekuńczy ugryzł mnie w palec od nogi przed chwilą (no mam ślad nawet i swędzi) i mnie obudził, żebym sobie tu pomamrotała trochę i wzięła się do roboty.
No i biorę się tylko poczytam co tam w temacie UFO słychać i gdzie właśnie teraz jest ISS.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tak :) i tak :(

poniedziałek, 20 października 2008 21:46

Tak sobie siedzę i nie myślę...

sobota, 18 października 2008 23:34

Przypomniałam sobie czasy odległe, gdy uwielbiałam jesień, bo miałam deprechę:( . Paradoksalnie fajnie mi było siedzieć i nie myśleć po tym jak już wymyśłiłam, ze świat jest obrzydliwy, ludzie są obrzydliwi i takie tam dyrdymały. No siedzieć to za dużo powiedziane, przeważnie wówczas się leżało. W depresję wpędzały wówczas człowieka takie sprawy jak soczysty pryszcz na twarzy, który mimo tony pudru nadal wygłądał ja Wezuwiusz. Albo cierpiało się kurze męki  z powodu tego, że grzywka jest prosta jak drut i wisi znów tłusta w pięć minut po umyciu. To były czasy! Eh, łezka się w oku kręci...Albo jesienne wypady w Tatry z koleżanką R., której wypadało czasami kolano (nadal wypada) np. na Orlej Perci. I nie było komórkowych telefonów, żeby wezwać GOPR (teraz TOPR). Kolano się wstawiało na tzw. chama i szło się z powrotem resztkami rozsądku, bo siły pożarł strach.R.!Czy ty pamiętasz jak wymiękłyśmy na Pościeli Jasińskiego? Co to Pościel Jasińskiego - proszę sprawdzić u Nyki, żeby nie było. Albo jak kiedyś z koleżnaką C. (żoną Skrytego-od dziś "Gwiazdora") i koleżanką R. wybrałyśmy się do Krakowa i w powrotnej drodze, w środku nocy pociąg się zepsuł! Ano zepsuł się pociąg w Poroninie i dowiózł nas PKS (jakieś wszystkiego 6 osób na 8 wagonów) do domu a gaździna już miała GOPR zawiadamiać, bo niby wg niej gdzieś nasze zwłoki miały leżeć w jakiejś przepaści.Albo "kradłyśmy" z kol. R. ławkę na polu namiotowym spod budki z piwkiem, pod osłoną nocy, bo inni też mieli, a tym spod budki z piwem nie była potrzebna, bo i tak co usiedli, to spadali, więc wzięłyśmy sobie. Ciężka była jak jasna cholera, stalowa, z ciężkimi,grubymi, drewnianymi dechami, przeszłyśmy już z nią pod sam namiot,całe zziajane, stawiamy a tu "halo, panie tę ławeczkę z powrotem zaniosą na swoje miejsce". Strażnik (teraz ochroniarz,he,he) od początku nas obserwował, przez te 45 minut... Albo rodzina przez tydzień nie miała od nas wieści, bo i poczta długo szła (tu akurat dużo się nie zmieniło), bo budki telefoniczne albo nie miały przeważnie  to słuchawek, to tarcz (kto pamięta automaty z tarczą z cyferkami...jaka ja stara jestem). Albo się zamawiało rozmowę na poczcie, czekało w kolejce i nagle radocha "Poznań, łączę, rozmówica druga", po 2 godzinach wyczekiwania...a tam matka :"halo?halo!Proszę głośniej, nic nie słyszę"... i odkładała słuchawkę...Ale wiedziała, że żyję, bo mówili skąd rozmowę łączą.Albo się jechało na wakacje z plecakiem wyładowanym jakimiś puszkami, papierem toaletowym na cały 14 dniowy pobyt, książeczką oszczędnościową PKO (bankomaty?gdzie tam!) i potem trzeba było stać w kolejce na poczcie godzinę , żeby te pięc tysięcy pobrać (potem już milion albo dwa można było za jednym zamachem,eh, inflacja, to była  inflacja...)....I wiecznie człowiek nieszczęśliwie zakochany...(mi się tu qrdę też nic nie zmieniło akurat).
A teraz...też walczę, wiecznie cholera z czymś walczę! Ja taka bojowa jestem! Z tymi telefonami, to ja już mam tam na "Górze" chyba zapisane. Bankomaty, cholera jak potrzebuję forsy, to przerwa techniczna. Jak przelew elektroniczny, to serwis chwilowo niedostępny, jak na taśmie moje towary w sklepie, to ten paragon na rolce właśnie się skończył i kobita musi rolkę zmienić (no to już jest norma, mam tak prawie zawsze), jak po taksówkę dzwonię, to "uuu,za jakieś 30 minut, dziś taki jakiś ten dzień , proszę pani...". No cholera jasna!
Ja wiem, to jest Paranoja, moja osobista, jedyna, ukochana Paranoja... 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Aż mnie nie zniosą...

piątek, 17 października 2008 23:06

Mam pudełka, mam!!! Liveboksik mam!!! Kabelków se nakupiłam w hurtowni, gniazdek do prądu przeróżnych i do telefonu też!!! Jabadaba du!!! No bo wzięłam sprawy we własne ręce i poszłam osobiście do "salonu tp" (buhaha), żeby tego kuriera, któren pieszo będzie do mnie pielgrzymował dwa tygodnie aż ze Śląska zapewne, biedak jeden, z tymi pudełkami od tepsy dla mnie pod pachami, przemoczony, zziebnięty i głodny, targany jesiennymi wichrami, z liściem na głowie, wyręczyć.
No i dzwonię do tych ludzików, którzy przygotowują tę linie moją telefoniczną do odbioru internetu z telewizją , no bo przecież ja taką mam linię nieprzygotowaną, bosz, no bo skąd, no bo od 10 lat korzystam wszak z netu metodą aborygeńską przecież, patykiem na piachu piszę tego bloga na przykład a potem Wielki Duch Aborygena, go umieszcza  tu cudem jakimś w tym necie...i te ludziki teraz malusie ryją w ziemi i siedzą na słupie, i obgryzają ząbkami te kabelki, łączą je,krawaty na nich wiążą, oznaczają jakimiś tajemniczymi farbkami i plasteliną, plują, międlą, budują centralę za 20 mln Euro, w tym kryzysie finansowym, bez jedzenia i picia, w tym błocie jesiennym, rączkami gołymi ....i dowiaduję się, że to może trwać...DWA TYGODNIE ROBOCZE BEZ SOBÓT I NIEDZIEL ZNACZY, (O Q.MAĆ!)...........DWA TYGODNIE....Żebym mogła telewizję przez telefon se pooglądać...Acha, a czemu ja nie mam w słuchawce monitorka...?To jeszcze chyba ten kurier musi mi donieść...Dżizas...Dżizas...Jaka ja jestem bezduszna, jaka bezduszna...
Ręce mi opadły. Jak rachunek im zapłacić to zaraz, już. Ale jakby się chciało coś od nich, to...DWA TYGODNIE...ROBOCZE...
Brak słów...
I dlatego ja palę jednago za drugim i to mnie zabija, przez tpse właśnie. Zatruję się tymi fajami,będę siedzieć tu i sprawdzać do nocy czy to już działa aż mnie stąd nie zniosą...
P.S.
Nie działa...znoszę się stąd sama, bo mi się fajki skończyły i nie mam czym się truć...Poza tym zaczynam słyszeć głosy i chrobotania, więc może "ludziki-informatyki" już ryją mi pod domem i lepiej im nie przeszkadzać...



komentarze (0) | dodaj komentarz

Koszmar z ulicy Bażantów...

środa, 15 października 2008 23:59

Komunikat oficjalny MOL z dnia 15. października 2008 r.
Ja niżej podpisana, zdrowa na ciele i umyśle, oficjalnie informuję, że zostałam sklonowana przez TPSĘ z siedzibą jak w tytule.
Obecnie więc występuję w postaciach dwóch bytów oficjalnych jako JA-fizyczna i mój KLON-biznesowy a to wszystko w kartotekach TPSY.
Podpisano .......Eh,..................(podpis nieczytelny)

W związku z powyższym TPSA zadzwoniła do mnie w poniedziałek i mojemu bytowi Ja-fizycznemu przedstawiła ofertę livebox w promocji na co moje Ja-fizyczne przystało i oczekuje na pudełko i umowę , które przyjśc mają kurierem 27.10..
 Następnie dziś rano TPSA zadzwoniła do mojego KLONU-biznesowego i oznajmiło, że jako abonent biznesowy (A TAKIM KURNA NIE JESTEM I NIGDY NIE BYŁAM!!!!!) z promocji korzystać nie mogę i BAB_SKO ZŁOŚLIWE ANULOWAŁO MOJE ZGŁOSZENIE Z PONIEDZIAŁKU MIMO, ŻE BAAARDZO WYRAŹNIE I GŁOŚNO DOMAGAŁAM SIĘ WYJAŚNIENIA SPRAWY.
Wieczorem sobie zadzwoniłam na linię cholera, błękitną i się okazało, że cyt. -"o g.9.oo klient biznesowy został poinformowany o braku możliwości skorzystania z promocji". NIE SPRAWDZIŁA, NIE WYJAŚNIŁA!
Ponieważ, to nie moja pierwsza sprawa z tymi baranimi łbami, to ja się jutro dowiem, czy załatwiono coś czy nie.
DODAM TAK NA MARGINESIE - FAKTURUJĄ MNIE TE OSŁY JAK KLIENTA NIE-BIZNESOWEGO NA TYM SAMYM NUMERZE TELEFONU OD ROKU 1976..........................................................!
Obiecałam sobie, że kląć tutaj mi nie wypada, więc nie będę. Lecz kto widział mnie kiedyś  wnerwioną, wie co powinnam o tych koszmarach z ulicy Bażantów powiedzieć



komentarze (0) | dodaj komentarz

Trawa i takie tam...choroby...

wtorek, 14 października 2008 12:09
Trawa zielona jest...Rozłożyć się tak na tej trawie...Dymek puścić z papiroska...Potem trawkę albo zjeść jak królik...albo lepiej ususzyć i niuchać jej przecudnej urody aromacik przez te długie, ponure miesiące, można napchać poduszki tym siankiem...No bo cóż lepszego robić jak człek szczęśliwy jest z byle powodu...I taka zielona trawa...Coraz jej mniej...Jesień jest,qrdę.
Ale na południu z pewnością jeszcze lato.I trawa bardziej ziołona  niż tu...
Kolega Stschech, mistrz w "strzale w łeb z papiera", który własnie grzeje się w południowym słońcu...bardzo lubi pikniki na zielonej trawce. No ale muszę stwierdzić, że roznosi też pewną chorobę.
Mianowicie można zarazić się od niego przykurczem pewnych kilku mięsni okrężnych ust (i jak ktoś myśli o jakichś tam świństwach, to się własnie pomylił).
Choroba objawia się w ten sposób, ze człowiekowi robi się najpierw grymas na paszczy w postaci półksiężyca w poziomie, potem zaczynają drgać mięsnie brzucha, to się nazywa szamotanie pępka.
Potem kolejna faza - wydobywają się z wnętrza dźwięki, charczące, hihające,hohoczące,heheczące,chachaczące i buhahaczące.
Później-bolesność w okolicach stawów żuchwy i zakwasy mięsni brzucha utrzymujące się kilka godzin po ataku...
Jak go znam lat kilka, zawsze "cierpiał" na tę przypadłość. 
Poza tym, kto raz przeszedł atak jest już zainfekowany ale nie uzyskuje odporności. Na szczęście.
Atak choróbska wywołuje później nawet wypowiedzenie formuły "nie mogę ci powiedzieć" a szczególnie "przyszedłem zalać was blaskiem swej chwały". Ta ostatnia formuła na ogół wiąże się  z objawieniem  w formie materialnej kol.Stschecha roznoszącego tę, jakby nie było, bardzo zaraźliwą chorobę.
Zainfekowanych jest kilka osób z mojego najbliższego otoczenia w tym mła.
Cierpią teraz  bez regularnej dawki odpowiedniej ilości wirusa, dawki podtrzymującej znaczy...
Nie ma antidotum! Można ewentualnie chwilowo poratować się ersatzem wirusa w postaci zielarskiej czyli gorzkiej-żołądkowej.
;-)

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nic dodać, nic ująć...

poniedziałek, 13 października 2008 22:55

 

Rachunek dla dorosłego

Jak daleko odszedłeś

od prostego kubka z jednym uchem

od starego stołu ze zwykłą ceratą

od wzruszenia nie na niby

od sensu

od podziwu nad światem

od tego co nagie a nie rozebrane

od tego co wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska

od tajemnicy nie wykładanej na talerz

od matki która patrzyła w oczy zebyś nie kłamał

od pacierza

od Polski z rana

 

ty stary koniu.

 

*Jan Twardowski

 

 

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Chodzi za mną...

niedziela, 12 października 2008 23:07
Chodzi za mną pieprzona melodyjka z Koziołka Matołka. Od rana. To jest skandal. Dziecię za to też od rana "besame mucio". To nie jest normalny dom. Wydaje mi się, że zasadniczo, to jak już, to powinno być odwrotnie.
No i po co to napisałam? Teraz "besame mucio" będzie chodzić za mną. Cholerra! Tylko nie "camisa nera"...pliizzz. Wczoraj chodziły za mną dwie takie "Hej przeleciał ptaszek", w kółko jak zacinająca się płyta, bo za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć jaki lasek przeleciał ten ptaszek! Malinowy? Jagodowy? Jeessu, nie wiem. I "Deszcze niespokojne potargały saaaad...", to za to od dechy do dechy.
Wariuję, powolutku, dzień za dniem.
Wypaliłam prawie wszystkie fajki,też skandal.
Berło rano mnie opierniczy, że jestem paskudna, nie zostawiłam jej fajeczki. Wiąchę na tę okoliczność już mam : "Mamunia, rzućmy te pety, dziś już, teraz, tak nagle, w cholerę.To koszty nam zredukuje o 20 %. Matka, pomyśl, zima idzie, będziemy mogli o 20% zwiększyć spalanie, żeby chatę ogrzać.Przestaniesz kaszleć też". A Berło na to, jak znam ją jak własną kieszeń, powinno odpowiedzieć : "Taa!Już!Kaszel mam na tle nerwowym i alergicznym " . I w ten sposób jak zwykle mnie zgasi.
Berło mnie nie zrozumie, mojego poświęcenia.
Ja Berłu placuszek upiekłam z jabłkami, rybkę usmażyłam, może jednak te fajeczki mi wybaczy...

komentarze (0) | dodaj komentarz

I jest lepiej...

wtorek, 07 października 2008 23:31

Zatrzymało mnie w sobotę , zahamowało. Stało się coś co już dwukrotnie tego roku dane mi było przeżywać. Tamte dwa razy, szczególnie ten drugi raz był dla mnie koszmarem, który się stał, choć niewątpliwie taka kolej jest rzeczy. Ale wszystko trwa, jakby przeplatały się dwa wymiary tu i teraz. Ten skończony i ten nieograniczony ani czasem ani przestrzenią. I te wszystkie hałasy o poranku, te spalone pralki, te bałagany i wiszące makarony na kranie, miotłownie, które niewiadomo gdzie są, te uśmiechy Poważnego, szalone pomysły Berła, tych kilkoro, którzy rzeźbią w pewnym materiale , Tatulki, gry w papiera lub w muchę, błękitne niebo i F-16...Krok po kroku...Wystarczy zrozumieć, że to nie przypadek, że czasami zagubione wiele dni temu rzeczy , które "się wściekły" i przepadły nagle leżą sobie jak gdyby nigdy nic na samym wierzchu... telefon dzwoni i ktoś się odzywa, kto się już bardzo dawno nie odzywał a o kim pomyśleliśmy przez ułamek sekundy nie wiedzieć czemu...albo pojawia się ktoś, kto nagle ratuje nas z krachu finansowego a głowę można sobie dać uciąć , że nie mógł o tym krachu znikąd i od nikogo się dowiedzieć...Miliony przypadków? Raczej inteligentnie utkany splot tego co tu i teraz z tym czego nie widać z naszego punktu widzenia...
P.S.
I Wolszczan dostanie tego Nobla, tylko musi na niego jeszcze trochę sobie poczekać.Oni tam mają nieoraniczony czas... 



komentarze (0) | dodaj komentarz

...

poniedziałek, 06 października 2008 22:27

...

niedziela, 05 października 2008 13:41
4.10.08...7.3o (*)...14.oo (*). To dla Was - ja pamiętam.

komentarze (0) | dodaj komentarz

I nic...

piątek, 03 października 2008 19:38
Cisza...3.10.08...

komentarze (2) | dodaj komentarz

Się staram...i człowiek orkiestra

czwartek, 02 października 2008 19:54

Się staram-nie zestarzeć. Nie mówi się - "się staram" tylko- "się starzeję" . Ot co, jakby się człowiek nie odwrócił zawsze d. z tyłu.
P.S.
Przy okazji - mam w domu kogoś, kogo możnaby nazwać "człowiek orkiestra" lub "własnie leci kabarecik". A to ze względu na zamiłowanie owego cud-stworzenia do robienia hałasu zawsze i wszędzie. I to wygląda rankiem mniej więcej tak :

5.00 AM - dzwonią budziki - jeden wygrywa "Deutschland, Deutschland ueber alles" a drugi "bipubipu-bzytbzytbzyt"

5.10  AM - klapa od sedesu robi "sru, jebut" i szumi klozetowa woda...szsszzzszzszzz.................!!!

5.12 AM - gruhhhłubudubudubu - to tupot stóp odzianych w "laczki" na twardej chińskiej gumie po drewnianych schodach

-do 5.45 - nie słyszę nic prócz walenia sztućcami, kubkami i talerzami, TVN 24 oraz radiem Merkury lubo PR1 ew. PR3 (jednocześnie)
-5.45 AM - rozwierrrrają się drzwiiii...łagodne szrpnięcie za ramię...wstaję...złażę po schodach...siadam...mam uszykowaną kawę (już się nie gniewam):) 
-6.00 AM - 6.20 AM - błoga cisza...człowiek orkiestra spaceruje z psem (ta rasa nie szczeka), przedtem walnięcie stalową furtą budzi sąsiadów-emerytów
-6.21 AM - 6.45 AM - kakofonia tak różnych dźwięków, że już mnie boli mój skołatany łeb...i suszara do wyrywania włosów z cebulami jak huragan 5 stopnia
Ale gdyby nie było "człowieka orkiestry" w domu, świat byłby tak cichy, że aż boli sama o tym myśl.
O!...A teraz chyba przemeblowuje pokój...10.20 PM...tak jest co wieczór...no i jeszcze pływa kraulem w wannie, tak dla rozluźnienia.....
Wkurza mnie ten upierdliwy szumek wentylatorka w moim komputerku pieprzonym...i klawiaturka, ten cholerny stukocik...wkurza mnie,wkurzaaa.
I,żeby nie było,żeby nikt się nie przyczepił, że mam jakieś lata przejściowe albo ZNP-ja po prostu nie umiem bez "człowieka orkiestry" żyć ...POWAŻNIE!!!



komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 20 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  92 609  

Czas jak rzeka...

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

LATO 2013

Polecam...

Niebo...

Patrz, słuchaj, baw się...albo i nie:)

Podziel się

To co w życiu ważne

Co ja robię tu...co ja tutaj robię?

To tylko mój wentyl bezpieczeństwa

Ja???

Eh,...:)

Szukajcie a znajdziecie...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Spis ludności w liczbach...

Odwiedziny: 92609
Wpisy
  • liczba: 725
  • komentarze: 2518
Galerie
  • liczba zdjęć: 23
  • komentarze: 16
Bloog istnieje od: 3284 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: