Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Ferie...

niedziela, 30 stycznia 2011 21:37

1. Sobota w pracy...

2. Niedziela w łóżku z temperaturą 39,9...

3. Co dalej?

4. Jak zwykle...fochy,że mi dziecko choruje...

5. Jestem za stara, żeby się tym przejmować...

6. Plus?

7. To, że Mała Piękna zaczęła pić herbatę z żurawiną...

8. I dłuższy dzień nastał...na co komu dłuższy dzień?

9. Cholera wie...

10. Boli mnie ząb...

11. Przejechałam 3 tysiące kilometrów ponad termin wymiany oleju...

12. Idę spać...I tego się trzymam jak zwykle...



komentarze (2) | dodaj komentarz

Czy wiecie, że...

piątek, 28 stycznia 2011 5:48

Do wiosny zostało...tylko 50 dni:)



komentarze (6) | dodaj komentarz

Przegapiłam pięć dni...

wtorek, 25 stycznia 2011 19:52

Albo z siedem...Chora byłam na duszę, hehehehe:) Na głowę też...Cerebrum prostowało korę...Boleśnie...hm...Wychodzę z jednego kieraciku w drugi kieracik ale z szansą na jakieś pełne trzy wieczory odpoczynku...Jeno Poważny chory...Przywlókł jakąś chorobę z pracy...nie zawodową, nie, nie...nie jakiś tam...no nie wypowiem, no...po prostu grypę przywlókł...też żołądkową. Ale już mu lepiej było i poszedł załatwić sobie coś do lekarza i znowusz zaniemógł...Kładę go pod kołderkę...niech ma a co! Tym bardziej, że w tej malignie i chorobie przykrej zrobił półki do szaf...I POUKŁADAŁ W NICH RĘCZNIKI, OBRUSY I BIELIZNĘ POŚCIELOWĄ!!!! Za co mu chwała i cześć, i...no dobra, nic więcej, bo mu się w głowie poprzewraca...Ale...ja o czy innem...rozmowa smsowa z Hrabią o "interesach państwa w kieszeniach obywatela", wczesnym przedświtem (jak mniemam Hrabia też nienawidzi śpiochów i bumelantów, więc wczesnie wstaje)...doprowadziła do tego, że tak się wtopiłam po drodze do pracy w wyobrażanie sobie zieleniejących drobnych listków na drzewach i kiełkujących szafranów, że prawie w zad załadowałabym jednemu taksówkarzowi...Oj Hrabio - inspirująco na mózg mój podziałal ten twój sms z tymi Kajmanami...gdyby tak za trzy stówy...Kajmany...albo chociaż...coś bliżej...nie wiem...może...morze nasze morze...ale nawet gdybym rąbnęła pięćsetczterdzieścicztery złote (resztę, bo stówę na razie oddałam cesarzowi), to i tak cholera jasna za mało...tak więc...nalewam kielich spory czekoladowego likieru i na zdrowie...szalejcie...proszę bardzo, to nic nie kosztuje...o tu......a w jednym z takich domeczków...Wy...hmmmm...

 ...i tego się 3-majmy...jak zwykle:)



komentarze (1) | dodaj komentarz

Automatka...

sobota, 22 stycznia 2011 11:09

Piątek...dwudziesta, cały plan końca tygodnia legł w gruzach...telefon...nie zdążę jutro...niedziela...trudno niech będzie niedziela...

Sobota...piąta rano...pod powiekami piasek...przy łóżku leży kostium kotka z igłą wbitą w tyłek...zasnęłam przy skracaniu nogawek...dokończyłam o ósmej...

Sobota...moja Mała Piękna Kotka płacze...już dobrze już dobrze, niepotrzebne nerwy...jadę...wracam...apteka...leki dla Berła...Berło śpi...po co sie martwić apteką...przecież załatwi...pojedzie...automat...auto-matka...zamek do drzwi popsuty...dziura w drzwiach została...pies śpi w domu...złodziej nie wejdzie...po co się martwić zepsutym zamkniem...kupi nowy po drodze z pracy do osiemnastej zdąży jak się pospieszy...przecież ma po drodze a ja posłucham sobie nowej płyty...

...nie chcę tego wszystkiego, prócz Małej Pięknej Kotki...niczego więcej już nie chcę...

A widzisz...a Ty czasem się nudzisz...to wszystko już za mną...nigdy nie odpocznę...

Odwrócone role...jak sobie pościelesz tak się wyśpisz...Myślałam, że to żarty...naiwna do dziś...

I sama siebie nie przeklnę...przeklinam Fenicjan, bo podobno wymyślili pieniądze, przeklinam Gazprom, elektrownię, Bank Światowy, giełdę londyńską i złoża ropy naftowej, które się kurczą...i wyję czasem na klęczkach na moim własnym kawałku podłogi zrobionym z lentexu rok produkcji 1987...i błogosławię fakt, że Bóg mnie oszczędził i wyrzucił w Środku Europy a nie w Bangladeszu...

I sama nie wiem jak to wszystko w pęczki połapać...sama nie wiem...



komentarze (4) | dodaj komentarz

Bezsenność...

wtorek, 18 stycznia 2011 3:25

I, grdę, nie w Seattle...Obudził mnie telefon o wpół do pierwszej w nocy...Zapomniałam wyłączyć...Że poje...nie normalny, ten który dzwonił? A owszem. A teraz spać nie mogę. Księżyc jak w pysk strzelił na niebie, ja mam oczy jak spodki...a o piątej budzik , cham jeden, zadzwoni, nie ma totamto...Generalnie zaczynam dostawać bzika z przemęczenia...Odkurzyłam teleskop o drugiej w nocy, narobiłam hałasu i spojrzałam w ten cholerny księżyc...bez filtra...teraz w oku plamka...eh, paranoja...moja ukochana jedyna paranoja...i wiecie co? Szukam gospodarstwa do 20ha...kredyt wezmę, kupię i spierdalam z tego zawodu, z tego miasta, z tej dwudziestoczterogodzinnej szajby...Nie mam więcej  już na nią ochoty...

I tego się 3mam...jak zwykle...

 



komentarze (4) | dodaj komentarz

Nie wiem , co ze mną...

piątek, 14 stycznia 2011 5:47

1. Mój mózg ustawicznie odmawia współpracy...

2. Rozwala mnie ten listopad w styczniu...

3. Mam apetyty na ogórki z musztardą i czekoladę...

4. Zamiast kawy piję dziurawiec...(qrwa!)

5. Papiery się piętrzą...

6. Punkt 5 mam w dupie...

7. Punkt 6 nie daje mi dospać do 5.oo...

8. Punkty 5,6 i 7 wpędzają mnie w paranoję...

9. Z powodu punktu 8 już wkrótce ucieknę...

10. Stanowczo odmawiam współpracy...i nie jestem już na gwarancji:(

 



komentarze (6) | dodaj komentarz

Odwilż...

niedziela, 09 stycznia 2011 16:56

Nienawidzę takiej zimy. Zimą ma być zimno i śnieżnie...A tu siedem stopni. Może dlatego wczoraj i dzisiaj rano tak potwornie bolała mnie głowa...Błagałam wszystkie świętości, żeby mi ulżyły...apap, ketonal, ibuprom można sobie przy takim bólu w de wsadzić-kompletnie nie pomagają. Teraz znów zaczyna mnie ćmić w skroniach...piszę póki nie widzę błękitnych kółek przed oczyma...Współczuję migrenikom. Być może teraz mogę się również do nich zaliczyć. Ale w przerwie między jednym a drugim bólem głowy skoczyłam na lodowisko. Fajnie było. Odcisk mam. Tak więc wszystko w normie. Generalnie nudno. Tak jak chciałam. Mimo, że styczeń od 10 do 31. maluje się strasznie jeśli chodzi o czas na zycie prywatne. W zasadzie życie prywatne będzie się ograniczało jedynie do godziny spędzonej z Małą Piękną przed szkołą i godzinę z Małą Piekną przed snem...Koszmar. Nie zadbałam o organizację pracy rozsądniejszą, to mam za swoje. Ale od lutego zadbam. Muszę jedynie przeprowadzić stosowne rozmowy. Jak ja znajdę na nie czas...Jessuuu...

Może więc przenieśmy się na łono przyrody...tymczasem...tymczasem

Jeszcze kilka godzin i znów zacznie się szajba...szajba, której serdecznie zaczynam nienawidzić...i szczerze mam zamiar tę szajbę oddać w dobre ręce...i mam nadzieję, że te dobre ręce wezmą , uszczkną trochę tej szajby już od trzeciej dekady stycznia...



komentarze (5) | dodaj komentarz

Nowy...

piątek, 07 stycznia 2011 15:45

Nowy, świeżutki, ledwo wykluty...Trzeba o niego dbać...Bo się może zemścić...Rok. Oby był spokojny i stabilny. Niczego więcej nie pragnę, jak spokoju i stabilizacji. Były czasy (które bezpowrotnie minęły), kiedy w nowym roku życzyłam sobie zupełnie czegoś innego...jakieś szalone zabawy mi się marzyły...no w każdym razie miało być ciekawie. Teraz jestem zmęczona i chcę świętego spokoju...Ma być wręcz nudno...NUDNO...brzmi jak pienia anielskie...No i to byłoby na tyle...

Dziś czekam na Plebana...albo z-cę Plebana...nigdy nie wiadomo, kto nas przyjdzie odwiedzić "po kolędzie"...Berło popadło w panikę pół godziny temu i zabrało się za sprzątanie werandy, biegała jak młoda kózka góra dół po schodach, żeby wymarać jakiś kesz do koperty...wymarała 5 euro w papierku...cóż w styczniu jestem spłukana...na szczęście Pleban nie należy do zachłannych, prężnie prowadzi interesy, więc na koperty nie liczy i do szczęścia mu nie są potrzebne...zresztą, jakie to kurdę ma znaczenie...Choinka jest, biały obrus jest, prawdziwa woda święcona stoi na stole (nie z kranu, jak bum cyk), mój stary, dobry-Nowy Testament, który mi pękł na pół, bo go czytam dość regularnie (co podobno wśród  "katoli" raczej nie jest modne) też jest, chociaż ostatnio, Pleban nie ma czasu z niego korzystać...Wszystko czeka...A ja tak tu siedzę i skrobię...jak w okopie...i czekam aż się zacznie noworoczna szajba zawodowa...szkoda, że fajek nie palę, bo póki mam trochę czasu, to bym sobie fajeczkę w tym moim okopie zapaliła...ale świństwa do ust nie wezmę...idę sobie kawę sparzyć...zamiast...już czwartą...

I jedynie co mnie martwi, to to, żeby Pleban sobie czegoś na moim śliskim chodniku nie nadwerężył...bo mi się chyba OC skończyło!!! Dżizas! I druga rzecz - ciekawe, kogo sobie weźmie na ruszt:) Chyba w ntym roku moja kolej:) Pogadamy jak zwykle o starych Polakach, bo o młodych Polkach, to w ubiegłym roku z Poważnym se pogadał;)...

P.S. g.16.58

Był...wyraził ubolewanie, że psa nie może...albo w ostateczności kota...mieć...zwierz by się męczył...on zajęty...:) Bardzo miło i sympatycznie.



komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 18 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  92 491  

Czas jak rzeka...

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

LATO 2013

Polecam...

Niebo...

Patrz, słuchaj, baw się...albo i nie:)

Podziel się

To co w życiu ważne

Co ja robię tu...co ja tutaj robię?

To tylko mój wentyl bezpieczeństwa

Ja???

Eh,...:)

Szukajcie a znajdziecie...

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Spis ludności w liczbach...

Odwiedziny: 92491
Wpisy
  • liczba: 725
  • komentarze: 2518
Galerie
  • liczba zdjęć: 23
  • komentarze: 16
Bloog istnieje od: 3282 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: